Potyczki z Maestro Gombrowiczem

[źródło]
Witold Gombrowicz „Dzienniki 1953-1969” (s. 996)


Rozgrzewka

Lektura i recenzja „Dzienników” Gombrowicza to jak walka w ringu z Muhammadem Ali. Moja waga kogucia kontra waga ciężka Mistrza Gombrowicza. Potyczka nierówna, lecz nad wyraz satysfakcjonująca. Lektura najnowszego, jednotomowego wydania „Dzienników” to niebagatelne i wyjątkowe czytelnicze doświadczenie. Intelektualne zmagania, które mimo początkowych, dość mocnych ciosów w postaci trudnej i wymagającej narracji, w ostateczności niosą za sobą radość ze zrozumienia reguł gry - uchwycenia tonu i filozofii tego wielkiego i niezrównanego polskiego pisarza. Lektura zapisków to nieprzeciętne doświadczenie warte wysiłku – potu i krwi.

"Jestem niesmacznym snobem!"

Z Gombrowiczem jest tak, że albo się go uwielbia, albo przeklina i nienawidzi. W tych samych kryteriach można rozpatrywać jego twórczość. W obu przypadkach nie ma miejsca na uczucia pośrednie. „Dzienniki” pisarza, jak słusznie zresztą zauważył w posłowiu Jerzy Franczak, to opus magnum pisarza, „klucz i korona wszystkiego, co napisał” (za: J. Błońskim), stanowią przede wszystkim prawie tysiąc stronicową wykładnie szeroko pojętej filozofii i twórczości autora „Ferdydurke”. Pisane przez prawie szesnaście lat (1953-1969) znacząco odbiegają od definicji gatunku. Próżno w pracy Gombrowicza szukać spontanicznych zapisków, czy chociażby dat. Pisarz to doskonały gracz, który bawiąc się z czytelnikiem według teoretyczne ustalonych zasad, łamie je z pełna premedytacją, pozostawiając odbiorcę samemu sobie – tym samym zmuszając go do intensywnej i samodzielnej pracy umysłowej. Gombrowicz bowiem nie pozostawia złudzeń, kto jest głównym rozgrywającym w tej walce. „Dzienniki” rozpoczynają się od słynnych słów: „Ja. Wtorek Ja. Środa Ja. Czwartek Ja.” – to on – wszechwładny demiurg jest głównym bohaterem opowieści – starannie przemyślanej i wykreowanej. Tu nie ma miejsca na przypadek. Tu wszystko odbywa się w opozycji „ja i świat”. Widzimy Gombrowicza takiego, jakim on chce, aby go widzieć. Autor nie boi się prowokować. Powołując się na swoje znakomite, szlacheckie pochodzenie, jednocześnie opowiada się za porzuceniem formy i konwenansu. Szczególnie, jeśli chodzi o szeroko rozumiana polskość. Nie pozostawia suchej nitki na kolosach polskiej prozy i poezji. Dostaje się więc Wyspiańskiemu, Tuwimowi, Przybyszewskiemu, a nawet Sienkiewiczowi. Burza jaką wywołuje „Trans-Atlantyk” jest precedensem w historii naszej literatury. Tekst kpi z tradycji romantyzmu, za nic ma wszelkie świętości. Prace naszych rodzimych pisarzy Gombrowicz określa mianem „skapcaniałych i zaściankowych”. Radykalizm autora ”Kosmosu” ma teoretycznie zmusić rodaków to wyzwolenie się z Formy, pustych Idei, ułatwić osiągnięcie europejskiego poziomu twórczości rozumianego jako uniwersalizm literacki, lecz spotyka się przede wszystkim z oporem i agresją. Władza ludowa, artyści nadworni nie lubią i nie akceptują autora „Operetki”, uderza on bowiem w najczulsze struny ideologii komunizmu i wyrasta ponad swoja epokę. Nie kisi się w rodzimym piekiełku, dostrzega szerszy kontekst, okupiony jednakże wyrzeczeniami i walką o przetrwanie. Jak sam o sobie pisze: „Dziś obudziłem się w rozkoszy, że nie wiem co to nagroda literacka, że nie znam honorów oficjalnych, kresów publiczności i krytyki, że nie jestem „nasz”, że wszedłem do literatury – arogancki i kpiący. Ja jestem self made man literatury!”. Nie banalny i niedefiniowalny. Ten sposób funkcjonowania w świecie literackim do dziś wzbudza skrajne emocje.

„Im mądrzej, tym głupiej, czyli przeklęte potomstwo Joyce’a!”

