Kolor: czerwień. Zapach: czerwień


 „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłana Aleksijewicz

Recenzji tej książki nie powinno być. Czytając publikacje Aleksijewicz trudno nie oprzeć się wrażeniu, że interpretacja „Wojny…” to nadbudowa, która zaciera pierwotne znaczenie Świadectw, samego tekstu. Przy tym wydawnictwie można wyraźnie poczuć, że zrecenzować tekst Białorusinki to nic innego jak nieudolna próba przekładu tego co znalazło się w książce. Powinnam pozwolić mówić samym bohaterkom – żołnierkom (jak to słowo absurdalnie brzmi w formie żeńskiej!) tak jak w przeważającej części tekstu zrobiła to sama autorka. To by wystarczyło. Wystarczyło, aż nadto żeby spróbować zrozumieć istotę i sens cierpienia. (Bez)sensu wojny!
***

Wojny powinno się opisywać fizjologią, wtedy nie byłoby powtórek z historii. Odcięte kończyny, odmrożenia, sczerniałe policzki, wypadające włosy, zęby, paznokcie… Wojny by nie było, jestem przekonana.
***

„Wiem jedno: na wojnie człowiek staje się straszny i niepojęty. Jak go można zrozumieć? Pani jest pisarką. Niech pani sama coś wymyśli. Coś pięknego. Bez wszy i błota, bez wymiocin…Bez zapachu wódki i krwi…Żeby nie było takie straszne jak życie…”[1]
***

Wojna kobiet, wojna mężczyzn

Publikacja Aleksijewicz to zapis wieloletnich rozmów z uczestniczkami walk. Kobiety, żołnierki w armii radzieckiej, które walczyły na frontach II Wojny Światowej, obawiając się o własne życie, reputację, kontakty z rodziną, przez wiele lat  milczały na temat tamtego okresu życia. Postrzegane po wojnie jako „nie-kobiety”, które według obiegowej opinii były w większości wojennymi prostytutkami wybierały „ciche bohaterstwo”.  Obawa przed ostracyzmem, ale też przed własnymi, bolesnymi wspomnieniami była silniejsza niż chęć podzielenia się własną wojenną historią. Jednak po wielu latach, zrehabilitowane przez władze Rosji, czując się bezpiecznie w kokonie starości, postanowiły przemówić. Opowiedzieć o wojnie kobiet, o wojnie która nijak ma się do tej opisywanej przez mężczyzn. Bezprecedensowy udział kobiet w działaniach wojennych spowodował, że wojna zyskała nowy wymiar. Bardziej „odczuwalny”, bardziej „emocjonalny”.

„Kiedy mówią kobiet, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słucham: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężali. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. „Kobieca” wojna ma własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. (…) „kobieca” wojna jest straszliwsza niż „męska” . Mężczyźni chowają się za historią, za faktami, wojna pociąga ich jako działanie i i konflikt idei, interesów, a kobiety wychodzą od uczucia.”

Uczestnictwo kobiet na froncie, uświadomiło całkiem inny wymiar i sens wojny. Młode, szczęśliwe dziewczyny, które same, zgłaszając się na ochotnika chciały wspomóc własny kraj, mając zaledwie szesnaście, siedemnaście lat na froncie stawały się staruszkami. Traciły tam nie tylko swoją młodość, niewinność, ale również możliwość późniejszego, normalnego funkcjonowania. Posłuszeństwa odmawiał nie tylko rozum, ale i ciało. Wiele kobiet po tych traumatycznych wydarzeniach nie mogło później zajść w ciążę. Wszechobecność śmierci, cierpienia, uniemożliwiło im posiadanie dzieci. Same zabijając, patrząc na śmierć innych nie mogły normalnie egzystować. To było ponad ich siły. Bowiem po co rodzić, po co dawać życie skoro tak łatwo je odebrać.

„A sednem zawsze jest to, że tak ciężko umierać i tak nie chcę się umierać. A jeszcze ciężej zabija, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie. Przynosi je w darze. Długo nosi je w sobie, donasza.”
                    
