Wypełnić lukę po Kapuścińskim. Wojciech Tochman „Bóg zapłać”. Również słów kilka na marginesie recenzji, czyli poniedziałek dobry dzień



Czytając reportaże, zawsze poszukuję jednego: stylu i języka Kapuścińskiego. Jest to moje subiektywne, egoistyczne i co chyba najważniejsze w pełni świadome podejście do autorów z kręgu literatury faktu. Oczekuję, od przedstawicieli tego gatunku: jasnych, precyzyjnych, „dynamicznych” zdań, niebagatelnego, pięknego języka, obiektywizmu (o ironio!), a co najważniejsze, niemego współuczestnictwa w danym wydarzeniu, współodczuwania. Myślałam, że trudno będzie sprostać wyżej wymienionym wymaganiom, lecz oto na horyzoncie moich literackich poszukiwań pojawił się Wojciech Tochman. Czapki z głów proszę Państwa!

„Bóg zapłać” to zbiór reportaży publikowanych już wcześniej w książkach „Schodów się nie pali” oraz „Wściekły pies” (nie wliczając tytułowego tekstu, drukowanego po raz pierwszy). W książce Tochmana jak w zwierciadle odbija się polska rzeczywistość, może trafniej: polska, katolicka rzeczywistość ostatnich lat. Bohaterzy tekstów to miedzy innymi ludzie zagubieni, fanatycznie wierzący. To osoby, które wybierają krzywdę dziecka zamiast ukarać proboszcza pedofila, argumentując swoje postępowanie słowami „tylko, żeby ludzie nie gadali” („Atmosfera miłości”). To pojedyncze, ludzkie tragedie, które rozgrywają się w czterech ścianach mieszkania (wstrząsający reportaż „Więzień” – historia mężczyzny dotkniętym zespołem Tourette’a, czy tytułowy tekst „Bóg zapłać” o „katolickim” rozumieniu pojęcia rodziny). Wiele historii, wiele opowieści, które składają się na prawdziwy, codzienny obraz polskości. Polski nie wyobrażonej, życzeniowej, lecz prawdziwej, bez sztafażu hipokryzji.

Ostatnim tekstem, zamykającym publikacje jest głośny i znany reportaż „Wściekły pies” w którym narrator – ksiądz  wygłasza swoiste kazanie, będące jednocześnie wyznaniem prawdy o samy sobie. Ksiądz jest homoseksualistą i nosicielem wirusa HIV. Jednakże kazanie nigdy nie zostanie wypowiedziane. Z obawy przed ostracyzmem społecznym, napiętnowaniem, niezrozumieniem. Bowiem w Polsce, prawda nie wyzwala – zniewala i wyklucza. Tekst „Wściekły pies” to doskonała  metafora „polskiego” rozumienia religijności, wartości, „postawy wyprostowanej”. Milczenie jest złotem.

Jedna z bohaterek książki „Dzisiaj narysujemy śmierć” mówi o Tochmanie: „Nie miał płci ani koloru skóry”[1]. Trudno chyba o lepszy komplement dla reportażysty - stać się częścią środowiska o którym się pisze. Tochman wypełnia lukę po Kapuścińskim. Zarówno w reportażu krajowym jak i zagranicznym.  Mogę zatem z pełną odpowiedzialnością stwierdzić: Proszę Państwa, reportaż polski ma się dobrze!

***
Poniedziałki to niesamowite dni. W zeszłym tygodniu napisała do mnie w bardzo miłym tonie pani Aleksandra Ziółkowska-Boehm odnośnie recenzji jej książki poświęconej Wańkowiczowi. Dziś okazało się, że otrzymałam wyróżnienie w konkursie na recenzję miesiąca na portalu "Lektury reportera". Dowód rzeczowy: >>TUTAJ . Rewelacja!

Oczywiście dzisiejsza recenzję również odnajdziecie w "Lekturach reportera".

[1] Audycja radia TOK FM „Wrzenie świata” z dnia 28.11.2010.

Komentarze

  1. Pomagam właśnie bratu w przygotowaniu prezentacji maturalnej na temat granicy między dokumentem a literaturą w reportażu i trafiłam na Twój tekst w Lekturach, a potem okazało się, że to Twój, bo był tez na blogu. Dziękuję, bo cytaty, które przywołałaś, pasują mi idealnie i odkryłam książkę Pani Ziółkowska-Boehm. Gratuluję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. szukałam ,szukałam i w końcu znalazłam Twój blog:) REWELACJA. Z Całą pewnością będę go często odwiedzać:) A owa recenzja w 100% zasługuje na wyróżnienie Kuzynko:)
    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Polska w ogóle dobrym reportażem stoi, jesteśmy w tym mocni :] znowu smutki, znowu Tochman, oj Moniko, będzie Tochman, będzie, jesienią go planuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. To rzeczywiście udane te Twoje poniedziałki! Gratuluję :).
    Tochmana jeszcze nie czytałam, ale na pewno to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje !!!!!
    Duma mnie rozpiera, że Cię znam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tochman czeka u mnie ta półce. "Tochman wypełnia lukę po Kapuścińskim" - podoba mi się to stwierdzenie, bardzo trafne. I gratuluję recenzji i zazdroszczę niesamowitych poniedziałków :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako, że byłaś chętna do przeczytania "Nagiego sadu" Myśliwskiego, być może zainteresuje Cię konkurs z tą książką w roli głownej:

