Nesbo. Pierwszy i ostatni raz


Jo Nasbo "Czerwone gardło"

To będzie prosta jak drut recenzja, bo oto proszę Państwa mamy do czynienia z prostą jak drut ksiązką. Kto więc przybył, tu na tę stronę, aby rozsmakować się w intelektualnej uczcie - niech ucieka – jeszcze nie jest za późno. I na wstępie przyznaję – trochę się książce dostatnie – bo oto ja wieczny i niezachwiany optymista – mam zły dzień. Giń zatem Nesbo!

***
Główny bohater książki Jo Nesbo to poniewierany przez życie, samotnik, szubrawiec i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że również łamaga i niedojda – Harry Hole. Wbrew opisowi z tyłu książki, żaden z niego geniusz. Raczej cholerny szczęściarz, który zawsze potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Komisarz, o którym tak już kwieciście zdążyłam się rozpisać, ma do rozwiązania pewną tajemniczą sprawę, której początki sięgają II Drugiej Wojny Światowej. Hole musi więc rozpracować neonazistów norweskich, odszukać unikatowego, snajperskiego karabinu i zdążyć ocalić świat – włączając to oczywiście udaremnienie zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Reasumując:
Bohater, akcja, poszczególne wątki i zdarzenia tak schematyczne, że aż zęby bolą i ciarki po plecach przechodzą.  
I jeśli wydawca pisze na okładce książki: „Norweski kryminał wszech czasów” to niech lepiej Norwegowie zaingerują, bo to może naprawdę skończyć się  tragicznie i ten slogan pójdzie w szeroki świat.

***
I jeśli na mój głowę posypią się gromy, za tą na wskroś negatywną recenzję, to na swoje usprawiedliwienie mam dwie rzeczy:
- wybitnie zły humor
- książkę Nesbo czytałam w czasie wstrętnej choroby, która być może przysłoniła mi walory estetyczne powyższego dzieła.

Jedno jest pewne – do Nesbo już nie wrócę, do Akunina tak!

Komentarze

  1. A ja mimo wszystko jestem ciekawa tego autora i chcę przeczytać którąś jego powieść :)

    Pozdrawiam serdecznie :)
    {http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/}

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja natomiast czytałam całą trylogię z Oslo i bardzo mi się podobała. Wcale nie było schematycznie, a Harrego polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie Nesbo nie zachęca, a teraz to już na pewno nie;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Pandorcia -
    mimo negatywnej recenzji - polecam. Najlepiej bowiem o wartości pióra Nesbo przekonać się na własnej, czytelniczej skórze!

    Beatrix73 -

    :) Jakkolwiek bym się starało Nesbo u mnie przegrywa. Być może, teraz mnie naszła taka refleksja, że jednak od współczesnych kryminałów/sensacji wolę, tę w stylu retro. Dlatego tak wysokie noty mają u mnie mistrz gatunku Akunin i jego polski kolega Krajewski :)

    Scathach -

    :) chociaż, tak jak napisałam Pandorci, czasami dobrze się przekonać na własnej skórze, czym dany tekst pachnie. Ale jeśli masz długą listę książek- priorytetów, to Nesbo odłóż na później, póżniej... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja po Nesbo nie mam ochoty sięgać, a i z Mankellem się nie polubiłam. Nie lubię kryminałów w których detektywem jest kolejny samotnik pijaczyna z niepoukładanym życiem osobistym...

    Za to Krajewskiego też wyjątkowo nie lubię, bo cały jego świat aż (pardon my french) rzyga mrokiem.

    Za to ciekawa jestem czy czytałaś jakiś kryminał Donny Leon z komisarzem Brunettim. A jeśli czytałaś, to co o nim sądzisz? Jeżeli natomiast nie czytałaś, to szczerze polecam spróbować chociaż jednego.

    A z retro ostatnio polubiłam się z Maureen Jennings i jej detektywem Murdochem w wersji ksiązkowej (bo filmową znałam już wcześniej). :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszędzie teraz jest ten cały Nesbo (Boję się już otworzyć lodówkę!).
    Lecz mnie od początku jakoś nie przekonuje - może przy okazji wezmę jakąś jego powieść z biblioteki (kupować na pewno nie mam zamiaru, podobnie jak Larssona).

