Jo Nesbø w szafie


[źródło]
Mimo szalonej i zatrważającej popularności kryminałów skandynawskich, gdzie trup ściele się gęsto, a sprawca zbrodni to bezwzględny psychopata, północny region Europy był postrzegany jako swoisty azyl bezpieczeństwa, społeczny i ekonomiczny raj na ziemi. Był, gdyż od czasu Andersa Breivika ten wyidealizowany obraz bezkrytycznie tolerancyjnego społeczeństwa uległ zasadniczej zmianie. Rysa, która powstała w wyniku zamachu na wyspie Utøya, zmieniała nie tylko wizerunek Norwegii w oczach świata, ale także zakłóciła wewnętrzną harmonię jej mieszkańców. Lecz zanim nastąpił krytyczny 22 lipca 2011 roku, norweską opinią publiczną wstrząsnęły dwa wydarzenie, które w ówczesnym postrzeganiu świata wydały się niewiarygodne i nad wyraz zuchwałe – napad na bank w Stavanger, podczas którego zastrzelony został policjant i kradzież obrazów Muncha – narodowej świętości rodaków Amundsena. Rok 2004, w którym oba wydarzenia miały miejsce, to również początek końca kariery policyjnej Johnny’ego Brenna i kryminalnej Pettera R. Hansen’a, głównych bohaterów niezwykłego i szalenie ciekawego reportażu K. S. Østlia „Policjanci i złodzieje”.

Norwegia lat 80 i 90 XX wieku jest spokojnym i dynamicznie rozwijającym się krajem. Wszechobecny dobrobyt, bogacenie się klasy średniej, edukacyjne i kulturalne Eldorado. Trudno oczekiwać więcej. Lecz cały ten społeczny blichtr, jak się wkrótce okaże, będzie miał trudne do przewidzenia konsekwencje – nudę i stabilizację. Gdy więc wszystko zostało już osiągnięte, młodzież z tzw. „dobrych domów” zmuszona jest poszukiwać nowych wrażeń. Kradzieże samochodów, szaleńcze wyścigi, drobne rozboje, napady na bankomaty i sklepy. Petter Hansen należy do tzw. „bananowej młodzieży”. Zasadniczo ma wszystko – kochających rodziców, stabilizacje finansową. Jednak w żaden sposób nie może wpasować się w ramy obywatela formatu A4 - jak sam określa egzystencję człowieka pracującego „od-do”, będącego w sidłach rodzinnych i korporacyjnych zależności. Niczym Patrick Batman, bohater „American Psycho” lub bezimienny narrator w „Podziemnym kręgu” poszukuje ciągle nowych wrażeń. Sposobem na podniesienie adrenaliny jest kariera w gangu Tveita, składającego się z jemu podobnych mężczyzn. W grupie berło dowódcy dzierży Jan Kvalen – bezkompromisowy twórca przestępczej struktury, opartej na specyficznym kodeksie moralnym. Petter Hansen sam siebie nazywa artystą życia lub Professor of Crime. Szybko odcina się od przestępczej szajki i zaczyna kradzieże na własny rachunek. A że jest świetny w swoim fachu, bardzo szybko „dorabia” się olbrzymich pieniędzy. Jednak po drugiej stronie barykady znajduje się godny jemu przeciwnik –Johnny Brenna. Szalenie ambitny i wytrwały policjant, który z podobną pasją jak Hansen do kradzieży gotówki, podchodzi do wyłapywanie przestępców. Niestety ma przeciwko sobie również niewydolne norweskie prawo. Dwóch bohaterów, których rozgrywkę autor porównuje do relacji pomiędzy Sherlockiem Holmesem a profesorem Moriartym. Dwóch godnych siebie rywali, którzy, jak zauważa autor, bardziej są partnerami w grze niż prawdziwymi wrogami. Potyczki na granicy prawa, wzajemny szacunek i kodeks honorowy. W końcu specyficzny układ, który owocuje późniejszą relacją na granicy przyjaźni.

Bohaterów książki poznajemy w momencie, gdy już dawno porzucili swoje pierwotne zajęcia. Hansen, pośrednio powiązany z kradzieżą obrazów, obecnie jest operatorem dźwigu. Brenna rozczarowany pracą w zawodzie i opieszałością przełożonych studiuje zachodnie sztuki walki. Dwójka bohaterów, która posłużyła autorowi do zmierzenia się ze stereotypem macho, ale też stereotypem „dobrego gliny” i „złego przestępcy”, próbuje okiełznać zastaną, w ich mniemaniu – chorobliwie „normalną” rzeczywistość. Podczas wielokrotnych rozmów z autorem reportażu, bohaterowie z rozrzewnieniem wspominają „stare, dobre czasy”. Kpią z pisarza intelektualisty, kilkakrotnie narażając go na niebezpieczeństwo, igrają z jego rozumowego i teoretycznego sposobu postrzegania świata. Dla nich liczy się siła fizyczna i działanie. Sam autor reportażu nie pozostaje im dłużny. Z powściągliwością wyraża się o ich wybujałej męskości, dostrzega puste frazesy, błędy w ich postępowaniu. Ale co najważniejsze, robi to w tak cudowny i ironiczny sposób, że od lektury książki zaprawdę trudno się oderwać. Posiłkując się teoretykami kryminalistyki, myślą filozoficzną i socjologiczną (chociażby Lombroso, Zimbardo, Nietzsche, Bauman etc.), ale też kanonem kultury popularnej (filmy „Gorączka”, „Pulp Fiction”, powieść Arthura Conan Doyle’a) Østli stworzył niezwykły obraz norweskiego społeczeństwa, wkraczającego w brutalny sposób w nową, niekoniecznie bezpieczną i niewinną rzeczywistość. A wszystko to okraszone takim humorem oraz literacką brawurą, że Jo Nesbø powinien schować się głęboko do szafy.


***

Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać" pod tytułem "Dobry glina kontra zły przestępca"

Komentarze

  1. No proszę Cię, Nesbo:))?.
    Przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jane deo -

    tak, tak - szanowny autor poczytnych kryminałów powinien schować się w szafie i przemyśleć sprawę swojego pisarstwa ;)

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.