Historia pewnego (s)tworzenia

[źródło]

Dawno, dawno temu, lecz nie na tyle dawno, aby najstarsze żyjące pokolenie tego nie pamiętało, Europę i świat ogarnęła wielka i wyniszczająca wojna. To była już druga wojna w tym stuleciu. Ludzi ogarnęło szaleństwo nienawiści. Mężczyźni z bronią w ręku poszli na front, kobiety i dzieci zostały w domach drżąc o swoich najbliższych. Wielu zginęło, wielu przepadło bez wieści, wielu ucierpiało. Jedno jest pewne, nikt nie wyszedł bez szwanku z tego potwornego konfliktu. Był rok 1939 kiedy to wszystko się zaczęło. Dokładnie pierwszego września (chociaż niektórzy się spierają, że początek konfliktu to jednak rok 1941). Podobno lato 1939 w Europie było wyjątkowo ciepłe. Sierpień zaś w szczególności. W tym samym roku, kiedy Europę pochłonęła bratobójcza walka, na jej północnym krańcu do życia powołany został pewny mały i niepozorny troll. Muminek mu było na imię. Wbrew całej wojennej zawierusze. Narodził się w umyśle genialnym i wyjątkowym. W umyśle kobiety wyjątkowej – Tove Jansson. „Małe trolle i duża powódź” to pierwsza część opowiadania o Muminkach, napisana została w 1939 (wydana w 1945) i stanowi przykład fascynującego literackiego eskapizmu (zresztą, czy ja kogokolwiek muszę w tej materii przekonywać?!).

[źródło]
Trolle, Niuchacze, Muminki to tylko jeden z wielu projektów wszechstronnie utalentowanej Jansson. Jej artystyczne zainteresowania wybiegały daleko poza literacką formę wyrazu. Ta urodzona w 1914 roku w Helsinkach artystka, znana przede wszystkim jako „Mama Muminków”, była także, albo przede wszystkim malarką, ilustratorką, rysowniczką a dopiero później pisarką. Tak właśnie siebie chciała postrzegać. Tak właśnie przedstawiła ją Boel Westin autorka w książki „Tove Jansson: Mama Muminków”. W tej publikacji trudno więc szukać sensacyjnych smaczków z prywatnego życia Jansson. To wydawnictwo poświęcone zostało przede wszystkim twórczości fińskiej artystki. I świetnie, bowiem trzyma, od pierwszej aż po ostatnią stronę, bardzo wysoki poziom merytoryczny. Bez zbędnego zaglądania pod kołderkę. A to w dzisiejszej literaturze biograficznej zaiste rzadkość.

[źródło]
Tove Jansson urodziła się w rodzinie o bogatych inklinacjach artystycznych. Ojciec, Viktor, zwany w rodzinie „Faffanem”, był rzeźbiarzem. Matka, Signe „Ham” Hammarsten-Jansson szwedzką ilustratorką i graficzką. Mała Tove o wczesnego dzieciństwa miała szansę obcować ze sztuką przez duże „S”. Mimo początkowych planów nauki i kilku nieudanych prób dokończenia studiów na Akademii Sztuk Ateneum, młoda Tove zrezygnowała z kształcenia akademickiego (bo jak słusznie zauważył rzeźbiarz Felix Nylund, przyjaciel rodziny: "Kurwa, dziewczyno, nie chodzi się do szkoły, jak ma się talent!!!"). Następują pierwsze mniej lub bardziej udane próby malarskie, pierwsze zlecenia ilustratorskie i kolejne próby literackie. Jansson już od wczesnego dzieciństwa używała także słów, nie tylko farb, jako ważnego, lecz nie najważniejszego środka wyrazy. Potem nadchodzi wojna, która odciska na młodej kobiecie silne piętno. Ucieka więc w satyrę (rysunki Hitlera i Stalina dla pisma „Garm”), sfrustrowana faktem, że polityka nie pozwala jej na swobodę twórczą. Ucieka także w literaturę. Tworzy własny alternatywny świat do zastanej, niestabilnej rzeczywistości. Tak rodzą się Muminki, których powstanie okaże się przełomowym wydarzeniem w życiu malarki. Jednak nim nastąpi muminkowe szaleństwo ich pierwsze wydanie przejdzie niezauważone. Te sympatyczne stworki zyskają sławę dopiero po publikacji w prasie angielskiej. Odtąd jej życie podzielone zostanie na dwa etapy. Przed i po wydaniu przygód niezwykłych trolli. Kolejne lata jej życia upłyną w ich cieniu – „Moomin business”, jak zwykła mawiać Jansson. Medal Hansa Christiana Andersena, zakup legendarnej już wyspy Klovharun i budowa wymarzonego domu – to wszystko pokłosie tegoż genialnego, co czasochłonnego literackiego pomysłu. I Tuulikki Pietilä – wielka i ostatnia miłość Tove.

