Cromwell i jego historia



Dodaj napis
Czas to rodzony brat historii. Historia (pojmowana jako dzieje kultury) zaś w swój charakter wpisaną ma sporą dawkę relatywizmu. Czas i historia to sprzymierzeńcy w walce o „prawdę absolutną i jedyną”. Dzieje widziane w kontekście czerni i bieli, z podziałem na dobre i złe postacie. Tak pojmowana przeszłość jest bezpieczna dla odbiorcy wyposażonego w gotowe już kalki kulturowe. Bez żadnego „ale”, nie może wywołać żadnej konsternacji i niepokoju. Idąc dalej tym tropem, historia ma w swoich przepastnych zbiorach bohaterów na wskroś złych. Taki Cromwell na przykład – istny diabeł wcielony (polecam uwadze hasło w polskiej Wikipedii). A jednak można inaczej. Bez wielowiekowego schematu. Pod prąd. I udowadnia to dwukrotna laureatka Nagrody Bookera Hilary Mantel, która w książce „Na szafocie” prezentuje całkiem inne oblicze doradcy Henryka VIII. Bowiem Cromwell, sportretowany przez brytyjską pisarkę, to człowiek obdarzony motywacją, siłą, współczuciem, bezwzględnością i rzecz jasna determinacją. To bohater, z którym dzielimy smutki i radości, z którym się utożsamiamy, któremu kibicujemy, na którego się złościmy i którego potrafimy zrozumieć. Wielka w tym zasługa autorki i jej talentu. Niezwykle sugestywna proza.

„Na szafocie” to opowieść o życiu angielskiego dworu za czasów panowania, wspomnianego już wyżej, Henryka VIII (tak, tak tego od 6 żon! ). A precyzyjniej, o małżeńskim epizodzie tegoż króla z Anną Boleyn. Epizodzie, który zachwiał całym ówczesnym chrześcijańskim światem i który doprowadził do rozłamu między Kościołem rzymskokatolickim a angielskiego tronem. Znana historia, która zakończyła się bardzo nieszczęśliwie dla głównej zainteresowanej - ścięciem („Zapłata za francuskiego kata wynosi ponad dwadzieścia trzy funty, wszelako jest to wydatek jednorazowy”) i nowym małżeństwem Henryka z Jane Seymour (z którą król zaręczył się dzień po śmierci Anny Boleyn a ożenił się dziesięć dni później!). Tę jak i inne historie z życia dynastii Tudorów poznajemy oczami samego Cromwella. Temu, trzeba przyznać bez dwóch zdań, wybitnemu politykowi zawierzona została cała warstwa narracyjna powieści. Dzięki tak, wydawać by się mogło, zaskakującemu posunięciu Mantel udało się nadać głównemu bohaterowi książki bardzo rzeczywisty wymiar. Cromwell to postać, która nie wzbudza w czytelniku niechęci, ale zrozumienie. To postać której zazdrości się demiurgicznych zdolność kreujących życie angielskiego dworu. Fascynujący obraz monarchii i mechanizmów rządzących władzą (tj. miłość i pieniądze – od lat bez zmian). Nie zawsze klarowny, czasami obrazoburczy („Zakonnicy twierdzą, że wiodą święte życie, cóż jednak świętego jest we wzajemnym macaniu się po jajach?”), ale przejmująco prawdziwy, ludzki.

Wydawać by się mogło, że Mantel w swojej powieści zastosowała tą samą sztuczkę co Jonathan Littell w „Łaskawych”, czyniąc antybohatera bohaterem pozytywnym. Lecz, gdy w przypadku Maxa Aue to raczej literacki populizm ukierunkowany na sensację, tak w przypadku brytyjskiej pisarki to zdecydowanie inny format kreacji. Bowiem poczynania Cromwella nie zostają usprawiedliwione, lecz wyjaśnione i opisane. Czytelnik ma duże pole do określenia swojego stanowiska. W książce Littella nie ma takiej możliwości.

„Na szafocie” to świetna powieść napisana z wielką dbałością o szczegóły, która zauroczy i pochłonie nie tylko miłośników historii. To powieść, która na pewno nie spodoba się fanom sienkiewiczowskiej martyrologii (szkoda, ze u nas nie pisze się takich powieści), ale za to ma szansę wzbudzić zachwyt u miłośników mocnej, rasowej prozy, którzy znudzeni są schematycznym postrzeganiem rzeczywistości. Soczysta literatura godna polecenia.

PS. A na koniec smaczek:

„Gdy Henryk wchodzi do niego, odsuwa się z krzesłem, by wstać. Król jednak macha ręką: nie przerywaj sobie. – Wasza królewska mość, Moskale wdarli się na trzysta mil w głąb Polski. Zginęło ponoć pięćdziesiąt tysięcy ludzi. – Ach – bąka Henryk. – Mam nadzieję, że biblioteki nie ucierpią zbytnio. Ani uczeni. Wśród Polaków jest wielu uczonych.”




***
Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać"




Komentarze

  1. Nie czytałem jeszcze tej powieści, ale swego czasu na BBC widziałem kapitalny program o Cromwellu z udziałem m.in.Hilary Mantel. Już wtedy zapragnąłem bardzo przeczytać jej dwie powieści, a dziś po Twoim opisie oraz smaczkowych cytatach pragnę tego jeszcze bardziej! Jeśli chodzi zaś o polskich autorów powieści historycznych polecam Elżbietę Cherezińską. Jakoś cicho o niej, a pisze naprawdę przepięknie. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaproponował muzycznego uzupełnienia do opisywanej wyżej lektury. Tym razem "Cromwell" Jacka Kaczmarskiego. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pietia - bardzo dziękuję za kolejne cromwellowskie tropy. Słyszałam o Cherezińskiej i nawet mam jej książkę w domu. Przeczytam - bez dwóch zdań. Serdeczności na weekend :)

      Usuń
  2. O, super! Zastanawiałam się nad nią. Dzięki za reckę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Całkiem zacnie pisze ta Mantel. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.