Polarni herosi i… heroiny!


[źródło]

Keri Herbert "Żony polarników.Siedem niezwykłych historii"

Zawsze, gdy w dzieciństwie czytałam o wielkich podróżnikach i ich wyprawach (bez względu na kierunek i region eksploracji), miałam przed oczami wielkich herosów, pół-bogów, którym nie straszna żadne trudności i przeciwności losu. Pewni siebie i nieustraszeni mężczyźni. Szczególnie jeśli rzecz dotyczyła tych pierwszych, szalenie niebezpiecznych wojaży i odkryć, gdzie tylko pomarzyć można było o łączności satelitarnej, specjalnym ekwipunku, czy dobrej i precyzyjnej nawigacji. Oczami wyobraźni kreowałam więc obraz dzielnego samotnika, który przemierza w pocie czoła amazońską dżungle, brnie ostatkiem sił przez arktyczne zaspy. Jednym słowem taki trochę Indiana Jones wykreowany przez amerykańskie, komercyjne kino. Jakże zatem było moje zdziwienie podczas lektury książki Keri Herbert „Żony polarników”, gdzie opisani mężczyźni, ci wielcy polarnicy, odczuwali również strach, rozgoryczenie, zmęczenie – jednym słowem emocje. A katalizatorem tychże emocji były właśnie ich żony. Dzielne kobiety, które często wbrew regułom panującym w ówczesnym świecie ruszały na północ wraz ze swoim mężami lub też czekały – rok, dwa i dłużej… .

Praca Kari Herbert to na poły beletryzowana historia wielkich ekspedycji polarnych, na poły literatura faktu, która zawiera fragmenty listów i dzienników żon J. Franklina, R. E. Peary’ego, R. F. Scotta, E. H. Shackletona, F. Nansena oraz W. Herberta. Jednakże książka brytyjskiej pisarki to nie tylko opowieść o tych sławnych dżentelmenach, lecz przede wszystkich o ich żonach – Elenor i Jane, Jo, Kathleen, Emily, Evie oraz Marie. To z ich punktu widzenia postrzegamy świat wielkich wypraw i równie wielkich niebezpieczeństw. Czas niekończącego się oczekiwania, niepewności i najbardziej dokuczliwej samotności. Przygotowane na najgorsze, często łamiąc kulturalne stereotypy wyruszały na wyprawę wraz z mężem (Jo Peary), zbierały fundusze na ekspedycje ratownicze, motywowały partnerów do działania i organizacji wypraw (Jane Franklin), czy w końcu same decydowały się na ekspedycje i tym samym stawały się dzielnymi podróżniczkami (Marie Herbert).

W pracy Herbert najbardziej jednakże zadziwia fakt, że to żony – bezgranicznie ufne i oddane – okazywały się bardziej bohaterskie od swoich mężów. To właśnie kobiety, dalekie od założeń konwenansów, dodawały otuch zrezygnowanym parnterom, motywowały do działania, walczyły z problemami codzienności. Po lekturze tego arcyciekawego tekstu można odnieść wrażenie, że gdyby nie purytańskie czasy w którym panią przyszło żyć, to właśnie one – Jo, Marie lub Jane walczyłyby o pierwszeństwo zdobycia bieguna północnego.

„Żony polarników” to bardzo przejmujący i emocjonalny tekst, gdzie rozpacz przeplata się z nadzieją i miłością (nie bójmy się tego słowa!). To ukazanie wielkich wypraw polarnych z innego, bo kobiecego punktu widzenia, który zupełnie zmienia optykę wszelkich tego typu przedsięwzięć. Warto sięgnąć po książkę Herbert, gdyż ta córka wielkiego podróżnika i polarnika, która spędziła wczesne dzieciństwo na Grenlandii wśród Eskimosów, naprawdę wie o czym pisze. A sami polarnicy – być może stracili pancerz mitycznego pół-boga, lecz zyskali coś niezwykłego – całkiem ludzką, prawdziwą twarz na której rysowała się i nadal rysuje bezdyskusyjna odwaga. Prawdziwy, całkiem przyziemny … „heroizm”!
***

Za książkę dziękuję portalowi "Lektury reportera"
***
Już niedługo 2 urodziny i małe podsumowanie! :)

Komentarze

  1. "Żony" się smakowicie zapowiadają, a ja właśnie, chyba w związku z brakiem zimy, nabrałem chęci na Centkiewiczów, bo nigdy nie czytałem:) To dziwne, bo nie znosiłem polarnych klimatów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacofany.w.lekturze -
    Ja również nic, a nic Centkiewiczów nie czytałam, ale stoją na półce i dzielnie oczekują na swoja kolej :)

    Ja również nie jestem zwolenniczką czytania w zimie o zimie, ale dla przygody - warto!

