Ćwiczenia z pamięci historycznej. Raz jeszcze

[źródło]

Trudno w relacjach polsko-ukraińskich o bardziej kontrowersyjną postać niż Stefan Bandera. Nazwisko nacjonalisty wywoływało i nadal wywołuje w kraju nad Wisłą naprawdę wiele emocji. Emocji, których natężenie zmienia się w zależności od aktualnie rządzących sił. Jednak jedna rzecz, mimo zmieniających się frontów, pozostaje constans, mianowicie barwa tychże emocji. Bandera po dziś dzień wywołuje przede wszystkim te złe, nad wyraz negatywne odczucia. I trudno się dziwić. W pamięci naszych dziadków zapisał się jako główny inicjator rzęzi wołyńskiej, czy inicjator zamachu na ministra Bronisława Pierackiego. Nie sposób wszakże wymienić wszystkich „zasług” przewodniczącego Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Bandera, któremu w 2010 roku prezydent Wiktor Juszczenko przyznał nad wyraz polemiczny tytuł Bohatera Ukrainy, to osoba, której ocena stanowi w relacjach z naszymi wschodnimi sąsiadami kość niezgody. Książka Romanowskiego, której bohater określony jest jednoznacznie jako terrorysta z Galicji, bo takie są właśnie fakty historyczne, z którymi się nie dyskutuje, niestety, oprócz względnego uporządkowania biogramu Ukraińca, w tejże dyskusji o „bohatera-antybohatera” nie wnosi niczego nowego. „Bandera terrorysta z Galicji” to tekst pisany z góry założoną tezą. Tezą, która mówi i prezentuje człowieka z gruntu złego, bez pytania o przyczyny tego stanu rzeczy. A szkoda.

Ryszard Kapuściński, w przedmowie do książki Pawła Smoleńskiego "Pochówek dla rezuna", napisał:
Mamy tu [południowo-wschodnia Polska – M.D.] do czynienia z najgorszym typem etnonacjonalizmu, to jest takim, w którym własną tożsamość grupową ustala się i definiuje poprzez wrogość do swojego sąsiada. (…) Przez te tereny po drugiej wojnie światowej przewaliła się krwawa i okrutna polsko-ukraińska wojna domowa, przetoczyły się nasze Bałkany i Kaszmir, nasza Irlandia i Hiszpania, pozostawiając do ślady do dziś głębokie, żywe i trwałe.

Na początku XX wieku nie ma bardziej zapomnianego przez Boga miejsca niż Galicja (szczególnie zaś jej południowo-wschodnia część). Tam właśnie w roku 1909 przychodzi na świat Stefan Bandera. Polska prowincja, gdzie po powstaniu już II RP istniały dość silne antagonizmy narodowościowe. Polacy, którzy właśnie odzyskali własne państwo, Ukraińcy (cześć ich), którym przyszło żyć pod naszym protektoratem. W tej napiętej atmosferze nie trudno o zaistnienie nacjonalistycznych skrajności. Bandera, który dorastał w poczuciu krzywdy, dość łatwo uległ narodowościowemu ekstremizmowi. Te doświadczenia popchnęły go do działania. Przywództwo w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zamachy na polskich polityków. W konsekwencji wyrok sądu i pobyt w polskim więzieniu. Kolaboracja z faszystowskimi Niemcami i wołyńska rzeź na Polakach oraz etniczne czystki w Małopolsce Wschodniej. Marzenie o wolnej Ukrainie, której wolność miały zapewnić okrutne i krwawe działania żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Lata wojenne i pobyt w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. W końcu monachijska emigracja i śmierć w 1959 roku z rąk agenta KGB, której konsekwencją była mitologizacja postaci ukraińskiego nacjonalisty. Z zapomnianego politycznego działacza, uczyniła zeń bohatera. Tyle odnajdujemy w książce. Starannie poukładane fakty, unikatowe fotografie i niepublikowane dotąd materiały to atuty tego wydawnictwa. Nielinearna kompozycja książki, której pierwszy takt stanowi owa zaskakująca śmierć. Dalej kolejne daty, nazwiska i wydarzenia, w których to sieci zbyt mało miejsca poświęcone zostało odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.

