piątek, 18 listopada 2011

„W” jak wędkarstwo. "Ł" jak łoże

[źródło]
„Śmierć pięknych saren” Ota Pavel

„W” jak wędkarstwo

Dobrze, że powstają takie teksty. Krystalicznie czysta proza z pozornym minimalizmem treści zachwyca i urzeka. To prosta i dobra opowieść, która stanowi najlepszy antydepresant na całe zło, które niósł i niesie za sobą Holocaust. Terapia śmiechem. Rekonwalescencja wspomnieniami, gdzie lekarstwem jest połów węgorzy i zapach świeżo upieczonego chleba. „Śmierć pięknych saren” to kawał dobrej, czeskiej literatury w której nie wypada się nie zakochać.

Książka Pavela to zbiór autobiograficznych opowiadań spisanych w trakcie leczenia psychiatrycznego. Traumatyczny przeżycia wojenne wpędziły autora w chorobę,  na którą najlepszym lekarstwem okazała się właśnie praca literacka. „Śmierć pięknych saren” to hymn ku czci przedwojennej sielanki, gdzie zmartwienia przybierały kształt niesprzedanych odkurzaczy Electrolux, ewentualnie słabego połowu. To powrót do krainy utraconego już dzieciństwa, gdzie ukojenie i spokój materializował cichy staw na uboczy, gdzie nikomu nieznane były jeszcze odgłosy hitlerowskich bombowców.

Ta książka ma dwie części i dwóch głównych bohaterów. Pierwszym z nich jest Tatuś – ojciec Pavela, czeski Żyd, komiwojażer i marzyciel. Drugim jest sam pisarz – chłopiec, którego dzieciństwo przypada na okres II Wojny Światowej. Ten pierwszy uwielbia wędkarstwo, kocha wszelki stworzenia wodne. Tą niezwykłą pasje dziedziczy każdy z trójki synów bohatera. Umiejętności łowieckie, które nabędzie młody Pavela przy boku ojca, pozwolą mu i matce przetrwać najgorsze lata wojenne, gdy jego starsi bracia i Tatuś zostaną wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Ryby okażą się błogosławieństwem – pożywieniem materialnym w trakcie wojennej zawieruchy, pożywieniem duchowym w dorosłym już życiu bohatera. Ryby będą dla Pavela wszystkim. Pokarmem, miłością i ukojeniem.

Świat literacki wykreowany przez czeskiego twórcę to rzeczywistość czarodziejska, lecz nie naiwna. Pisarzowi udało się stworzyć w książce krainę mityczną, po to by uratować resztki własnej tożsamości, na której piętno odcisnęły przeżycia wojenne. Autoterapia literacka. Wydobyć z czasu okrutnego wszystko to co najlepsze, dobre. Śmiech jako lekarstwo.

„Śmierć pięknych saren” to świetna i nietuzinkowa publikacja, która zachwyci nawet największego sceptyka i ponuraka. To totalnie inne spojrzenie na problematykę i doświadczenie Holocaustu. To w końcu obowiązkowa pozycja dla miłośników wędkarstwa i naszych południowych sąsiadów. Polecam gorąco.

"Ł" jak łoże

Jestem chora. Leżę więc sobie z laptopem w łóżku i czytam, piszę oraz popijam herbatę. Lecz bez obaw biblioteka nie jest zamknięta i czytelnicy mają dostęp do książek. Jednak  zaległe  recenzje mają to do siebie, że się same nie napiszą, więc już niedługo dwie: „Londyńczyków” (świetne!) oraz „Żyletki” (równie dobre!). Pozdrawiam z wyrka (czy to jest wyrażenie poznańskie, czy ogólnopolskie?!) tym oto muzycznym akcentem:


17 komentarzy:

  1. Ja nie wiem jak to jest, że ja nie zdążę o książkach nawet usłyszeć, a Ty już o nich piszesz i zmuszasz tym samym by je dodawać na listę "must have"?! Jak ja czekałam właśnie na tego typu książkę, która widzi nie tylko zło, które z Holocaustem przyszło, ale również dobro, które przed nim było. Z pewnością przeczytam i mam nadzieję, że już w najbliższej przyszłości:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam i zycze szybkiego powrotu do zdrowia! Tak mnie swoimi recenzjami inspirujesz, ze ja tez brykam do wyrka (wydaje mi sie, ze to wyrazenie jest ogolnopolskie, po w Slupsku tez tak sie mowi) i sie wczytuje w poludniowoafrykanska literature!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać sądząc po tytule książki. Dziękuję za Twoją recenzję (jak zwykle bardzo ciekawą - szczerze) i książkę już dopisuję do listy tych, które zamierzam przeczytać. To chyba dość nietypowy rozrachunek z Holocaustem, więc z chęcią mu się przyjrzę z bliska.

