Och, co za wspaniały to świat, gdzie rządy absolutne dzierży bibliotekarz!

Umberto Eco „Imię róży”

Eco jest geniuszem. Geniuszem słowa, kontekstu – wszystkiego! Jestem zachwycona i zachwycona ponownie! Myślę więc, że dobrze się stało, że przeczytałam tę książkę tak późno, gdyż mogłam dostrzec konteksty, które w przypadku wcześniejszej lektury byłby nierozpoznane i najpewniej  przepadłyby w mroku czytelniczych zawirowań. Ale gwoli porządku….

„W zimy i mglisty poranek przybywa do benedyktyńskiego opactwa franciszkanie, mistrz - Wilhelm z Baskerville oraz jego uczeń Adso z Melku. Przybywają, aby zadośćuczynić popełnionej zbrodni, rozwiązań zagadkę morderstwa i…tajemniczej księgi.”

„Imię róży” to dzieło programowo intertekstualne. Niemal na każdej stronie można doszukiwać się tzw. „pułapek kontekstowych”. Już pochodzenie głównego bohatera Wilhelma z Baskerville to nic innego jak nawiązanie do Sherlocka Holmesa – detektywa wszechczasów. Jorge z Burgos – niewidomy mnich, z uporem broniący tajemnicy księgi to nikt innych jak Jorge Luis Borges argentyński pisarz z którego koncepcji, biblioteki jako niepoznanego labiryntu, Eco obficie czerpie. Oczywiście sam tytuł to nawiązanie do „Mistrza Szekspira”. Zresztą  zasadzek intelektualnych w tej książce jest naprawdę dużo, niesposób więc wszystkich wymienić...

Jak powiada jeden z bohaterów:

Teraz zdałem sobie sprawę, że nierzadko księgi mówią o księgach albo jakby ze sobą rozmawiają.[1]

„Imię róży” to arcydzieło literackie (nie bójmy się tego słowa!). Wielowątkowość tekstu, precyzja słowa, mistrzostwo języka, świadomość literacka Eco, miłość do książek wszelkich, składa się na genialność tego tekstu. Tekstu w którym naprawdę można znaleźć wszystko: namiętność (i to nie tylko tą cielesną - Poprzedniego dnia Bencjusz powiedział, że gotów byłby popełnić grzech byleby uzyskać jakąś rzadką książkę[2]), zbrodnie, dysputę teologiczną na temat ubóstwa…

Opactwo jawi się jako mikroświat, gdzie poznanie za pomocą  ksiąg jest na tyle niebezpieczne, że można stracić życie. Wiedza zatem uwodzi i sprowadza na manowce. Uwaga więc książkofile, stąpamy po niepewnym gruncie!  

Nie mogłam się powstrzymać i nie przytoczyć obrazu Bibliotekarza, który jest mistrzowski:

 „Nie miałem zresztą czasu, żeby przeglądać się ich pracy, albowiem wyszedł nam na spotkanie bibliotekarz o którym wiedzieliśmy już, że się nazywa Malachiasz z Hildesheimu. Jego twarz przybrała wyraz wymuszonej życzliwości, lecz nie mogłem powstrzymać się od drżenia na widok fizjonomii tak osobliwej. Postaci był wysokiej i chociaż niezwyczajnie szczupłej, członki miała wielki i niezdarne. Kiedy szedł wielkimi krokami, owinięty w czarne, zakonne szaty, w jego wyglądzie było coś niepokojącego . Kaptur, który miał nasunięty na głowę, albowiem przychodził z zewnątrz, rzucał cień na bladość twarzy i sprawiał, że w wielkich, smutnych oczach widoczne było nieokreślone cierpienie. (…) Smutek i surowość dominowały w tej twarzy, a oczy były tak badawcze, iż od jednego spojrzenia przenikały serce każdego, kto rozmawiał z bibliotekarzem, i czytał sekretne myśli, tak że z trudem znieść można było ich dociekliwość i człowiek unikał powtórnego spotkania z tym uważnym spojrzeniem  (podkreślenie moje)[3]

Zatem (szelmowski uśmiech Eco!):
„In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi In angulo cum libro”[4]

Moja ocena: 6/6.