Wielość tematów i problemów które w swych „Dziennikach” porusza Gombrowicz jest naprawdę ogromna. Wyczulony na aktualne trendy i zjawiska w kulturze polemizuje chociażby z egzystencjalizmem, strukturalizmem, purytanizmem językowym, religijnością, teorią sztuki i ideą nauki. Samodzielność i konsekwencja w kreowaniu własnych poglądów jest bez wątpienia godna podziwu. Gombrowicz nie boi się mówić o „tresurze”, która odbiorca przechodzi aby bezkrytycznie podziwiać sztukę, o braku samodzielnego myślenia, o ideach, które są według niego ułatwieniem, pewnym schematem. Jak pisze: „Pytanie, które stawiam katolikom nie jest: jakiego Boga wyznają, a tylko: jakimi pragną być ludźmi?”. Gardzi współczesną nauką, która w mniemaniu pisarza, nie zwraca uwagi na wyjątkowość pojedynczego człowieka. Daleki jest od uwielbienia Joyce’a. Literatura bowiem to nie „mdła i letnia zupka” – wymaga wigoru i potencjału. Jak konkluduje: „Nie ma wyboru: Można tylko pisać jak Rabelais, Poe, Heine, Racine lub Gogol – albo wcale”. Nie wielu zatem znajdzie się w mniemaniu pisarza godnych uwagi. Czesław Miłosz, Bruno Schulz, Leopold Tyrmand (genialna opinia na temat „Złego”: „Tyrmand! Talent! To jak warszawska bosa dziwka w oczach wyrostka, jak tłusta warszawska kuchta w oczach uczniaka, jak k... pijana w oczach ulicznika! Brud i taniocha – a pożądane i zachwycające!”) – garstka wybranych, oczywiście nie bez zastrzeżeń, polskich autorów, którzy dostąpili łaski uznania. Wyjątkowy zaszczyt.

„A kuku!”. Koniec walki

„Pajac, kpiarz, mędrzec, oszust, odkrywca, blagier, przewodnik…Racjonalista, metafizyk, buntownik, prostaczek, perwers… Sto twarzy, a każda z nich prawdziwa” tak opisuje Gombrowicza wspomniany już wyżej Jerzy Franczak. Bezdyskusyjnie – wielowątkowy, nieuchwytny i niepokojący Maestro. Dla każdego odbiorcy inny, wyjątkowy. Czytając „Dzienniki” można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z dziełem świeżym, wciąż aktualnym, na wskroś ironicznym, zdystansowanym i wielowymiarowym którego jednorazowa lektura musi pozostawić niedosyt. Dlaczego spotkanie face to face z jednym największych polskich pisarzy warto powtórzyć raz, drugi, trzeci? Ponieważ właśnie wtedy można uniknąć intelektualnego nokautu lub, dla większych optymistów – wygrać walkę wbrew przewidywaniom bukmacherów. Owocnej lektury!

 ***

Wszystkie cytaty pochodzą z: Witold Gombrowicz „Dzienniki 1953-1969”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

***
Recenzja opublikowana na portalu "Lubimy Czytać"

Komentarze

  1. Czytałam jakiś czas temu - z wielką przyjemnością wydanie jeszcze trzytomowe, ale po lekturze tej recenzji widzę, ile rzeczy mi umknęło, ile przeoczyłam, o ilu zapomniałam, ile bogactw tam się jeszcze kryje. Wróciłabym do "Dzienników", ale nie mam na nie teraz czasu.

    Trafne - "tu wszystko odbywa się w opozycji „ja i świat”. Trafne, jak wiele innych. Gratuluję zmierzenia się z tą lekturą i objęcia jej słowami.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola - bo Gombrowicza można czytać i czytać, a i tak nie odkryje się wszystkiego :) Ja uwielbiam tego pana, zarówno jego Dzienniki, jak i inne dzieła. Ambitna, porządna literatura z najwyższej półki.

      Usuń
    2. no chyba tak właśnie jest ;)

      Usuń
    3. Oleńko -
      bardzo dziękuję za dobre słowo :)
      Czytając książkę pisałam wiele notatek - jednak już pisząc recenzję odniosłam wrażenie, że o tak wielu rzeczach zapomniałam. Dlatego moje fiszki pozostawiam na później. Gombrowicz jest tak "pojemny", że myślę iż niedługo do niego wrócę. Koniecznie. Ale dla mnie to naprawdę była świetna intelektualna, i zdecydowanie nie ostatnia, przygoda :)
      Serdeczności

      Usuń
    4. Hiliko -
      bez dwóch zdań. Klasa sama w sobie :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Oj pamiętam smak jego Dzienników, pamiętam:) Czasami mam ochotę odsunąć na bok stos nowości wydawniczych i wrócić do klasyki.