    Akunina za to uwielbiam i mogę się z nim spotykać bez końca. Aktualnie bawi mnie historią siostry Pelagii, o której niedawno pisałaś, a na mojej półce czekają już kolejne dwa tomy sagi :) Potem mam zamiar powrócić do Fandorina, którego pozostawiłam nieco na pastwę losu...

    OdpowiedzUsuń
  7. A to niespodziewanka, nie sądziłam, ze tak po nim pojedziesz. A tyle odbrych recenzji. No cóż, mam dawa w domu, zobaczę i ja

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie, na Nesbo ostrzyłam sobie zęby i zazdrościłam osobom, które miały go w stosikach :( Hm, jak kiedyś będzie w bibliotece, to wezmę jednego na próbę, ale spieszyć się już nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z wymienionych tu autorow jestem na tak jeśli chodzi o Nesbo i Akunina.
    Mankell już chyba mi się przejadł, Larrsson- gdyby więcej napisał to nei wiem, czy bym czytała.
    Krajewski- mnóstwo detali z epoki, ale fabuła moim zdaniem szwankuje, no i ten poziom mroku wydaje mi się sztucznie podkręcony.
    Z niewymienionych- jakoś nie pałam miłością do żadnej skandynawskiej autorki kryminałów (Fossum, Sigurdarsdottir, Marklund, Laeckberg, Alvegten). Nie podoba mi się Edwardsson (nasycenie ideologią), ani Hakan Nasser (tu nie spodobal mi sie zabieg umieszczenia fabuly w jakimś fikcyjnym kraju).
    Z "południowych" autorów- całkiem OK była Donna Leon i Camilieri, natomiast moim faworytem jest Hiszpan Montalban. No i Alicja Gimenez Bartlett.

    OdpowiedzUsuń
  10. Krajewskiego też lubię (czytałam prawie wszystkie), natomiast Akunina nie czytałam, więc nie wiem. Ale chętnie się zapoznam. Czy kolejność czytania obojętna? Od czego warto zacząć?
    Nie rozumiem argumentu przeciw jakiejś książce, że "wszędzie ten cały Nesbo". Rozumiem jednak, że Tobie nie podszedł, bo mnie też niektóre nie potrafią przekonać - choć wszędzie o nich dobrze się pisze. Czyli pewnie tak bywa.
    Trylogię Larssona czytałam i jak dla mnie to absolutna rewelacja. A i Jo Nesbo - moim zdaniem świetny. Cieszę się, że kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Co za urodzaj na norweskich neonazistów, no naprawdę :) W książce, którą właśnie będę recenzować też się pojawiają :D A po Nesbo pewnie kiedyś sięgnę, bo mam słabość do ciamajdowatych skandynawskich komisarzy ;) Ale poczekam, aż sam mi wpadnie w ręce, specjalnie szukać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ysabell -
    Detektyw – samotnik i pijaczyna – ile można, prawda? Ciągle ten sam schemat. Niedobrze, oj niedobrze.

    Krajewskiego uwielbiam. Uwielbiam! Właśnie za ten mrok – klimat! :)
    Nie czytałam nic Donny Leon, lecz już przeszukałam sieć i chce to mieć. Niestety o Maureen Jennings też nic nie słyszałam (ale ze mnie ignorant!). Dzięki za informację. Może będzie lepiej niż z Nesbo. Serdeczności.


    Claudette –
    :)
    Myślę, że faktycznie inwestować nie warto w tę książkę. Wypożyczyć i owszem, aby się przekonać.