Język 

Żeby opisać wojnę nie wystarczający okazał się, jak zwykle w takich przypadkach, język. I nie chodzi tylko o przekazanie określonych emocji, cierpień, ale również określeń, konkretnego nazewnictwa zarezerwowanych do tej pory tylko dla mężczyzn. Precedens uczestnictwa kobiet w walkach, wymógł na języku próbę określenia poszczególnych wojskowych specjalności w formie żeńskiej i tak „czołgista-czołgistka”, lecz „strzelec wyborowy"?!

Ideologia i miłość, miłość i ideologia

W relacjach kobiet z którymi rozmawiała Aleksijewicz, zastanawia bezgraniczna ufność we władze, Stalina. Ideologia, wiara w nieomylność Wodza była niewątpliwym atutem, który umożliwił między innymi zwycięstwo Związku Radzieckiego. Nieprawdopodobne poświęcenie, często wbrew rozsądkowi (krewni walczących przebywający w gułagach, świadomość Wielkiego Głodu na Ukrainie, rozkaz 227 Stalina „ani kroku w tył”) szokuje.

„Doszłam do Warszawy…I ciągle piechotą, mówi się, że piechota to proletariat wojny. Pełzałyśmy na brzuchu…Proszę już mnie nie pytać. Nie lubię książek o wojnie. O bohaterach…Szliśmy chorzy, kaszlący, niewyspani, brudni, źle ubrani. Często głodni…Ale zwyciężyliśmy!”

Pokonanie wroga, obrona ukochanej ojczyzny była najważniejsze. Kobiety zaciągały się do armii często dodając sobie lat, uciekając z domu. Walka była sprawą nadrzędną. Nic więcej się nie liczyło. To była najważniejsza miłość dla której wydawało się, że można znieść wszystko.

Po wojnie

„O tej wojnie wiemy najmniej…Może dlatego, że była okrutniejsza niż ta zwyczajna. Baliśmy się tam zajrzeć…Ciągle to odkładaliśmy… Wystarczały nam mity.”

Swietłana Aleksijewicz zdobywała materiały do książki jeżdżąc po całej Rosji i byłych krajach ZSRR. Przeprowadziła niezliczoną ilość rozmów. Wiele historii, które złożyły się na książkę „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” pokazuje całkiem inny, nieznany wymiar walk. I nie chodzi tu tylko o wspominane „spojrzenie kobiece”, ale również o odbrązowanie walki, precyzyjne i dosadne ukazanie cierpienia. Okazuje się bowiem, że pamięć o zwycięstwie, przesłania pamięć o jego konsekwencjach. Dlatego książka, choć gotowa już w 1984, musiała przeleżeć wydawnictwie dwa lata. 

Reportaż Białorusinki to tekst, który jest czystą definicją wojennej traumy. Wiele w niej emocji - bólu, zła, żalu… Lecz ta precyzyjna, poruszająca proza, to także ważne ogniwo w poznawaniu prawdy o wydarzeniach II Wojny Światowej. Tę książkę należy znać! Należy znać, aby zrozumieć czym jest zło wojny.

 Kolor: czerwień, zapach: czerwień

„Po wojnie przez kilka lat nie mogłam uwolnić się od zapachu krwi, prześladował mnie bardzo długo. Ledwie zacznę prać bieliznę – czuję ten zapach, zacznę gotować obiad – znowu czuję. Ktoś mi podarował czerwoną bluzkę, a wtedy to była taka rzadkość, brakowało materiału, ale nie nosiłam jej bo była czerwona. Tego koloru już nie mogłam znieść.”

***
Postscriptum do recenzji

13 maja 2011 r. Swietłana Aleksijewicz za książkę „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” otrzymała II Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Nagrodę otrzymał również tłumacz tekstu Jerzy Czech.



[1] Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” S. Aleksijewicz, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

Komentarze

  1. Dziękuję,tak jak napisałaś, że tę książkę powinno się znać i ja ją poznam :).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój egzemplarz pojechał ze znajomą do Warszawy na Targi, jak wróci opatrzony wpisem autorki, niezwłocznie zostanie przeczytany :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jane doe -
    polecam, przejmujący, ważny tekst. Jest to jedna z niewielu książek (chyba jedyna z tego co pamiętam) przy której płakałam.
    Pozdrawiam :)

    Isabelle -
    no teraz to mnie zżera zazdrość :P Ja tylko na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że ostatnio zdobyłam autograf Dehnela :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest jednak niesamowita książka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacofany.w.lekturze -
    Prawda!
    To tekst z rodzaju tych, których się nigdy nie zapomina.

