„Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” Jacek Hugo-Bader


[źródło]
Gdyby nasze talenty stały się nagle kwestią życzeniową – ja chciałabym dostać zdolności literackie i interpersonalne Jacka Hugo-Badera (zaraz potem Andrzeja Stasiuka, ale o tym innym razem). Dlaczego?! Bo facet imponuje mi nie tylko fenomenalnym talentem reporterskim, ale także swoją nieustępliwością, dociekliwością, odwagą i nieokiełznanym wyrażeniem emocji. Ja tak nie potrafię. W każdym razie, nie w spotkaniu z drugim człowiekiem. Szczygieł określił autora „Białej gorączki” jako osobę, która podczas zbierania materiałów wkłada nogę między drzwi. Ja, w kontekście książki „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” dodałabym jeszcze kilka sformułowań określających Badera: „sól w oku”, „piąte koło u wozu” – przykłady zresztą można mnożyć. Hugo-Bader porwał się na temat niepokojący, delikatny i, nie ma co ukrywać, interesujący i nośny medialnie. Pcha się z buciorami w życie osób, które właśnie doświadczyły ogromnej straty. Pcha się, gwoli wyjaśnienia, za zgodą Jacka Berbeki. Pcha się z egoistycznych pobudek poznania, opisania i zrozumienia „tematu”. A z tej nachalności i rozedrgania powstała mądra i odważna książka.

Wiele jest powodów dla których Hugo-Bader wraz z rodziną zmarłych himalaistów rusza pod Broad Peak. Ale przyczyna, dla której Jacek Berbeka, rodzice i narzeczona Tomka Kowalskiego udają się w podróż jest jedna – to chęć pożegnania i godnego pochówku najbliższych. A Bader swoim natręctwem i wszędobylstwem zakłóca spokój. Jedzie na wyprawę poszukiwawczą i pyta, pyta wciąż i nieustanie, a pytania jakie zadaje są nad wyraz trudne i bolesne dla rodzin zmarłych. Chociażby te, o zasadności wspinaczki, o sprzęt, o motywacje uczestników i ich przygotowanie, o braterstwo liny… . Rozmawia także z Adamem Bieleckim, próbuje skontaktować się z milczącym Arturem Małkiem – dwójką, która przeżyła, to historyczne, bo pierwsze zimowe wejście na szczyt góry. Chce wszystko poznać, dotknąć i zbadać kontekstowo. Wyrusza, gdyż jak sam pisze:

Bo jak wielu moich towarzyszy przyjechałem w te góry kompletnie rozbity. W drobny mak. W puch, pył. Na atomy. To połowa najbardziej powichrowanego, rozhulanego i niszczycielskiego roku w moim życiu, co teraz, kiedy zaczął się następny i piszę te słowa, wiem na pewno. Ale po jasna cholerę ja w ogóle o tym piszę? Może dlatego, że jak mawiał Joe McGinniss, amerykański mistrz reportażu, pisanie książki wymaga całkowitego, absolutnego zanurzenia się w temacie – i to bez względu na koszty, nawet jeśli oznacza to, że stajesz się częścią swojego opowiadania.

Drąży temat do bólu – swojego i uczestników wyprawy. Jest bezlitosny, ale też szczery i przekonujący w swej opowieści o Broad Peak. Ja mu wierzę i rozumiem. Piszę te ostatnie słowa, bo wydaję mi się, że w tej burzy wokół książki trzeba opowiedzieć się po której ze stron. Więc jeśli Wojciech Tochman krytycznie wypowiada się o swoim koledze po fachu, że chyba wykonujemy dwa różne zawody,  to jest w tym ziarno prawdy. Bo Bader, to ten, który zrobi wszystko, aby dotrzeć do sedna sprawy, a Tochman inaczej - delikatnie i taktownie względem bohaterów. [A swoją drogą, to chyba pierwszy rozdźwięk w gronie dziennikarzy „ Gazety Wyborczej”]. 

Książka warta uwagi, bo to jedna z tych pozycji, która niepokoi, jest kijem w mrowisko ułożonej literackiej i pozaliterackiej rzeczywistości. 

