O dwóch takich, co sławą nie gardzili


[źródło]

Trudno szukać w europejskiej historii kultury nazwisk bardziej znanych niż nazwiska Leonarda da Vinci i Michała Anioła. Tych dwóch panów nie należy przedstawiać. Zaiste byłaby to potwarz. Któż bowiem nie kojarzy obrazu tajemniczej „Mona Lizy”, któż nie zachwycił się chociaż ras monumentalnym posągiem „Dawida”. Niewielu, zaprawdę niewielu jest takich śmiertelników. Lecz poza dziełami, które stanowią swoisty symbol twórczości tych dwóch znakomitych dżentelmenów, niewiele osób zna tajemnicę i szczegóły ich nad wyraz ciekawych biografii. Miejsce i datę urodzenia, imiona kochanek i kochanków, tytuły dzieł, miejsce śmierci. To najczęściej cytowane fakty. Lecz czy ktokolwiek przypuszczał, że da Vinci i Buonarroti spotkali się w kolebce humanistycznej Europy, we Florencji, gdzie przyszło im rywalizować o miano najlepszego w profesji szeroko pojętej sztuki? Mało tego, na ulicach miasta dość często wymieniali nieprzyjemne uwagi – co tam – porzućmy eufemizmy – kłócili się zaciekle i nagminnie – któż lepszy, któż ważniejszy! Decydującym sprawdzianem umiejętności miał być fresk przedstawiający dwie zwycięskie bitwy włoskiego miasta – bitwę pod Anghiari i bitwę pod Casciną. Zlecony artystom w latach 1503-1504 miał zdobić ściany Sali Wielkiej Rady we florenckim Palazzo Vacchio. Ten, którego przedstawienie okazałoby się lepsze, według kryteriów ówczesnej sztuki, ale też wolnego głosu przedstawicieli władz miasta i obywateli, miał do końca swych dni dumnie nosić laur zwycięstwa. Ta niezwykła historia pojedynku dwóch wybitnych humanistów została precyzyjnie opisana w książce Jonathana Jones’a „Pojedynek mistrzów”.

Historia zawarta w książce brytyjskiego historyka sztuki i dziennikarza odsłania nam jedną z ciekawszych kart renesansu europejskiego. Tytułowy pojedynek mistrzów stał się pretekstem do przedstawienia nie tylko szalenie ciekawego epizodu z życia szesnastowiecznych artystów, ale również szerokiego kontekstu historycznego ówczesnych włoskich miast. Pierwszorzędna opowieść okraszona sporą dawką humoru i satyry, ale również niepokoju wynikającego z częstych militarnych potyczek, to wisienka na torcie wszelkich relacji poświęconych życiu i twórczości Leonarda da Vinci i Michała Anioła. Na kartach publikacji ten pierwszy jawi się jako człowiek piekielnie inteligentny, wybitnie uzdolniony, ale też porywczy  i niekonsekwentny, którego prace, a w szczególności szkice zachwycają cały cywilizowany świat. Ten drugi, młodszy o ładnych kilkanaście lat, ambitny i konsekwentny, pracowity i uparty, który dopiero wkracza na salony świata sztuki. A w ich kierunku utkwione tysiące ciekawskich spojrzeń – któż bowiem zwycięży ten pojedynek? Pierwotnie Michał Anioł, który ukończył dzieło zachwycając ówczesnych. Ostatecznie czas i wojenne zawieruchy, które nie oszczędzą fresku.

„Pojedynek mistrzów” to lektura nie tylko dla miłośników sztuki. To ksiązka również dla wielbicieli sensacji i niebanalnych historii. Bowiem, jak się okazuje, rzeczywistość potrafi być stokrotnie ciekawsza od fabularnej fikcji. A artyści – no cóż – mimo, że dzięki swojemu talentowi bliżej upragnionej nieśmiertelności, są wyjątkowo ludzcy w swym zachowaniu.