    http://shczooreczek.blogspot.com/2011/03/konkurs-z-ksiazka.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję wyróżnienia!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przepraszam za długie milczenie jednakże zmogła mnie wstrętna, parszywa choroba.

    Seso -
    bardzo dziękuję. Cieszę się, że mogłam pomóc :)

    Kornwalio -
    bez dwóch zdań, zgadzam się z Tobą - mamy świetnych reportażystów:) Odnośnie
    określenia "Smutne książki" tak samo mówi mój Kuba o książkach reportażach "Monia i jej Smutasy" :) poprawie się. Obiecuję.

    Maya-
    dziękuję :) polecam serdecznie "Bóg zapłać". Mądry i dobry tekst.

    Iwonko - to mnie zawstydziłaś :) No i już mam rumieńce. Dziękuję :)

    Bibliofilko -
    3x dziękuję :)

    Scathach -

    dziękuję za zaproszenie. Bardzo chętnie skorzystam :)

    Kitty -
    dziekuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kapuścińskiego bardzo cenię, ale w moim odczuciu i podkreślam są to tylko moje odczucia, Tochman to zupełnie inna bajka. Nie ta luka, że tak się wyrażę. Sama nie mogę jeszcze ochłonąć po "Jakbyś kamień jadła", natomiast i styl i tematyka i spojrzenie i wszystko inne, to zupełnie inna kategoria. Podczytywałam też Jagielskiego i Cegielskiego, w kolejce czeka Szabłowski i mam wrażenie że jedyna cecha, która te książki łączy to gatunek reportaż, który u Kapuścińskiego przybrał bardziej literacką postać.
    W mojej ocenie Kapuściński chapeau bas, szacun dla Jagielskiego i Cegielskiego, ale Tochman to powala na kolana, a potem długo jeszcze nie można oddychać. Tak go odbieram

    OdpowiedzUsuń
  11. Dea -

    O! Dziękuję za Twoją refleksje. Uważasz, że Kapuściński jest bardziej literacki? Kurczę - ja w najnowszym Tochmanie widzę elementy nie czystego reportażu, ale właśnie literatury faktu (literacki reportaż - według Wańkowicza). Dostrzegam u Tochamna pewną "kreację" (chociaż to nie jest odpowiednie słowo). Mam wrażenie, że autor "Dzisiaj narysujemy śmierć" przechodzi taką samą drogę jak Kapuściński od klasycznego reportażu (tu szczególnie "Wściekły pies") do literatury faktu.Ale może się mylę. Może chcę żeby tak było! Serdeczności w ten słoneczny dzień.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przede mną ciągle "Jakbyś kamień jadła", i tak też zauważyłam że polski reportaż ma się coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bsmietanka -

    ja też jeszcze przed lekturą "Jakbyś kamień jadła". Próbowałam ją ostatnio zdobyć w księgarniach, lecz bezskutecznie. Muszę poszukać zatem w sieci. A z reportażem polskim świetna sprawa. Rewelacyjnie czytać polskie teksty na wysokim poziomie :) Serdeczności na weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nutto, Kasiu -
    przepraszam za tak późne opublikowanie waszych komentarzy, lecz funkcja moderacji w moim blogu uznała, że to spam. Ufff...

    Nutto-
    dziękuję :)

    Kasiu -
    dziękuję i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moniko, jeśli szukasz "Jakbyś kamień jadła", to mogę polecić "moją" księgarnię, moim zdaniem ceny bardzo przystępne http://bonito.pl/k-335582-jakbys-kamien-jadla

    OdpowiedzUsuń
  16. Moniko, imienniczko:-), ile ludzi tyle opini... Dla mnie jednak Kapuściński i Tochman to inne bajki. Może faktycznie masz rację, że obie formy reportażu sa literackie, trudno im tego piękna odmówić. Może to kwestia operowania słowem, obrazem, nie wiem. Jakoś w mojej głowie panowie są na zupełnie róznych półkach:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratuluję Ci wyróżnienia w konkursie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Kitty -
    dziękuję za propozycję:)

    Deo -
    faktycznie ile osób, tyle opini :) Na szczęście! Serdeczności na weekend :)

    Lirael -
    dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dea -
    dziekuję :) dobrego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.