***
I jeszcze cytat, który nijak mi nie pasował do recenzji, a jest naprawdę świetny:

Uwielbiam. Po prostu uwielbiam mieć takie złachane łapy. To jest ten rodzaj dziecięcego zachwytu, z którym bachory zrywają i zjadają strupy z kolan i łokci, zdarte bąble z pięt, wyżerają poranną ropę z oczu i gile z nosa. Moje psy, chociaż stare, do dzisiaj wylizują sobie oczy nawzajem…

***
A w ramach uzupełnienia tematu polecam:

„Broad Peak. Niebo i piekło” Bartka Dobrocha, Przemysława Wilczyńskiego (recenzja niedługo).

Komentarze

  1. Właśnie zabieram się za "Długi film o miłości", a i "Niebo i piekło" mam w planach, choć ciekawa jestem Twojej recenzji - czy to się w ogóle da czytać. Niedawno mówiono w radiu o obu tych książkach, w "Poczytalnych" bodajże, ale o ile dla JHB niepotrzebne mi żadne rekomendacje, to co do drugiej - zawsze lepiej poznać opinie sprawdzonych blogerów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - "Niebo i piekło" jest zasadniczo inną książką, ale wartą uwagi. Bardziej merytoryczną i wyważoną. Myślę, że obie te lektury tworzą idealny tandem. A jeśli pytasz czy warto? To bez wątpienia - tak i to bardzo :) Serdeczności na długaśny weekend :)

      Usuń
  2. Burza wokół tej książki? Tochman krytycznie? Doprawdy, nie zauważyłam. Ale ostatnio jestem jakby obok jakiegokolwiek medialnego zgiełku, to może dlatego.
    Hugo-Bader, w odróżnieniu od Dobrocha i Wilczyńskiego, pod koniec ujawnia, moim zdaniem, to co myśli o tej sprawie - to może budzić kontrowersje. Poza tym niewątpliwie jest go w tej książce dużo; przywołany przez Ciebie cytat także mi zapadł w pamięć. Zastanawiałam się nawet, czy to dobrze, że napisał coś takiego, w końcu pisze o Takiej Tragedii, ale doszłam do wniosku, że ma do tego pełne prawo.
    Z obiektywnego punktu widzenia wolę Dobrocha i Wilczyńskiego, z literackiego - zdecydowanie Hugo-Badera. A mając do wyboru Tochmana i Hugo-Badera, także wybieram tego drugiego. Zdecydowanie jestem tendencyjna!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również stawiam na Badera- jest mi zdecydowanie bliższy, aczkolwiek książki Tochmana cenię bardzo wysoko (krytyczne uwagi pojawiły się na fb Tochmana a dość duża krytyka tekstu padła z ust Jacka Berbeki).. Bader piszę i działa emocjami i ja to lubię, i ja to kupuję, bo wydaję mi się, że przez to jest bardziej mój, bardziej "oswojony". Tu również zgoda - "Niebo i piekło" jest świetne pod względem faktograficznym a Bader literackim. I tak jak napisałam Ewie - obie te książki tworzą doskonały tandem. Obie są dobre.

      Serdeczności na długaśny weekend :)

      Usuń
    2. Komu długi weekend, temu długi weekend, ale cieszę się Twoim szczęściem:)
      Dopiero dziś udało mi się przeczytać rozmowę z JHB w Dwutygodniku i - niestety - muszę się zgodzić z Wojciechem Tochmanem. Jego komentarz na fb odnosił się zresztą moim zdaniem do tej rozmowy, a nie do samej książki. Mam wrażenie, że JHB bardzo się pogubił i nieco smutno mi się zrobiło. Wolałabym chyba tego nie czytać.
      Nie zmienia to jednak mojej oceny samej jego książki i tego, że ostatecznie uważam, że miał prawo tak ją napisać. Pojechał tam, jak sam mówi, za zgodą Jacka Berbeki; rodzice i narzeczona Tomasza Kowalskiego także wiedzieli że tam jest i po co to robi, zdaje się, że żona i synowie Macieja Berbeki również. Skoro PZA mógł napisać swój raport, także i JHB - jako osoba, która wlazła na te kilka tysięcy metrów i spędziła tam kilkadziesiąt dni w sytuacji niemal ekstremalnej - miał pełne prawo napisać taką książkę.
      Moje prywatne i całkowicie subiektywne zdanie jest takie, że być może lepiej byłoby, gdyby JHB nie musiał teraz promować swojej książki. Przydałby się spokój i dystans. Ale powrót z Broad Peak, jak widać, jest zawsze długi i bardzo trudny.