    Również jestem olbrzymia fanką Akunina:) Uwielbiam. Zauważyłam właśnie u Ciebie na blogu, że czytasz pierwszy tom Pelagii. Zabawa przednia :)
    Serdeczności

    Kasia.eire –
    Warto się przekonać, co by nie pozostać gołosłownym w krytyce. Polecam a może się spodoba? (chyba powinno wydawnictwo mi jednak płacić, że mimo negatywnej recenzji polecam tę książkę :) ).
    Serdeczności

    Kornwalia –
    Warto poczekać, aż cały szum minie i wtedy można przystąpić do lektury. A kupować, nie warto! Wypożyczyć i owszem. :)
    Serdeczności


    Iza –
    Ileż tytułów! Wiedza godna pozazdroszczenia. Zgadzam się z Tobą, że kryminalni Skandynawowie nie powalają na kolana.
    Dla mnie Krajewski wymiata – szczególnie „Festung Breslau” – moim zdaniem najlepsza cześć.
    Akunin – fenomen! Świetne pióra.
    Nesbo – jestem na nie! Nie przekonuje, no nie przekonuje.
    Widzę, że koniecznie muszę przeczytać D. Leon – jej nazwisko pada w komentarzach już drugi raz.
    Serdeczności.

    Beatrix73 –
    Przygodę z Akuninem najlepiej rozpocząć myślę, od przygód Fandorina. Pierwszy tom serii to „Azazel”.
    Też jestem zdania, że krytykować można dopiero dany tekst, gdy się go najpierw przeczyta. Bez dwóch zdań. Nie ma odstępstw od tej reguły!:) Serdeczności.

    Lilybeth –
    :) Faktycznie urodzaj. A z Nesbo – niespiesznie. Myślę, że było tyle wydań, że spokojnie, kiedyś cię sam znajdzie :) Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo rzeczowo podeszłaś do tematu, ale ja się łatwo nie dam zniechęcić (tym bardziej, że mam prawie wszystkie jego powieści, które wyszły po polsku). Miałam okazję poznać Nesbo w czasie Festiwalu Kryminału i to bardzo intrygujący człowiek

    OdpowiedzUsuń
  14. Zosik -
    :) ja jednakże odpadam :) jak nie przekonuje, to nie przekona. Aczkolwiek może przy bliższym, takim osobistym, spotkaniu...Podobno przystojny facet:) Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  15. E tam Nesbo jest świetny.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mary -
    :-) serdeczności na środę.

    OdpowiedzUsuń
  17. ;)) a przydały się bo dzisiaj dzień masakryczny jakiś był.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mary -
    bardzo się cieszę:) A ja właśnie wróciłam ze spotkania z Agnieszką Wójcińską autorką "Reporterzy bez fikcji" więc też dzień super :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O, kusiła mnie ostatnio ta okładka. Teraz wiem, że mogę sobie odpuścić.

    ad "Reporterzy bez fikcji" czytasz/zamierzasz przeczytać może?

    OdpowiedzUsuń
  20. Fabulitas -
    :)
    "Reporterów bez fikcji" kupiłam na spotkaniu.Bardzo bym chciała przeczytać teraz, zaraz, już, aczkolwiek muszę doczytać jeszcze "Co widziały wrony". Taki już podły/udręczający charakter mam :) Ale zaraz po MacDonald czytam "Reporterów..." :) Dobrego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  21. "Co widziały wrony" niespecjalnie mi się podobały, a mimo to dosyć zapadły mi w pamięć. Ciekawa jestem Twoich wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  22. No i po raz kolejny sie okazuje, że różne gusta ludzie maja. I dobrze. Akunina kiedyś czytywałam z lubością, ale tylko te o Fandorinie. O Pelagii nie zdążyłam, wyjechałam. A które lepsze?

    OdpowiedzUsuń
  23. Fabulitas -
    jestem na 150 stronie i jak na razie nie zachwyca. Daję tej książce jeszcze 50 i odkładam. Zobaczymy :)

    Debarai -
    :) Hmmm... po długim namyślę, chyba Fandorin. Chociaż Pelagia też niczego sobie :) tak trudno decydować. Uwielbiam Akunina...

    OdpowiedzUsuń
  24. To chyba pierwsza recenzja książki Nesbo, na którą się natknęłam i jest w pełni negatywnaXD
    Natomiast Akunina przeczytałam parę tomów jakiś czas temu, i jakoś mnie nie ciągnie do tej serii.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.