[1] „Imię róży”  Umberto Eco, PIW, Warszawa 1998, s. 332.
[2] Ibidem, s. 213
[3] Ibidem, s. 87
[4] Ibidem, s. 12, tłum. "Wszędzie szukałem spokoju i nigdzie go nie znalazłem, jak w kąciku z książką"

Komentarze

  1. Uwielbiam Imię róży, czytałam ją pierwszy raz jeszcze w liceum, zarwałam przez nią noc. (A bo ta noc tak głupio wypadła, akurat w środku pożaru - przecież nie mogłam w tedy odłożyć) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz całkowitą rację! Zdaję sobie sprawę, że muszę jeszcze powrócić do tej książki, jako osoba wtedy bodajże 21-letnia zapewne wyłapałam tylko niewielką część i aż mi żal tych całych fragmentów, z których nie wyniosłam tego, co było między wierszami ;) Teraz pewnie byłoby mi łatwiej.
    Pisz trochę częściej :]

    OdpowiedzUsuń
  3. A, właśnie zauważyłam, że czytasz Wodę dla słoni - czekam na recenzję. Już dawno ta książka za mną chodzi, ale się zdecydować nie mogę, czytać czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W pierwszej dziesiątce moich ulubionych książek... :) Z Eco zachwyciłam się też "Wahadłem Foucaulta" i "Baudolino".

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie poczułam, że dawno, dawno nie czytałam "Imienia róży" :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I tym sposobem chcę jeszcze bardziej tej książki, bo do tej pory jakoś się nie złożyło... Choć trochę wstrzymuje mnie świadomość, że może warto by było najpierw się dokształcić odnośnie twórczości innych autorów, do których jak wspomniałaś Eco często nawiązuje? E tam, przeczytam, zobaczę...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, znakomity pisarz, znakomita książka. Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aja zastanawiam się, czy nie sprawić sobie audiobooka. Książkę znam, a teraz ktoś będzie mi czytał jeszcze raz - ja w tym czasie leżę odłogiem;)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lilybeth - również pod koniec książki gnałam jak szalona :) Eco jest geniuszem bo stworzył jednocześnie mądrą i pociągającą książkę :) "Woda słoni" znakomita już pomału kończę, również czytana z polecenia :)

    Kornwalio - Eco rewelacyjny. A z tym pisaniem postaram się, obiecuję :)

    Futbolowo - Amen, że tak powiem :)

    Nutto - chyba też się skuszę. "Odług" fajna rzecz :)Chociaż również szykuję się na obejrzenie filmu :)

    Lili - niestety tych dwóch powieści jeszcze nie czytałam, ale swego czasu pochłonęłam wszystkie "Zapiski...". Cieszę się, że niektóre, dobre teksty jeszcze na na mnie czekają. :)

    Claudette - a zachęcam :)

    Paulo - myślę, że można czytać śmiało bez przygotowania:) Ta książka jest na tyle uniwersalna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i odczyta całkiem różne konteksty.Polecam :)

    Futbolowo - Amen, że tak powiem :)

    Nutto - też chyba się skuszę, bo "odług" jak by nie patrzeć fajna rzecz :) Mam również wielką ochotę na film. Podobno rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie "Imię róży" to książka, do której wracam zawsze, gdy chcę przeczytać coś dobrego, a nie chce mi się eksperymentować z nowościami. I zawsze znajduję w niej coś czego wcześniej nie zauważyłam. A to jakaś aluzja zwróci moją uwagę, a to po prostu świetnie napisane zdanie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Grendello - zgadzam się z Tobą. Ta ksiązka jest doskonała do powrotów :) Magiczny, wielki tekst.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, 'Imię róży' to arcydzieło.
    A samo wyjaśnienie zagadki? Kiedy Jorge tłumaczy swoje motywy, mówi: 'Śmiech odrywa na jakiś czas wieśniaka od strachu. Lecz prawo narzuca się poprzez strach, którego prawdziwym imieniem jest trwoga przed Bogiem...'. To nawiązanie do teorii Michała Bachtina, który pisał o roli karnawału w średniowieczu i roli śmiechu karnawałowego, który odwracał porządek świata. Z tej teorii dalsze filozoficzne konsekwencje wyciągał na przykład Kundera.

    Książka Eco to wielkie bogactwo treści.

    OdpowiedzUsuń
  13. Desperate Househusband -
    dziękuję za kolejny watek interpretacyjny. Faktycznie sama skarbnica.Ile jeszcze ukrytych treści. Aż serce cieszy.
    Właśnie spojrzałam na datę umieszczenia tej notki i było to prawie rok temu. Powroty są jednak czasami fajne :)
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.