    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio mam jakąś fazę na opowieści o polarnikach. Poczytałabym sobie o tych wyprawach i coraz bardziej mnie ciągnie w tę stronę. I nawet wiem skąd mi się to wzięło! Mianowicie Fadiman w swoich felietonach wspomina o kilku takich podróżnikach. Np. jeden z nich na saniach dźwigał kilogramy klasyków, których potem czytał w namiocie. I nie porzucił ich nigdzie pod drodze, choć tam się działy rzeczy na granicy życia i śmierci. Piękne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kornwalia -
    Fadiman wspominała podajże o Frankline. Ale głowy nie dam :)
    Sama książka polarne cudeńko. Wiele ciekawostek, wiele zdarzeń. Taki trochę I. Stone.
    Bardzo fajny i co najważniejsze ciekawy tekst.

    Ja chcę jeszcze przeczytać "Córkę polarnika".

    serdeczności wielgachne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Córkę polarnika" mam też w schowku :] Wsadziłam ją w cudzysłów, bo jednak bez niego wygląda to dwuznacznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, czy to już pisałam u Ciebie (nie chciałabym się powtarzać), ale bardzo lubię książki (nie ma to znaczenia czy oparte na faktach czy też nie), których głównymi bohaterkami są kobiety. Zwłaszcza jeśli ich życie było pasjonujące... W tym wypadku zdaje się, że oba warunki są spełnione, więc jestem zainteresowana jak najbardziej! Pozdrawiam poświątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kornwalia -
    :D

    Ines -
    zatem koniecznie i bezapelacyjnie polecam :)

    Bardzo ciekawy tekst, myślę, że się tobie spodoba.

    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja, podobnie jak Ines, bardzo lubię przedstawienie różnych tematów od tej "kobiecej" strony. Często udział kobiet we wszelakich przedsięwzięciach jest pomijany lub minimalizowany, więc taka lektura, jak "Żony polarników" jest bardzo przeze mnie pożądana.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Maya -
    ja też bardzo lubię takie kobiece motywy.
    I jak na przykład w przypadku polarników okazało się, że to kobiety trzymały ster!

    Samą książkę bardzo gorąco polecam!

    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam ochotę na tą ksiażkę, ale nie byłam pewna czy warto. Teraz wiem i na pewno nabędę!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja! Fajny, zaczepny tytuł. Lektura sprawiła mi sporo frajdy. Gratki!

    Książki pewnie nie przeczytam, bo mam bardzo ograniczony dostęp do literatury, ale trudno...

    Dodałam Twój blog do listy linków i zamierzam śledzić nowe wpisy. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tematyka"polarna" została przez mnie potraktowana po macoszemu, czego żałuję. Biję się w piersi i już rezerwuję czas na "Żony polarników".
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie w kolejce na razie "Córka polarnika", a potem się zobaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasiek –
    Serdecznie, serdecznie polecam. Bardzo dobry i co
    ważne ciekawy tekst :) Ręczę głową ;)

    Serdeczności wielkie :)

    Oliwia –
    Bardzo dziękuję za dobre słowo i za komentarz:) Aż spąsowiałam caluchna :)

    W żadnym wypadku się nie gniewam, lecz bardzo, bardzo się cieszę ;)
    Ja również dodaje twój blog do obserwowanych

    Serdeczności wielkie :)

    Pieguska -
    Ja również raczej uciekałam od mroźnych klimatów – szczególnie zimą. Ale że zima w tym roku cieplutka…:)
    Bardzo ciekawa rzecz, serdecznie polecam i ciepło pozdrawiam :)


    Książkozaur –
    Ja również zamówiłam do mojej biblioteki „Córkę polarnika”.
    Po przerwie świąteczno-sylwestrowej planuję lekturę :)

    Serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.