Ciąg dalszy nastąpił. Busz po polsku 30 lat później


    "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła" pod. red. M. Szczygła

Zaznaczyć należy na początku – nie o Kapuścińskim będzie tu mowa. Lecz o tym, co  - lub  trafniej - kto, po nim pozostał. Takie nazwiska jak chociażby Szczygieł, Hugo-Bader, Ostałowska, Tochman, Smoleński, Szabłowski tworzą współczesną konstelacje wybitnych polskich reporterów i udowadniają, że lekcje zadane im przez autora „Cesarza”, ale również Kąkolewskiego i Krall[1] zostały należycie odrobione. Na tyle dobrze, że książka "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła", to zbiór prawdziwych pereł gatunku. Stanowiący jednocześnie doskonały obraz tego co przez 20 lat istnienia III Rzeczypospolitej (lub jak niektórzy by chcieli IV RP) kształtowało sumienia i wyobraźnie obywateli kraju nad Wisłą.

W antologii znalazło się około 26 tekstów (nie licząc komentarzy i przypisów), które wcześniej były drukowane głównie w „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”. Wybór reportaży nie jest przypadkowy. To precyzyjnie skonstruowana publikacja, która zawiera artykuły kreślące społeczno-polityczny obraz Polski po roku 1989. Jak zauważa Szczygieł, redaktor antologii:

„Ta książka, to opowieść o Polsce ostatnich 20 lat czyli opowieść o zmianie.

Skąd wyszliśmy i gdzie jesteśmy.

Zaczyna się od opowieści Wojciecha Tochmana o człowieku, który budzi się na torach i nie ma tożsamości, coś zlikwidowało mu pamięć. Musi na nowo uczyć się Polski. Dla mnie jest on metaforą, nas na początku lat 90, kiedy musieliśmy uczyć się wszystkiego na nowo.

Kończy się też reportażem Wojciecha Tochmana o człowieku, który ma tych tożsamości kilka. Ksiądz katolicki, zakażony HIV, gej, uprawiający niebezpieczny seks w klubach europejskich miast, jednocześnie kocha Jezusa mocno, jak mamę i tatę. Tożsamość zwielokrotniona - kilku ludzi w jednym.

To klamry całej książki.”[2]

Polska po 1989 roku miała być rajem na ziemi. Upragniona i wytęskniona wolność miała zniwelować dyskomfort szarej rzeczywistości wielu lat komunizmu. Polacy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki byli zmuszeni nową „mentalność w jeden dzień zrobić.”[3] Doświadczenia przeszłości, ale również całkiem inny, nie-komunistyczny kodeks wartości kreowany przez wolne, już teraz,  media stworzył Nowego-Człowieka. Demokracja, i kapitalizm rzuciły społeczeństwo na głęboką wodę. Każdy musiał radzić sobie sam. Wygrywał najsilniejszy. Dowodem „radzenia sobie” jest m.in. reportaż  Ireny Morawskiej „Luiza wdowa idzie na Dług”, który przedstawia głośną sprawę młodych biznesmenów, mordujących swojego „wspólnika”, oprawcę[4] oraz chociażby teksty „Pamiętnik znaleziony na parkiecie”, czy „500 euro za ciało, które zje kilogram”. Pierwszy, Karola Podgórskiego, o początkach giełdy w Polsce. Drugi, Joanny Wojciechowskiej, o nielegalnym przemycie narkotyków z krajów Ameryki Południowej.  

Jaki, więc obraz Polski, Polaka wyłania po dwudziestu latach wolności? Według autorów reportaży, niezbyt chwalebny i optymistyczny. Nasze narodowe gusta to z jednej strony małomiasteczkowa mieszanka Disco Polo z Radiem Maryja w domku typu „Alexis”. Z drugiej strony, wielkomiejska młodzież lansująca się (genialny artykuł Marcina Kołodziejczyka „Trend-owaci”) w najlepszych klubach miasta. Współczesna Polska to kraj, gdzie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, ukrywają się przed sąsiadami, gdzie kwitnie podziemie aborcyjne, gdzie ciągle podejmuje się nowe próby lustracyjne, gdzie znudzone żony wchodzą na Chat-Sex, gdzie absolwenci wyższych uczelni wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii pracować w Tesco…

„20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła” to genialna antologia, która jak słusznie zauważa Piotr Pazdej powinno być w szkołach podręcznikiem historii najnowszej naszego kraju.[5] To książka, która jest jedną z najważniejszych publikacji rynku wydawniczego ostatnich lat. Taka „Polska w pigułce”,  „Kraj nad Wisłą – bez ściemy”, która powinna stać w księgarni obok książek o Miłoszu, Żeleńskim z serii „A to Polska właśnie…”.