[źródło]
Tove Jansson zmarła w mieście swoich narodzin, w Helsinkach, w czerwcu 2001 roku. I dziś kojarzona jest głównie z sympatycznymi trollami. Lecz wydaje się, że autorce jej biografii zależało na ukazaniu czytelnikowi innego oblicza Jansson. Książka Westin to przede wszystkim próba nakreślenia sylwetki artystki wyjątkowej i naprawdę wszechstronnie uzdolnionej. Bo czyż nie zadziwiają i nie wzruszają nas ilustracje Tove do muminkowej serii? Czy nie zachwycają nas ilustracje do książek, takich jak „Hobbit, czyli tam i z powrotem” Tolkiena, czy do „Alicji w Krainie Czarów” Carrolla? A obrazy? A sakralne freski? A osobisty udział w budowie domu na wyspie? A wracając do trolli – ich wieloznaczność i szeroka kontekstualność? Dzielna, szalenie pracowita, mądra i niezwykła kobieta. Bardzo interesująca i pięknie wydana książka.

***

PS
Nie mogłam się powstrzymać. Krótka egzegeza Muminków:


[źródło]

Podobno pierwszy obrazek Maminka powstał na ścianie wygódki domku letniskowego a sama nazwa trolla powstała: „Imię Maminek pochodzi ze Szwecji (według genealogii), od pomysłowego wynalazcy, wujka Einera. Ostrzegał on swoją siostrzenicę Tove przed Muminkiem, ponieważ odkrył, że zagląda nocą do szafki z zapasami. Zimą trolle mogły według niego wyjść z ukrycia (mieszkały na przykład za kominkiem), otrzeć się noskami o nogi albo dmuchnąć szabrownikowi w kark.”




Wszystkie cytaty za: Boel Westin, „Tove Jansson: Mama Muminków”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012.

***

Komentarze

  1. Jakoś nie przepadałam nigdy za Muminkami, może jako dorosła inaczej bym na nie spojrzała. Za to zainteresowały mnie ilustracje tej pani do "Alicji..", ciekawie wygląda jej sposób rysowania w połączeniu z Carrollowskim światem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malice - ilustracje Tove są wspaniałe. Charyzmatyczne i wyjątkowe, jak proza Carrolla zresztą :) A Muminki polecam gorąco. A może tym razem się uda... :)

      Usuń
  2. Niby zaglądanie pod kołderkę w pozycji biograficznej bywa cenne w dzisiejszych czasach, ale mimo wszystko egoistycznie muszę stwierdzić, że cieszę się, iż Mama Muminków była lesbijką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baluk - Zasadniczo i obiektywnie należy przyznać, że sprawy "kołderkowe" są najciekawsze. Ale sam akt tworzenia też może być całkiem interesujący ;) tak, tak lesbijką zdeklarowaną i chyba jedną z najsłynniejszych :)

      A nie jeszcze Woolf, jak dobrze pamiętam :)

      moc pozdrowień

      Usuń
  3. Muminki są rewelacyjne, jako dzieciak przeczytałem wszystkie, jakie wyszły w Polsce. Mam chrapkę na tą książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Qba - bez dwóch zdań :)Ja miałam podobnie, wszyściutko przeczytałam z serii. A książkę polecam lekturze. To będzie dobrze spędzony czas :)