      Usuń
    6. Z życia książek -
      wyjątkowy, prawda?! :)
      Ja w tym roku mam właśnie takie postanowienie, że przedkładam klasykę nad nowości. Mam nadzieję, że się uda :)

      Serdeczności :)

      Usuń
  2. Ja akurat nalezę do tych co są zakochani w Gombrowiczu. Jego filozofia "maski" to moja filozofia, a "dzienniki" to skarbiec myśli, to opus magnum, po prostu arcydzieło. pamiętam,że na egzaminie z literatury współczesnej miałam pytanie o stosunek do marksizmu zawarty w "Dziennikach" :)Ale nawet nie wiedziałam,że teraz było wznowienie wydania- muszę się za tym rozglądnąć, bo mam tylko pierwsza część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mag -
      Ja również należę do gorących zwolenników Gombrowicza. Ta świeżość i wyjątkowość jego prozy budzi podziw! Tak pisać pół wieku temu. Szał! :)
      Literackie ostatnimi czasy wzięła się za wznowienie wszystkich prac Gombrowicza. Kilka mam już na oku ;)
      O zgrozo dla mojego mieszkania :)

      Serdeczności :)

      Usuń
  3. Ja chyba tego pana jednak nie trawię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkozaur -

      A jednak polecam :)
      A może przy kolejnym spotkaniu coś zaiskrzy ;)
      Serdeczności :)

      Usuń
  4. Ja sama nie wiem do jakiej grupy gombrowiczowskiej się zaliczam, być może dlatego, że (o zgrozo!) znajduje się on w spisie lektur... Muszę odświeżyć sobie Jego twórczość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi -
      ja pierwszy raz czytałam go w liceum - i tu było kiepsko, na studiach także - i tu już lepiej. Prawdziwa miłość przyszła niedawno :)
      Ale lista lektur faktycznie odstrasza :) Trzymam kciuki :)
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Jedna z najważniejszych książek mojego życia. Muszę kiedyś wrócić do całościowej lektury, a nie poprzestawać tylko na zaglądaniu od czasu do czasu. Fajna notka. Nie poległaś sromotnie w tym pojedynku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Snoopy -
      dziękuję za dobre słowo :)
      Chociaż walka nie była łatwa. Oj nie! :)
      Ja również będę wracać - zostawiłam fiszki - znaki. Ułatwią mi powroty.
      Serdeczności :)

      Usuń
  6. Mało takich rasowych pisarzy jak Gombrowicz.
    Lektura "Dzienników" porwała mnie już za pierwszym razem, kiedy czytałem je jeszcze jako żółtodziób.
    I odtąd Gombrowicz stale jest obecny w mojej świadomości... Podobnie jak Miłosz, Lem, Conrad, Dostojewski, Hemingway, Faulkner, Miller, Camus, Pascal, Kirkegaard, Schopenhauer, Nietzsche...
    Młode pokolenia nie wiedzą co tracą, zachwycając się często tylko jakimiś współczesnymi modniasami pióra, które pewnie w końcu okażą się efemerydą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logos Amicus -
      Bez dwóch zdań. Przy okazji recenzji "Gron gniewu" zaryzykowałam stwierdzenie, że dziś tak się nie piszę, że dziś trudno o prozę na miarę Stenibecka. Nie wiem być może się mylę, może jest jeszcze Houellebecq. A może jednak czas pokaże...
      Gombrowicz w swoim "Dzienniku" ubolewał, że właśnie Joyce i wielu innych eksperymentatorów "popsuli" prozę, zatruwając ją eksperymentami, nie szanując czytelnika.
      Ja do listy dodałabym właśnie Steinbecka i koniecznie Manna.

      A wracając Gombrowicz - klasa sama w sobie - niech żałuję kto nie zna ;)

      Serdeczności :)

      Usuń
  7. "Poniedziałek Ja. Wtorek Ja. Środa Ja. Czwartek Ja” wypowiedziane przez Gombrowicza na znanej powszechnie audycji w RWE jest największym moim zaskoczeniem zeszłego roku (wcześniej nawet, głupia, nie byłam skłonna pomyśleć, że gdzieś w czeluściach internetu odnajdę Gombrowicza jeszcze bardziej realnego). Skończyłam dopiero co Walkę o sławę, teraz będę polować o dzienniki z Argentyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makiwara -
      oj można się zakochać w tym Panu, oj można ;)
      Pochłania bez reszty.
      Jesli pooszukujesz dzienników z Argentyny - to koniecznie to nowe wydanie z Literackiego, które ja czytałam. Tam jest cała Argentyna, Berlin i Francja.

      A ja chyba zabiorę się za "Kosmos".
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Czytałam Gombrowicza jeszcze w liceum, i wcale nie zraziłam się faktem, że "Transatlantyk" był lekturą ;) Książka bardzo mi się podobała, przydałoby się jednak jej odświeżenie. O dzienniach słyszałam także wiele pochlebnych opinii, może kiedyś uda się przeczytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna K. -
      dla mnie jednak w liceum Gombrowicz był dalekim znajomym. Ale właśnie wtedy zakochała się w III cz. "Dziadzów". Zaprawdę dziwny to okres :)A "Dzienniki" polecam gorąco - równie zachwycające :)
      Serdeczności :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.