Wozimy go (kraj – M.D.) do obcych krajów, w świat, do innych ludzi, i jest to klucz naszej dumy i naszej bezsił (podkreślenia – M.D.). Znamy jego schemat, ale nie sposób uprzytomnić go drugim. Zawsze będzie nie to, nawet jeśli bardzo się chcę. Coś nie będzie powiedziane, to najważniejsze, najistotniejsze coś.[6]                                                                            
Ryszard Kapuściński  
***

Tekst ukazał się również na portalu: "Lektury reportera".



[1] „Polska szkoła reportażu – jak mawiają reporterzy  - to trzy razy K: Kapuściński, Kąkolewski, Krall. Dlaczego kobieta jest ostatnia na tej liście? Bo tak lepiej brzmi rytm zdania – powie każdy reporter”.  20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła, pod. red. M. Szczygła, Wołowiec 2009, s. 43.
[3] 20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła, op. cit., s. 21.
[4] Na podstawie tej historii powstał w 1999 roku, wielokrotnie nagradzany film „Dług”, w reż. K. Krauzego, gdzie główną rolę grał m.in. R. Gonera, J. Borcuch, A. Chyra.
[6] R. Kapuściński, Busz po polsku, Warszawa 2008, s. 117.

Komentarze

  1. Musze przyznać, że zaintrygowałaś mnie tą pozycją... Niestety nie jestem pewna co do tego, czy nadaje się ona na lekturę dla mnie. Będę musiała to dobrze przemyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie, aczkolwiek dołująco. Czytałam Busz po polsku Kapuścińskiego i wydaje mi się, że i ten tytuł byłoby warto znać. Szkoda tylko, że o Polsce musimy pisać właśnie w taki sposób. A może jest tam też coś pozytywnego?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie aż skręca, ilekroć widzę tę książkę, tak bym ją chciała mieć, nawet dzisiaj trzymałam ją w rękach ale jak tylko spojrzę na cenę, zapał mi mija. W końcu się pewnie zawezmę i kupię - bo Szczygieł, bo reportaże, które czytam rzadko a chciałabym to zmienić, bo tematyka ciekawa, a teraz jeszcze - bo Twoja recenzja. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lena-
    serdecznie polecam tę książkę. Mistrzostwo literackiego (reporterskiego) świata. Naprawdę warto znaleźć chwilkę czasu :)

    Kornwalio -
    jeśli spojrzeć na pracę reportera przez pryzmat Kapuścińskiego tj. myślenie o pisaniu jako swoistej misji etc. to dobry reporter jest bardzo blisko życia, rzeczywistości, ogólnie rzecz ujmując drugiego człowieka. A niestety mikroświat składa się najczęściej z mało pozytywnych zdarzeń. Zresztą reporter nastawimy jest właśnie na takie zdarzenia,co by pisać ku przestrodze :)
    A pozytywne reportaże: pierwszy - preludium, zamiast wstępu, autorstwa Szczygła "Jak Jadźka miała wstawić zęby" o tym jak autor tekstu zakupił sobie, pierwszy raz, bez kolejki polędwice sopocką:). Drugi (chociaż wymowę ma ostatecznie mocno przygnębiającą) o muzyce Disco Polo, również Strzygła: "Usta są zawsze gorące" - czyta się przyjemnie.Polecam, polecam :)

    Naia -
    koniecznie do zdobycia. Nie pożałujesz wydanych pieniędzy. Myślę, że naprawdę powinna być to lektura obowiązkowa. Podręcznik historii współczesnej. Warto, warto :) Uwielbiam reportaże, literaturę faktu. To mój ukochany gatunek literacki:) Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  5. Reportarze powiadasz... Możliwe, że kiedyś przeczytam :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznasz jednak, że inaczej się czyta reportaż o innych krajach i rejonach, niż reportaż o Twoim kraju, który przedstawia go w negatywnym świetle? Nic na to nie poradzę, to mnie zawsze bardziej dołuje.
    Oczywiście, że przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Luno -
    a jakże polecam :) polecam :)

    Kornwalio -
    Bez dwóch zdań. Czytanie reportaży o swoim kraju nie należy do najprzyjemniejszych, ale można tę książkę potraktować jak swoiste katharsis :-)
    Fajno, że po nią sięgniesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, muszę (chcę) przeczytać!
    A jeszcze po Twojej recenzji - tym bardziej chcę xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Owarinaiyume -
    :) obiecuję, będziesz zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A komu do Kapuścińskiego najbliżej?
    Plejada nazwisk znajoma.
    Książka na półce, niestety, wciąż nieprzeczytana...choć nie tak znów nieznana, bo-jak podajesz- były pierwodruki m.in. w Dużym Formacie.

