Pornograf, literat, skurwiel. Słów kilka o współczesnym bohaterze

[źródło]

W znakomitym filmie Olivera Stone’a „Urodzeni mordercy” główni bohaterowie Mickey i Malory przemierzają legendarną amerykańską Route 66 mordując po drodze przypadkowo napotkane osoby. Wkrótce staja się legendą, gwiazdami mediów. Ich prawdziwa tożsamość przefiltrowana zostaje przez telewizyjny bełkot. Zabójcy stają się herosami, których „działalność” nie podlega już jednoznacznej ocenie. Tak samo jak życie Eduarda Limonowa ( właść. Eduard Sawienko), tytułowego bohatera łotrzykowskiej biografii pióra Emmanuel Carrere, którego publiczne istnienie tyleż ma w sobie prawdy i słów „podobno”, że rozpatrywać je w jakichkolwiek kategoriach naprawdę trudno. I być może niezbyt szczęśliwe jest porównanie z bohaterami Stone’a – wszakże mówimy tu o znacząco innej działalności -  lecz sedno przypadku zostaje zachowane. I to właśnie legenda, a nie rzeczywistość wyznacza dyskurs poznawczy. A czytelnik okazuje się cholernym szczęściarzem, gdyż otrzymuje do ręki (pal licho, że połowa z tego może okazać się czystym łgarstwem!) świetną i wyjątkową historię.

Susan Sontag twierdziła, że dzieciństwo było dla niej więzieniem z którego możliwie szybko chciała się wydostać. Nie inaczej jest w przypadku Limonowa. Urodzony 22 lutego 1943 roku w Dzierżyńsku, od wczesnej młodości żyje w przekonaniu, że jego egzystencja nie powinna skończyć się tam gdzie się rozpoczęła. Jako jedyny syn oficera NKWD dorasta w biedzie, niezrozumieniu, ale także w przekonaniu, że wszystko co lepsze, ważniejsze znajduje się poza granicami Charkowa. Brudne ulice i wszechobecna beznadzieja nie dają ambitnemu i zdolnemu chłopakowi wielkich nadziei. Po kryminalnym epizodzie w rodzinnym mieście, przenosi się więc do Moskwy, gdzie ima się różnych zajęć. Jest krawcem, sprzedawcą książek, kochankiem wyjątkowo wiernym, ale też pisarzem i poetą. Zawsze dążący do doskonałości, gardzi maluczkimi i słabeuszami. Gdy w l974 otrzymuje pozwolenie na wyjazd z Rosji bez wahania opuszcza ojczyznę upatrując w emigracji swoją wielką szansę. Pobyt w Stanach, którego początek naznaczony jest bezdomnością i brakiem perspektyw, owocuje autobiograficzną książką „To ja – Ediczka”, której wydanie przynosi autorowi spory sukces. W upragnionej chwale i uznaniu opuszcza Amerykę, aby z dużym powodzeniem podbijać serca francuskich dam. To właśnie ojczyzna Moliera daje mu to czego odmówiła mu Matka Rosja – sukces i poważanie w kręgach literackich, ale także niezłe zaplecze finansowe. Po pierestrojce nasz bohater powraca do kraju i rozpoczyna walkę o władze, blichtr i sławę, ale też o pamięć Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Tworzy struktury własnej partii Narodowo-Bolszewickiej i tym samym spełnia marzenia o władzy i powrocie do Rosji komunistycznej. Lecz jest jeszcze Putin – wróg numer jeden, którego Limonow jest ostrym i zajadłym krytykiem. No i jest jeszcze niejasna przeszłość naszego bohatera -chociażby dwuznaczne zaangażowanie w konflikt bałkański, oskarżenie o terroryzm i wiele innych podobnych brudnoszarych historii.

A dziś kim jest Limonow?! Prawie siedemdziesięcioletnim punkiem, który bezkrytycznie wierzy w słuszność swoich założeń, niezbyt bogatym, lecz konsekwentnym twardzielem, którego idolem był i nadal pozostaje Józef Stalin oraz Michał Bakunin. I o którym podobno Sołożnicyn miał powiedzieć “mały insekt piszący pornografię” a autor niniejszej książki nie omieszkał doprecyzować tę subtelną charakterystykę nazywając swojego bohatera skurwielem.