    OdpowiedzUsuń
  6. @The_book: no i dobrze, że doceniono tłumacza, odwalił kawał niesamowitej roboty:)

    OdpowiedzUsuń
  7. to ja się pochwalę :D Dehnela też mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zacofany.w.lekturze -
    czytałm również tłumaczonego przez Czecha Grossmana "Życie i los". To jest dopiero jego numer popisowy :) Czytałam również, że rzeczony tłumacz jest z wykształcenia matematykiem. A zapytany czy te dwie rzeczy "nie gryzą się" (literatura i liczby)odpowiedział, że przecież w Rosji to całkiem normale :) Pozdrawiam z rana :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Isabelle -
    poddaję się :) Szczęściara :P Pozdrawiam o poranku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. @The_book: Piotr Cholewa też jest chyba matematykiem:P

    OdpowiedzUsuń
  11. Zacofany.w.lekturze -
    no proszę :) wielki szacunek dla takich osób, szczególnie w czasach, gdy stawia się na wąskie specjalizacje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. @The_book: tłumacz GRR Martina jest lekarzem:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadam za literaturą wojenną; cierpienie tych ludzi jest na mnie zbyt makabryczne (oto ja- mięczak :)). Ale nawet nie wiedziałam, że kobiety też walczyły! A to, że postrzegały wojnę inaczej, jest pewne. Wierzę Ci na słowo, iż "jest czystą definicją wojennej traumy", bo nawet cytaty są takie... przesiąknięte emocjami.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ważna książka, zasłużona nagroda!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zacofany.w.lekturze -
    I Lem z wykształcenia był lekarzem. No i nie można zapominać o J.L. Wiśniewskim - fizyk, chemik, informatyk :)

    Luno -
    jednakże tę książkę szczególnie polecam, bo tekst faktycznie jest niezwykły. Warto się z nią zapoznać bo to ważna rzecz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. M. -
    Też tak uważam. Jak najbardziej nagroda trafiła w dobre ręce :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. @The_book: z tego, co mi w oko wpadło, to o Wiśniewskim właśnie należałoby zapomnieć:) No ale ja tylko kilka stron przejrzałem:P

    OdpowiedzUsuń
  18. Zacofany.w.lekturze -
    tak. "Zapomnieć" miało tą delikatną nutkę ironii :)Ja czytałam, ale wymazałam z pamięci. Na zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Niesamowita książka i niesamowita recenzja :)

    Te wspomnienia muszą być naprawdę wstrząsające. W ogóle trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie kobiety w całkowicie męskim świecie, męskiej rzeczywistości, gdzie nie ma miejsca na łzy, na słabość, na współczucie, czy empatię.
    Wydaje mi się, że kobiety po takich przejściach są po prostu kalekie psychicznie.

    Żałuję też, że nie powstała do tej pory książka, która ujmowałaby całościowo, w podobny sposób losy polskich żołnierek. Z pewnością były one nieco inaczej traktowane, choćby w AK, ale ich los jest niestety, w większości przypadków, dużo bardziej dramatyczny.

    Chciałabym sięgnąć po tę lekturę. Zresztą tak, jak po większość książek Wydawnictwa Czarne, które muszę przyznać jest niezastąpione w wydawaniu świetnych pozycji książkowych i któremu mogę zawsze zaufać, nawet "w ciemno".

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. @The_book: jakże się cieszę, że trzymam się z daleka od takich okrzyczanych dzieł, mam mniej do zapominania:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Claudette -

    zgadza się. Świat do którego trafiły kobiety różnił się o znanego im o tej pory .To była brutalna rzeczywistość, wojenna brutalna rzeczywistość, gdzie nie było miejsca na emocje. Jak same mówiły w książce „Na te kilka lat wojny stawałyśmy się mężczyznami, bez menstruacji, bez sukienek, ale za to w wielkich buciorach i spodniach”. Azylem kobiecości były noce – „Wtedy można było porozmawiać o miłości, planach macierzyńskich, czy zakręcić papiloty”. Lecz kobiety wbrew obawom dowództwa bardzo szybko dostosowały się o nowych warunków. Gdy wymagały tego okoliczności potrafiły być silne i wytrzymałe. Niestety po wojnie niedocenione, oskarżone o prostytucję i inne niedorzeczności miały problemy z codzienną egzystencją i tym samym założeniem rodziny.

