„Trzy żywoty świętych” E. Mendozy, czyli rzecz o (nie)codziennej świętości


„Trzy żywoty świętych” Eduardo Mendoza

Trwać dzielnie w prozie życie mimo spotykanych niepowodzeń i trudności wymaga niebywałej odwagi i uporu. Przeżyć wiele lat  i zachować optymizm oraz wiarę w drugiego człowieka, rzecz godna podziwu. Lecz zrobić coś dla drugiego człowieka nie licząc na żadną nagrodę i uznanie otoczenia wymaga świętości. Prawdziwej świętości, która może objawić się  w (nie)zwykłym człowieku. Chociażby w drobnym złodziejaszku, biskupie – włóczędze i pijaku, czy podróżującym synu marnotrawnym.  Bowiem jak udowadnia Mendoza, w swojej najnowszej publikacji  „Trzy żywoty świętych”, wyjątkowi ludzie, godni podziwu i szacunku znajdują się bardzo blisko nas – wystarczy mieć oczy szeroko otwarte i wytężony słuch.

„Trzy żywoty świętych” to trzy opowiadania z różnych okresów życia autora. Pierwsze „Wieloryb” opowiada historię pewnego nietuzinkowego biskupa, który przymuszony biedą do kapłaństwa, ponownie próbuje odnaleźć drogę do Boga w dość specyficzny sposób. Ociera się więc o pijaństwo, hazard, kamerdynerstwo, złodziejstwo a wszystko po to by prawdziwie zrozumieć swoje powołanie i dokonać słusznych, godnych pochwały wyborów. Drugi tekst to „Finał Dubslava”. Historia młodego mężczyzny, który podróżując próbuje zrozumieć sens życia. Śmierć matki i konieczność wygłoszenia za nią przemowy podczas wręczenia „Europejskiej Nagrody za Dokonania Naukowe” powoduje, że nas bohater na nowo spróbuje przyjrzeć się rzeczywistości, okiełznać ją i wytłumaczyć. Trzecie, ostatnie opowiadanie – nie ukrywam, że moje ulubione ze względu na koneksje z oświatą - zatytułowane „Pomyłka” to historia najbardziej dynamiczna i nieprawdopodobna. Drobny złodziejaszek, który jest na bakier z wszelkimi przejawami kultury, a na pewno z jej fragmentem – literaturą, trafia do więzienia. Tam spotyka niezwykłą osobą – nauczycielkę literatury zafascynowaną własnym przedmiotem. To ona zaczepia w nim miłości do książek i ukształtuje  Antolina jako przyszłego, sławnego  pisarza. Laury świętości należą się więc dzielnej pedagożce, czy niestrudzonemu bohaterowi? Mendoza czaruje słowem i pozostawia sprawę otwartą.

Książka Mendozy jest tekstem niezwykły. Wielowątkowość i wielowarstwowość prozy autora niewątpliwie udowadnia, że mamy do czynienia z wybitnym twórcą. W zachwycający sposób w tekście „Trzy żywoty świętych” pisarz bawi się konwencją literacką i co ważne pozwala Czytelnikowi myśleć.  Mendoza balansując na cienkiej granicy komizmu i satyry stworzył niebanalne dzieło, warte uwagi. Tekst bardzo dobry, godny polecenia.

Komentarze

  1. Nie wiem dlaczego lekturę tej książki wciąż i wciąż odkładam na później...

    OdpowiedzUsuń
  2. Scathach -
    a nie warto odkładać bo dosyć, że tekst świetny to jeszcze niedługi :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się też podobało. Najbardziej opowiadanie "Wieloryb". Opowiadanie "Pomyłka" też było okej, ale „Finał Dubslava” jakoś zbytnio nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mendoza w krótkiej formie, to może być ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Elwika -
    O! A jak czytałam recenzję na blogu Luizy Stachury to jej najbardziej do gustu przypadło opowiadanie "Finał..." :) Różnorodność jest rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lilithin -
    :)bardzo, bardzo ciekawie - polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.