      Usuń
    3. Momarta - przepraszam za długie milczenie.
      Zgadzam się z Tobą, Pojechał - miał prawo. Napisał - też miał prawo. Niepokoi mnie tylko fakt, że oskarża się JHB o plagiat. Podobno są mocne dowody. Zobaczmy jak się sprawa potoczy, bo boję się o konsekwencje.... Serdeczności, M.

      Usuń
  3. Gdy usłyszałam o tej książce, zdziwiłam się, że zabrał się za taki "gorący" jeszcze temat, emocje na pewno są jeszcze żywe dla najbardziej zainteresowanych. Nie chciałam jej czytać. Jednak jakiś czas temu wysłuchałam wywiadu z Baderem w radiu tok fm i jednak się przekonałam po jego słowach, choć trochę mu się w studiu dostało po głowie. Czytane fragmenty też były interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kornwalio - po pierwsze - przepraszam za długie milczenie. Po drugie, myślę, że tekst jest świetny, ale nie wiem czy wart konsekwencji - teraz naszła mnie taka refleksja. I ta sprawa z plagiatem...JHB ciężko odchoruje ten reportaż...Serdeczności, M.

      Usuń
  4. Mnie trochę zmartwiła informacja, że może to byćplagiat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oisaj, a czytałeś ten tekst w TP i obie książki? Mówimy o dwóch dość obszernych książkach, a zarzut - niewykluczone, że zasadny - dotyczy kilku zdań. Ale po Twoim komentarzu widać, że chwytliwy tytuł ("Plagiat na Broad Peak?") przynosi zamierzony rezultat - tworzy się złudzenie, że cała książka jest plagiatem i mało komu chce się zastanawiać nad tym o co chodzi naprawdę. Łatwiej jest przekreślić całą książkę. Smutne to.

      Usuń
    2. Momarta, Oisaj- czytałam obie książki i jak na razie artykuł w "GW". Muszę sięgnąć do tego z TP. Zobaczymy jak sprawa się potoczy. Ja odebrałam książkę Badera jako kawał dobrego i nad wyraz emocjonalnego reportażu (na plus) a drugą jako podkładkę merytoryczną - także bardzo dobrą. Poczekamy... Serdeczności - raz jeszcze. M.

      Usuń
    3. Jeśli masz ochotę, w swoim ostatnim poście zebrałam większość linków dotyczących całej sprawy. To, co robi TP nie podoba mi się znacznie bardziej niż to, że - prawdopodobnie - JHB popełnił poważny błąd, polegający na tym, że nie podał źródła kilku - sporne, czy istotnych, czy nie - informacji i tego, że w zasadzie posłużył się cytatem.
      Akurat artykułu w GW nie czytałam (chyba że masz na myśli felieton Tochmana), ale cała sprawa zajmuje mnie dlatego, że jak na dłoni pokazuje, że a) nie potrafimy w sposób wyważony rozmawiać o trudnych sprawach; b) w upraszczaniu doszliśmy już stanowczo zbyt daleko.
      Uściski:)

      Usuń
  5. Momarta - dzięki za link. Zgadzam się - trudne sprawy nas (społeczeństwo) przerastają. Uproszczenia dają poczucie bezpieczeństwa, a stereotypy pozwalają przetrwać. Pozostaje tylko przeczekać burzę...

    OdpowiedzUsuń
  6. To może i ja dorzucę swoje trzy grosze. Czy to nie jest trochę tak, że sam JHB jest trochę winny tej całej burzy wokół książki? Fakt, temat jest kontrowersyjny i świeży, ale mam wrażenie, że to raczej jego sposób pisania o Broad Peak generuje w ludziach jakieś negatywne emocje. Dla mnie za dużo jest w tej książce samego autora, jakby był tutaj głównym bohaterem, a nie reportażystą, to jego bieganie z kamerą, układanie haseł z kamieni, kłótnie i nietrafione sformułowania. Trochę chyba rozumiem, o co chodziło Tochmanowi, kiedy pisał, że chyba uprawiają z JHB inne zawody.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.