    Bez dwóch zdań, zgadzam się publikacja o kobietach w AK jest potrzebna. Brakuje tego typu Świadectw. Zresztą muszę zbadać sprawę czy cokolwiek zostało wydane.

    „Czarne”dla mnie wydawniczy fenomen.. Z nimi to nie tylko można w ciemność iść, ale też „konie kraść” :)

    Dziękuję za dobre słowo i serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zacofany.w.lekturze -
    po pierwsze przyznaję się do ortograficznej gafy nie: "tą delikatną nutkę ironii" tylko "tę" :)
    A po drugie - tak, w tym przypadku cieszę się, że są na świecie książki, które jednak nie wpadną w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  23. To jest chyba jedna z tych książek, o których chciałoby się powiedzieć: Przeczytajcie i - zamilknąć, ciesząc się entuzjastycznymi opiniami. Ty jednak stworzyłaś świetne śródtytuły stanowiące trzon świetnej recenzji.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nutto -
    bardzo dziękuję za dobre słowo :)
    Tym bardziej cieszy, że właśnie ty jesteś osobą komplementującą :)
    A książka trudna, ale ważna. I lekturę jej będę polecam każdemu, póki starczy sił.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Doskonale sobie poradziłaś z recenzją, chociaż jak sama napisałaś, recenzji tej książki nie powinno być...a po jej przeczytaniu to zdecydowanie dla mnie pozycja obowiązkowa na półce.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ania -
    dziękuję... :)
    Polecam. Warto!
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Pani Swietłana gościła w Poznaniu w grudniu 2010 r. spotkanie odbyło się w kawiarni GW. była okazja posłuchać Autorki, podyskutować o książce. szkoda, że zainteresowanych było tak niewiele... choć akurat częściowo złożyłabym to na karb słabej reklamy wydawnictwa "Czarne".
    przeczytałam książkę w oryginale i mogę powiedzieć, że tłumaczenie nie jest zbyt udane. bardzo maskulinistyczny język, nie przystający i nie oddający doświadczenia kobiecego. od tytułu począwszy. akcenty rozmieszczone zupełnie w innych miejscach, niż u Aleksijewicz. nie jest to, dodam, mój subiektywny komentarz. rozmawiałam na ten temat z Autorką, która była ogromnie ciekawa, na ile w tłumaczeniu udało się oddać te subtelności.
    może kolejne książki S. Aleksijewicz, już zapowiedziane przez "Czarne", doczekają się lepszego tłumaczenia...

    tak czy siak - czytajmy :)
    agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  28. @Agnieszka: a możesz podać jakieś konkretne przykłady tego "maskulinistycznego języka"? Wydawało mi się, że tłumaczenie jest dobre, chociaż rzecz jasna nie znam oryginału.

    OdpowiedzUsuń
  29. Agnieszko-
    nie mogę uwierzyć, że przegapiłam spotkanie z Aleksijewicz. Faktycznie być może to wina słabej reklamy "Czarnego" lub niestety bardzo trudno w Poznaniu odnaleść tego typu informacje. Zawsze wymaga to ode mnie niezłej gimnastyki. Np. Dziś idę na spotkanie z Krajewskim i gdyby nie to, że życzliwa koleżanka powiedziała mi o tym wieczorze nigdy bym się z autorem nie zobaczyła.
    Nie wiedziałam o tego typu translatorskich zabiegach, bo nie miałam szansy przeczytać ksiązki w orginale. Niestety :( Faktycznie zmienia to postać rzeczy.
    Ostatnio czytam książkę "Bombaj" i też nieadowolona jestem z tłumaczenia. Różenie bywa...
    Trzymam kciuki, że kolejne teksty Aleksijewicz przetłumaczy ktoś inny.

    Serdeczności i czytajmy, koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Przeczytałam i więcej nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Monotema -
    rozumiem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.