      Usuń
  4. Tove lesbijką? Przecież to się nazywa chyba biseksualizm? Fascynowała się zarówno mężczyznami, jak i kobietami. Moim zdaniem płeć dla Jej miłości znaczenia nie miała. Decydował charakter, możliwość wspólnego rozwoju, pasja… Ale do rzeczy.
    Co do biografii, to przytoczę sama siebie: „ Im bardziej się w biografię zgłębiam tym bardziej mam wrażenie, że jest to zbliżone do mocno rozgrzebanego doktoratu, który ktoś musiał bardzo szybko obronić i nie zdążył uporządkować... Lektura jest męcząca, bo wątki przeplatają się w sposób nielogiczny [trudno orzec czy to są rozważania chronologiczne czy tematyczne], dużo jest powtórzeń, brak zdjęć rysunków i grafik, o których mowa w tekście [dlatego warto zaglądać na moomin PL - tam są TE obrazki których BRAKUJE w książce]. Co więcej? Jako wielbicielka słowa polskiego zaczęłam w książce poprawiać błędy stylistyczne tłumaczki. Sporo tego. Reasumując: ciężko się to czyta przy całej sympatii dla Tove, nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, niechlujstwa wydawnictwa czy samej autorki - Westin. Jedyne co mnie pociąga do lektury, to fragmenty zapisków Tove. Można się samemu nad nimi pochylić... Wydaje mi się, że Westin nie mała czasu na solidną analizę, która wymaga interpretacji i rezygnacji z niektórych wątków na rzecz spójności i przejrzystości. Jak ktoś lubi czytać rozgrzebane doktoraty, to niech sobie kupi. Ja nie polecam. PS. Bibliografia jest w większości po fińsku/ szwedzku. Toż nie można było podać ang tłumaczeń tytułów, albo polskich skoro pojawiają się takowe w tekście???"
    Uwag miałabym dużo więcej, zaczęłam je zaznaczać w tekście [np. gdzie powinno być zdjęcie czy reprodukcja, które znajduję 30 stron od miejsca, w którym jest omawiane]. Ja bardzo liczyłam na tą biografię, bardzo Tove szanuję, jako pisarkę i ilustratorkę i zwyczajnie przykro mi, że przy uważnej lekturze jej biografii można dostać szału z rozczarowania, że dostęp do bogatego archiwum samej Tove poskutkował w czymś tak niedopracowanym.
    A na wojnę szły również kobiety. I to wcale nie feministki. Proszę sobie przeczytać "Wojna nie ma nic z kobiety", autorka: Swietłana Aleksijewicz, Wydawnictwo: Czarne. I będzie wszystko jasne w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko - na początek kilka ufff...

      Z tekstu Westin jasno wynika, że Tove mimo wcześniejszych związków z mężczyznami, które głównie opierały się przede wszystkim na przyjaźni to jednak Tove była lesbijką. To Tuulikki Pietilä była miłością jej życia.

      Dziękuję za obszerne fragmenty twojej recenzji, mnie się jednakże ta książka bardzo podobała. Bardziej cenię biografię o pracy twórczej niż o samym życiu. A biografię Westin uważam za bardzo dobrze napisaną rzecz. Taki jest mój subiektywny odbiór tej książki, do którego mam pełne prawo. Prawda?

      I ostatnia kwestia co do kobiet i wojny. Polecam lekturę mojej recenzji książki Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" : http://godsavethebook.blogspot.com/2011/05/kolor-czerwien-zapach-czerwien-wojna.html

      Oczywiście, że kobiety brały udział w walkach. Ale to jednak mężczyźni byli w większości.

      Moc pozdrowień.

      Usuń
    2. Otóż będąc lesbijką, również można się fascynować mężczyznami, mało tego, mało która zdeklarowana i świadoma lesbijka nigdy nie miała żadnych doświadczeń z facetami, więc myślę, że kobietę, która spędziła kilkadziesiąt lat z inną kobietą spokojnie możemy nazwać lesbijką nie bojąc się tego słowa :)

      Usuń
    3. Baluk -
      Amen!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. jest u mnie na liście do kupienia, nie może być inaczej, w końcu do 'matka' moich dziecięcych wzruszeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - u mnie sprawa wyglądała podobnie. Moje dzieciństwo upłynęło właśnie pod znakiem Muminków. Dobrej lektury i moc pozdrowień śle :)

      Usuń
  6. Właśnie jestem po lekturze - zabrakło mi większej ilości wątków biograficznych, chyba za dużo tu dla mnie analizy twórczości. A najbardziej tęsknię do tego, by książkę tę wzbogacić o kolejny tom o jasno wytyczyć w nich granice opisywanych sfer. Wtedy byłoby idealnie:)
    Bardzo dobrze wracało mi się do znanych mi postaci, przed lekturą tej książki sama autorkę kojarzyłam jedynie jako Mamę Muminków. Dobrze, że takie książki w końcu wprowadza się w Polsce;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Scathach - faktycznie, przydałby się jasno określone ramy "od do". To duży minus tej książki. Dla mnie też, szczególnie zaś od strony poznawczej, to fascynująca lektura. Uwielbiam Muminki, a Małą Mi w szczególności. Sama Tove cudowna kobieta, fajnie, że ukazana w tak szerokim kontekście twórczym.

    Moc pozdrowień i wszystkiego dobrego na Święta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie muminki,muminki ale większość z nas nie jest świadoma jak one powstały, a o ich twórczyni znamy jakieś lakoniczne informacje. Chętnie przeczytam, tym bardziej, że recenzja naprawdę zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieguska -
      polecam. Ciekawa przygoda literacko-poznawcza :)

      Serdeczności :)

      Usuń
  9. Jutro idę do księgarni zobaczyć, czy mają tę książkę! Twoja recenzja jest świetna, a ja jestem fanem muminków:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prus24-

      polecam gorąco :) Myślę, że będziesz ukontentowany :)

      moc serdeczności :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.