Pożegnanie z Macondo. „Rosario Tijeras” Jorge Franco


„Rosario Tijeras” Jorge Franco

Na książkę „Rosario Tijeras” trafiłam przypadkiem. Moją uwagę zwrócił pewien artykuł w jednym z czerwcowych wydań „Dużego Formatu”. Autorem tekstu był Artur Domosławski, który na kilku stronach próbował streścić i zaprezentować współczesną literaturę południowoamerykańską. Głównym bohaterem tekstu był pisarz Jorge Franco o którym G.G. Marquez powiedział: „To jemu spośród kolumbijskich pisarzy chciałbym przekazać pałeczkę.” Jako czytelnik, który z wielkim entuzjazmem podchodzi do tego typu sugestii –  bez zastanowienia zakupiłam „Rosario Tijeras”. I muszę przyznać, że były to dobrze wydane złotówki.

Jorge Franco to pisarz, który wpisuje się w nowy nurt literatury iberoamerykańskiej –„realizmu brutalistycznego - McOndo. Nazwa zrodziła się ze skojarzenia miejskiej popkultury spod znaku McDonald's i mitycznej wioski Macondo ze "Stu lat samotności" - umieszczonej tu w szyderczym, całkowicie pozbawionym magii kontekście.”[1] Franco i jemu podobni stanowczo odcinają się od literackich form narzuconych właśnie przez Margueza, czy Allende. Ich świat to miejska, brutalna rzeczywistość, gdzie narkotyki i wojny gangów są na porządku dziennym. „Rosario Tijeras” to tekst – manifest, który zyskał wielki rozgłos i popularność w kraju i na świecie (cały nakład sprzedany w przeciągu dwóch dni od ukazania się na rynku!) prezentujący całkiem nową wizję literatury kolumbijskiej.

Wielkość pisarza pozna się podobno  po pierwszym zadaniu ksiązki. Czy zatem Franco nie jest wielki rozpoczynając „Rosario…” od słów:

„Ponieważ Rosario została postrzelona w chwili, kiedy ją całowano, ból miłości pomylił jej się z bólem śmierci.”[2]

Rosario Tijeras. Rosario to imię, Tijeras to przydomek oznaczający nożyczki (zyskała go obcinając jednemu panu przyrodzenie). Rosario to młoda, piękna  i niebezpieczna kobieta wychowana w kolumbijskich slumsach. Dziewczyna ma w sobie niezwykłą siłę i namiętność – co nie uchodzi uwadze młodych i bogatych mężczyzn, w tym Antonio i Emilio. Ten pierwszy – narrator powieści, platonicznie i bez pamięci zakochany w dziewczynie. Ten drugi – szukający rozrywki i przygodnego seksu. Nierozłączni przyjaciele, których w końcu, siłą rzeczy, podzieli uczucie do wspaniałej Rosario. Niespełniona miłość, niepokój, ale też niemoc stabilizacji Tijeras, znajdzie swój tragiczny finał na sali operacyjnej. Tu zaczyna się i kończy opowieść Kolumbijczyka.

Gdybym miała jednym zdaniem opisać książkę Franco użyłabym określenia – zmysłowa cielesność. Tekst Kolumbijczyka emanuję taką dawką bardzo sugestywnej seksualności i namiętności, że „Rosario Tijeras” czyta się z wypiekami na twarzy. Ten dynamiczny, wspaniale napisany tekst pochłania się w jeden, szalony wieczór. I warto go przeczytać nie tylko ze względu na wszechobecną erotykę, lecz również na tło wydarzeń. Niespokojna Kolumbia końca ubiegłego wieku, gdzie miłość i śmierć są nierozłącznymi towarzyszkami.

Gorąco polecam lekturę „Rosario Tijeras”. To nowy rozdział literatury iberoamerykańskiej, który należy znać.
***

Film. Koniecznie do obejrzenia w kontekście lektury.



PS Dziękuję: Paula..dr KohoutekPapryczka za nominację do One Lovely blog Awards! To dla mnie duży zaszczyt :) Niedługo postaram się coś skrobnąć. 

Komentarze

  1. Moniczko już zapisuję w moim notatniczku ten tytuł i już wiesz, że będę chciała pożyczyc od Ciebie tą książeczkę! Też mnie oczarowało takie ważne pierwsze zdanie!
    Wczoraj podlewałam kwiaty w bibliotece, książki bardzo tęsknią za Wami, ale pogłaskałam je po grzbiecie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwonko -
    książka już zabukowana :) Przepiękne to zdanie i takie pełne pasji :)
    Jak ja za nimi tęsknie...dziękuję Iwonko. Bardzo się cieszę, że mają takiego opiekuna - wiem, że nic im nie grozi :) Serdeczności :)

    Pisanyinaczej -
    koniecznie, koniecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś czas temu już oglądałam film i bardzo mi się podobał. Dzięki za uświadomienie, że istnieje książka, bo nie miałam pojęcia :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Maya -
    bardzo się cieszę, że mogłam pomóc :) książka równie dobra - serdecznie polecam :) Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  5. Zasada pierwszego zdania zazwyczaj się sprawdza, więc książka z pewnością godna mojej uwagi:)

    OdpowiedzUsuń
  6. faktycznie pierwsze zdanie poraza i intryguje - az chce sie wiecej i wiecej ... jednak mam pewne obiekcje co do okladki, niekoniecznie mi sie widzi :>

    OdpowiedzUsuń
  7. ..dr Kohoutek -
    też tak uważam :) Pamiętam jak zachwyciło mnie pierwsze zdanie "Cesarza" Kapuścińskiego, czy "Saturna" Dehnela :) Z całą pewnością :D

    Ann -
    pierwsze zdanie bez wątpienia jest decydujące. Jak kompas w podróży - albo odnajdziesz drogę, albo giniesz :P Faktycznie okładka nie zachwyca. Lecz wielką radością już jest samo tłumaczenie. Oby ich było więcej :) Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć! Nominowałam Cię do nagrody "One Lovely Blog Award"... Nie wiem, czy lubisz takie zabawy - jeśli nie, to nie chowaj urazy :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Karolina -
    bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo mnie to cieszy :) Serdeczności :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwsze zdanie mnie zachwyciło, więc aż strach pomyśleć co będę odczuwała już po zakończeniu lektury! I chociaż właśnie ta magiczność nierealność w literaturze iberoamerykańskiej mnie zawsze pociągała, to uważam, że nie mogę nie poznać nowego nurtu w tamtejszej literaturze :)
    Pozdrawiam ciepło,
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  11. Ala -
    tym pierwszym zdaniem powieści jestem zafascynowana :) Również należę do osób, które w literaturze południowoamerykańskiej szukają właśnie realizmu magicznego, ale proza Franco zachwyca - na swój szczególny sposób. Polecam gorąco lekturę. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.