Książka Carrere bliższa jest zasadniczo powieści łotrzykowskiej niż biografii sensu stricto. Ten wyjątkowy mariaż dwóch gatunków literackich roboczo można nazwać biografia łotrzykowska - jak wspomniałam na początku właśnie. Wciągająca i niebagatelna opowieść o człowieku, któremu przyszło żyć w trudnych, ale też szalenie ciekawych czasach i którego życiorys wiele mówi o historii Rosji, ale też o Rosji współczesnej. .

Na koniec warto zwrócić uwagę na styl prowadzenia narracji, gdzie wątki biograficzne Limonowa przeplatają się z autobiograficznymi epizodami autora. Liczne wtrącenia i dygresje nadają książce charakter ciekawej opowieści jakiej nie powstydziłby się stary dobry Dumas. A zresztą czy nie kusząca jest powieść, której autor nie boi się słów takich jak „dupa” i „pieprzenie”?! Literacka zaśniedziała etykieta nabrała odrobinę świeżości i perwersji jakże przyjemnej dla czytelnika. Niechaj zatem czytelnik zakupi – bo to pozycja warta uwagi!

***
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Komentarze

  1. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Przyznam, że przed ukazaniem się książki i jej zapowiedzi, je bohater był mi całkowicie nieznany. Ale w miarę jak zaczęłam o niej czytać, a to w gazetach, a to na blogach, zainteresowanie mnie mnie wzrasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina - ja również przed lekturą książki nie znałam Limonowa a facet jak się okazuje to postać niebagatelna. A książkę polecam bo czyta się jednym tchem jak wyśmienitą powieść sensacyjną :)

      moc pozdrowień :)

      Usuń
  2. Och Moniczko jak ja kocham Twoje soczyte recenzje! Uatawiam się już w kolejce po tą książkę - wpisz mnie na listę:)
    Pozdrawiam Rodzinę i Antoninę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko jesteś pierwsza na liście :)

      Moc pozdrowień dla Marcela i Gieńki i dla rodzinki:)

      Już za tydzień Paryż :)

      moc serdeczności :)

      Usuń
  3. Niedawno też przywołałam "Urodzonych morderców" w siebie na blogu :), ale przy okazji recenzji ksiązki "Drogi 66". I zgadzam się z Tobą - film jest znakomity.

    Co do tej ksiazki - to mam na nią ogromną chrapkę :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bibliofilka -
      chętnie przeczytałabym "Drogę 66". A motywów tej drogi jest w literaturze amerykańskiej i kulturze wiele - ja pamiętam jeszcze o "Gronach gniewu".

      A film rewelacyjny - ja widziałam go jak miała naście lat i zrobił na mnie bardzo duże wrażenie.

      A książkę gorąco polecam :)

      moc pozdrowień :)

      Usuń
    2. Racja - tylko zupełnie inne są wrażenia, jak się ogląda fim mając naście lat, a zupełne inne parę lat póżniej. Wrażenie robi jak najbardziej.
      A ścieżkę dźwiękową z tego filmu po prostu uwielbiam :)))

      Usuń
    3. Bibliofilka -
      ja jestem trochę autystyczna jeśli chodzi o wszelkie dzwięki dlatego muszę ponownie się wsłuchać ;)

      serdeczności na weekend :)

      Usuń
  4. Ciągnie mnie w dziwny sposób do książki. Ostatnio jak zanosiłam coś do działu gromadzenia w mojej bibliotece to na wielkim stosie czekających książek do opracowania leżał i Limonow. lubię te chwilę kiedy mogę pomacać nowo przybyłe książeczki. Jeszcze muszę poczekać, bo zanim ona trafi do oficjalnego (albo nawet i półoficjalnego obiegu) minie jeszcze dużo czasu.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papryczka - świetna rzecz pod względem narracyjnym i językowym. Proponuję podwędzić książkę ze stosiku i przeczytać ją przed opracowaniem :)

      moc pozdrowień! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.