    Największy apetyt budzą we mnie trzy nazwiska: Tochman, Szabłowski, Szczygieł.
    Polska szkoła reportażu. Być może creme de la creme polskiej literatury?

    pozdrawiam
    ren

    OdpowiedzUsuń
  11. Ren - Tamaryszku -
    myślę, że zdecydowanie Szczygieł i Tochman podążają ścieżką wytyczoną przez Kapuścińskiego. Rewelacyjne pióra, dynamiczne, konkretne zdania. Bez wartościowania, taki przekaz, który najbardziej cenię sobie w tego typu literaturze.

    Tak, tak wiele rzeczy z tej antologii również czytałam wcześniej w Magazynie, później DF. Ale warto tę książkę zakupić/mieć gdyż stanowi swoiste kompendium wiedzy o tym co się w Polsce wydarzyło przez ostatnie 20 lat.

    Polski reportaż - mistrzostwo świata. Proza ma duże zaległości :-)

    Tak więc zbieram, zbieram pieniążki na "Dziś narysujemy śmierć" oraz Jakbyś kamień jadła".

    Pamiętasz jak pisałam, że mam mały kryzys blogowy? Pomału przechodzi... Nowa droga to literatura faktu. Mniej kiepskich egzemplarzy recenzenckich a więcej tego czego ja literacko potrzebuję :) Ha!Odważna się znalazła.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  12. :)
    Piszę tekst do Archipelagu oparty m.in. na ww. tytułach Tochmana. Znakomite. Tylko mój tekst nie chce się narodzić. ;)

    Rozważałam tę kwestię -współpracę z wydawnictwami. Jestem poza tymi zależnościami/korzyściami. Myślę, że to świetna sprawa, ale nie dla mnie. Nie czytam aż tak hurtowo. Robię przerwy między książkami. Poza tym mam tyle pomysłów na własne lektury, że chyba nie zmieściłabym zbyt wielu losowych tytułów.
    Przechodzi, to widać. I wcale nie tak pomału. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kłaniam się.
    Ale tam jest sporo krzepiących historii, jak np. ta, gdy jakaś czytelniczka ze wsi wciąż pisze listy do redakcji czasopisma telewizyjnego, że źle streszczają seriale i oni się tak na nią wkurzają, że mówią: to proszę przyjechać, zatrudnić się u nas w redakcji i streszczać. I ona odmienia swoje życie. Wyjeżdża ze wsi, dziś jest dziennikarką w Warszawie. Tekst napisała Joanna Sokolińska.
    Albo reportaż Tomasza Kwaśniewskiego o radości, gdy dwie lesbijki organizują zapłodnienie, bo marzą o dziecku.
    Zapewniam, że książka zdołuje tych, co chcą być zdołowani, ale pokrzepi tych, którzy chcą być pokrzepieni.
    Pozdrawiam serdecznie. Mariusz Szczygieł

    OdpowiedzUsuń
  14. Panie Mariuszu -
    jak przeczytałam Pana komentarz to, aż dostałam pąsów :-) I to nie dlatego, że pana wpis jest teoretycznie kontrargumentem do mojej recenzji, lecz dlatego, że ten komentarz napisał właśnie Pan. Dziękuję za odrobinę uwagi.

    Teraz już pokrzepiona - Monika Długa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. świetna książka... pamiętam kupiłem ją zaraz po premierze (co mi się nie często zdarza) po jakieś audycji z autorem chyba w trójce ... i zupełnie przypadkiem stoi na półce razem z Kapuścińskim...wreszcie wiem czemu..
    Twoja recenzja też świetna gratuluję talentu.
    Pozdrawiam serdecznie autora :) bo widzę że jest tu gościem honorowym :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Facetczyta -
    ja również, jak tylko ukazała się na rynku, musiałam ją zdobyć :)Chęć posiadania była tak silna, że zakupiłam ją dzień po premierze.

    Dziękuję za dobre słowo.

    A moje zaskoczenie co do odwiedzin...Ooooo! :)

    Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. a czemu zaskoczenie .. ? czytam twojego bloga .. nie mam czasu komentować co prawda ale czytam często :)
    niezłe masz to tło ... :) myślałem że mam brudny monitor :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Facetczyta -
    dzięki, dzięki :-)

    Efekt brudnego monitora -właśnie Kuba - mąż mówił by zmienic tło, ale ja twardo obstaję przy tym "brudziku artystycznym". Tworzy klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie czytam! Jestem gdzieś w połowie i już wiem, że to klejnocik:) Zresztą, nie spodziewałam się czegoś innego po nazwisku Szczygieł:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.