Bandera był faszystą i zbrodniarzem. W żadnym wypadku nie można określić go mianem bohatera. Zdaje się, że dla sprawy ukraińskiej zrobił więcej złego niż dobrego. Te fakty nie podlegają dyskusji. Lecz wybielanie przez autora strony polskiej, która nie mogła lub nie chciała poradzić sobie konstruktywnie z mniejszością ukraińską, to już rzecz zupełnie nie do przyjęcia. Bo w naszej, dość niestabilnej politycznie i ekonomicznie ojczyźnie także budziły się demony narodowościowe. Sprowadzenie więc represyjnych działań Polaków na terenach południowo-wschodniej Polski do rubaszności ułańskiej jest nad wyraz niestosowne. Tak samo jak niestosowne jest zapominanie o powojennej Akcji „Wisła”. Nie myli się zatem Kapuściński, który mówi o wyniszczającej wojnie domowej. Wszystko ma swoją przyczynę i wszystko ma też swój skutek. Szkoda, że w książce Romanowskiego zabrakło miejsca wyjaśniającego ową przyczynę. Pozostały tylko dość jednowymiarowo, z perspektywy wybitne polskiej potraktowane skutki. Bo jak pisze Smoleński:

Na Pogórzu nastały straszne czasy. Jeśli w poniedziałek polskie wojsko spaliło ukraińską wieś, we wtorek i środę UPA puszczała z dymem polską, w czwartek palili Polacy, w piątek – Ukraińcy. Nakręcał się krwawy, fanatyczny kołowrót, śmierć za śmierć.

Czas jest obosieczną bronią. Leczy rany, ale też utrwala pewne stereotypowe myślenie. Nie należy zapominać o działalności terrorystycznej Bandery, lecz pamiętać i próbować naprawić popełnione błędy we wzajemnych, szalenie trudnych, relacjach polsko-ukraińskich.

***

Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać"


Komentarze

  1. Co do "terrorysty z Galicji" jako "faktu historycznego" - pamiętam czasy gdy na przykład Jaser Arafat był terrorystą. Terrorystą był też swego czasu Józef Piłsudski niezależnie od tego jakimi eufemizmami próbuje się dzisiaj określać OB PPS. Mam wrażenie, że to co określasz mianem "faktu historycznego" to nie tyle fakt co punkt widzenia, który zależy od punktu siedzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlow - oczywiście masz rację. W jak najbardziej obiektywnym rozumieniu terroryzmu i nasza AK pewnie podpadła by pod tą terminologię. No i rzecz jasna wspomniany Piłsudski. Ale, że z Bandery był kawał niepospolitego drania (to rzecz jasna eufemizm) to już inna inszość. A był rzeczywiście i zdają sobie z tego sprawę także "mniej narodowi" Ukraińcy. Tak jak do świadomości Polaków dociera fakt, że żołnierze Ak również mają swoje za uszami (Smoleński). Rzeczywiście, wszystko zależy od punktu siedzenia-widzenia.

      Serdeczności moc :)

      Usuń
    2. Do oskarżenia AK o terroryzm jednak bym się nie posunął.

      Usuń
    3. Marlow - nie, nie oskarżenie, to brzmi zbyt mocno raczej stwierdzenie. Kurczę już nie pamiętam, gdzie to czytałam, ale właśnie, jeden z polskich historyków, mówił o kryteriach terroryzmu i wymienił właśnie naszą Armię Krajową... W tzw. obiektywnej terminologii pewnie wszystkie ruchy niepodległościowe wpisały by się w hasło terroryzm (A powstanie listopadowe?!). Dlatego masz zupełną rację, wszystko zależy od punktu widzenia. Dla niektórych Husajn był i jest bohaterem, dla niektórych dyktatorem. Podobnie z Banderą. Jeśli chodzi o politykę i kwestię państwowości/narodowości to bardzo, ale to bardzo wrażliwy temat. Bez dwóch zdań.

      Usuń
    4. No i pozdrawiam, rzecz jasna :)

      Usuń
  2. Ja kilka dni temu z tej serii przeczytałam biografię Niewiadomskiego, zabójcy Narutowicza,także bardzo kontrowersyjna. Zapowiada sie niezła, niebanalna seria, spojrzenie od drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aneto - mam nadzieję, że tom poświęcony Banderze był tylko złym posłańcem i reszta będzie zdecydowanie lepsza.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oceniałam książkę z pozycji laika, bo na 20-leciu międzywojennym baaardzo słabo sie znam. Ja jestem historyk od antyku:) Laikowi Niewiadomski się podobał. Ciekawie ukazana geneza, przebieg zamachu i sam proces od strony zamachowca i kwestia kto na prawdę był ofiarą.
      Historycy różnie tę pozycję oceniają, ja wypowiedziałam się jako laik totalny:)

      Usuń
  4. Chiałabym przeczytać książkę o Banderze napisaną przez ukraińskiego autora, ale nie jakiegoś nacjonalisty, tylko obiektywnego historyka. Polecam książki Mackiewicza - tam te ogolne prawdy są dobrze opisane przez pryzmat ludzi, którzy wtedy zyli i dokonywali wyborów - Ukraińcy, Polacy, Litwini, Białorusini - ile nacji tyle prawd.
    Pozdrawiam!
    banita

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałem jakiś czas temu i uważam niezależenie od jej wymowy ( i tego czy zgadzamy się z przedstawieniem przez autora poglądami i faktami) za ważny głos w dyskusji o trudnej, dramatycznej historii stosunków polsko -ukraińskich.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.