Za książkę dziękuję portalowi "Lektury reportera"


Komentarze

  1. Zawsze bardziej niż rozwlekłe opisy całego życia znanych ludzi, podobały mi się biografie oparte na jakimś zaskakującym epizodzie, przez który jak przez soczewkę można było zobaczyć, jacy byli naprawdę (może właśnie dlatego uwielbiam film "Capote" B. Millera). Muszę koniecznie sięgnąć po tę książkę. I jeszcze tak na marginesie nie mogę się doczekać, kiedy zrecenzujesz powieść Fabera:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga R. -
    ja również bardzo lubię tą formę fabularną. Jest zasadniczo ciekawsza od schematycznego ujęcia biografii :)

    A co do Fabera - to po prostu nie mogę się oderwać. Szaleństwo do utraty tchu. Lecz nie chcę przesądzać sprawy, gdyż zostało mi jeszcze jakieś 200 stron.
    Ale zachwyca, oj tak!

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam wszystko co się wiąże z Michałem Aniołem, renesansem, Florencją, Medyceuszami (zresztą nie tylko czytam, a także wizytuję miejsca i dzieła), nie mogę przejść obojętnie przed żadnym z dzieł Leonarda dlatego chętnie sięgnę po tę książkę, zwłaszcza, że jak piszesz warto. Tytuł gdzieś mi się kiedyś obił o uszy, ale o niej zapomniałam. Wielkie dzięki za przypomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Guciamal -
    myślę, że będziesz bardzo, ale to bardzo ukontentowana :)
    Bo wszyściutko w tej książce jest. Zresztą czyta się tę książkę jak kawał dobrej literatury sensacyjnej. Przyjemna lektura :)

    serdeczności wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka świetnie się zapowiada. Temat był też świetnie nakreślony w 'Udręce i ekstazie', choć może trochę jednostronnie, bo jednak z punktu widzenia Buonarrotiego. A ten, swoją drogą, mógł się czuć urażony, skoro po stworzeniu Dawida nadal był przez Leonarda traktowany jak kamieniarz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Desperate Househusband -
      świetnie i szczegółowo nakreślony jest wątek konfliktów pomiędzy tymi panami w książce. Podobno Michał Anioł nie był dłużny da Vinci i naśmiewał się z jego niedokończonych projektów. A poza tym da Vinci czuł się zagrożony przez o wiele młodszego kolegę, który tak świetnie sobie radził. Fascynująca sprawa :) I dzięki bogu za tę rywalizację bo do dziś możemy cieszyć oczy :)

      Serdeczności na nowy tydzień :)

      Usuń
    2. No naśmiewał się, naśmiewał. Z jakiegoś konnego posągu, odlewu z brązu na przykład, tak mi coś świta. Sam Michał Anioł taki pomnik wykonał, niestety - przetopili go później na armaty. Takie czasy. Historia jest faktycznie fascynująca, a podejrzewam, że w opisywanej przez Ciebie książce, też bardziej obiektywnie opowiedziana. Bo 'Udręka', wiadomo: raz, że jednak beletrystyka, więc nie wiadomo, czy do końca zgodna z prawdą, dwa, że jednak autor sprzyja swojemu bohaterowi, więc obiektywizm też nie tak do końca ma tam rację bytu.

      Usuń
    3. Desperate Househusband -
      tak, tak faktycznie chodziło o nowatorski projekt konia z brązu. Zgadza się. Stone czasami zapomina się w swoich beletrystycznych biografiach. Świetnie to dał odczuć w czytanej przez mnie niedawno książce poświęconej J. Londonowi.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Czekałam na recenzję tę książki, bo zastanawiałam się, czy kolejna książka o da Vincim czy Michale Aniele nie będzie powielaniem tego, co już zostało napisane. Wprawdzie motyw florenckiego fresku jest mi znany, ale chętnie po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joly_fh -
      myślę, że tekst sam w sobie bardzo ciekawy. Chociażby ze względu na szeroko i co najważniejsze ciekawie zarysowane tło historyczne. Także książkę polecam serdecznie :)

      Pozdrowienia ciepłe na nowy tydzień :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.