    Co do "wyrka", to u mnie w Łodzi też tak mówią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zdrówka! ale czasem taki czas w łożeczku z ksiązką nie jest zły.
    a koncert chyba jutro w HBO w całości z tego co pamietam, prawda? szykuję się nie tylko ze zwgledu na U2

    OdpowiedzUsuń
  5. Przesyłam życzenia zdrowia wprost do twego łoża Moniczko!
    Tak czekałam na tą recenzję, bo mnie również ta książka zachwyciła - jest piękna!!!
    Do wtorku:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula –
    Oczywiście książkę polecam serdecznie ;) Kawał dobrej i nietuzinkowej literatury.
    Chociaż jeśli chodzi o moje czytelnictwo to tak mam wrażenie, że wśród blogerów jestem na szarym końcu. Jak na razie 67 przeczytanych książek w 2011.Chociaż koniecznie muszę czytać więcej klasyków. Myślałam o „Komu bije dzwon” i może „Pogoda dla bogaczy”.
    Serdeczności wielkie :)

    KANNAdyjka –
    Dziękuję :) To sprawa z wyrkiem wyjaśniona z wyrkiem:)
    Pozdrawiam serdecznie nadal pełna zazdrości o miejsce zamieszkania :)

    Ines –
    Bardzo dziękuję za dobre słowo :)
    Ja również czytałam książkę trochę „w ciemno”. Faktycznie bardzo ciekawe ujęcie Holocaustu. To moje pierwsze spotkanie z takim jego przedstawieniem. Myślę, że faktycznie warto zajrzeć do książki.
    Sprawa z wyrkiem w pełni wyjaśniona :) I tu wychodzi właśnie moja niewiedza ;)
    Serdeczności wielkie 

    Przynadziei –
    Bardzo dziękuję :) Też tak uważam – czas z książką to zawsze dobry czas :)
    Dziękuję za informacje w sprawie koncertu. Nie miałam pojęcia. Już biegne sprawdzić…
    Serdeczności wielkie :)

    Iwona pisze...
    Dziękuję Iwonko :)
    Książka cudeńko – bez dwóch zdań :)
    Niestety do środy – tak Pan Doktór kazał.
    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie właśnie zawsze to zadziwiało, że ta książka nie była nawet celem samym w sobie, że to miały być takie zapiski w ramach terapii, a wyszło mu arcydzieło. Uwielbiam, niemalże na równi z Hrabalem :) Ale "Jak spotkałem się z rybami" pewnie nie czytałaś? W moim wydaniu były razem, ale w Twoim, jak widzę, jest chyba sama "Śmierć...". Rybki też polecam, w każdym razie :)

    A jeśli chodzi o czytelnictwo w 2011 to bać się nie musisz, na szarym końcu nie zostaniesz, bo ja się tak "zacięłam" czytelniczo ostatnio, że jedną książkę czytałam prawie dwa miesiące i ogólnie wypadam jeszcze słabiej :) "Komu bije dzwon" przeczytaj koniecznie, rewelacyjna książka!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Toś mnie pocieszyła:/ Ty 67 a ja 55! I kto tu jest szarym końcem? Ale trzeba sobie tłumaczyć, że nie ilość się liczy a jakość:) Przynajmniej ja staram się na to stawiać w tym roku, choć nie zawsze mi to wychodzi:P Pozdrawiam również!

    OdpowiedzUsuń
  9. Naia -
    na szczęście w tym wydaniu również znalazło się miejsce na "Jak spotkałem się z rybami" :)Obie części są rewelacyjne :) Jak na razie to jednak Hrabal również u mnie "wygrywa" :)
    A co do czytelnictwa to tak ja słusznie zauważyła Paula - liczy się przede wszystkim jakość :)
    Chociaż w porównaniu to zeszłorocznego osiągnięcia jak jeszcze studiowałam filologię polską i tak jest o dziwo lepiej :) Serdeczności wielkie :)

    Paula - bez dwóch zdań zgadzam się - liczy się przede wszystkim jakość :)U mnie także różnie z poziomem czytanych tekstów, ale staram się staram :)
    Serdeczności na niedzielę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ota Pavel to jeden z najsympatyczniejszych znanych mi Autorów czeskich.

    Pasuje do jego pisania określenie, że wszystkie raje to raje utracone. Niestety...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie rozumiem, gdy się przejmujecie tym, że przeczytacie "tylko" 50 albo 60 książek rocznie.

    To zawody? Ktoś kogoś goni? Złote kalesony się dostaje, gdy na liczniku wybije 365 książka w roku? A na blogu z "recenzjami" pojawi się powierzchowne omówienie typu "mi się podobało"?

    Nie rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja przeczytałem od czerwca 12 powieści, a mając dwójkę dzieci malutkich uważam to za nielichy rezultat.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  13. Bosy Antek -
    jak na razie z czeskich znam Hrabala, Kunderę i teraz Pavela. I jak na razie klasyfikacja przedstawia się następująco: 1:3:2 :)

    A z czytelnictwem - gdzie tam wyścig! Tylko tak osobiście, zaborczo chcę się więcej - przecież tyle fajnych rzeczy jest napisane :) Prawda?! Zazdroszczę, więc ludziom, którzy mają czas i możliwości.
    A złote kalesony zawsze się mogą przydać. Jak się pracuje w oświacie to widoma rzecz :)

    U mnie też się szykuję mała zmiana w liczbie członków rodziny i liczę chociaż na te 12.

    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mnie zainteresowała ta pozycja, muszę koniecznie przeczytać, bo z literaturą czeską jestem niestety na bakier :/ Jak ktoś już wcześniej pisał - inspirujesz czytelniczo, więc dodaję "Śmierć pięknych saren" do swojej listy "do przeczytania". A co do zmiany liczby członków rodziny, to chyba mogę pogratulować? Gratuluję z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kitty -
    bardzo dziękuję :) Za dobre słowo i życzenia. A książkę Pavela gorąco polecam - kawał naprawdę dobrej literatury :)
    serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bibliofilka -
    :)Świetna.Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.