Matematyka i inne demony


Gliny nigdy nie mówią do widzenia. Zawsze mają nadzieję, że cię jeszcze ujrzą u siebie - przekonuje bohater książki Raymonda Chandlera „Długie pożegnanie”. To życzenie w przypadku Edwarda Popielskiego jest zdecydowanie obustronne. Raduje się literacka część ludzkości (tzw. czytająca mniejszość), ponieważ ukazała się właśnie książka Marka Krajewskiego „Władca liczb”, kolejny tom przygód do niedawna jeszcze lwowskiego, a już teraz wrocławskiego policjanta/ prywatnego detektywa/ pełnomocnika procesowego. Ale ab ovo.

Wrocław, lato 1956 roku. Edward Popielski ponownie przemierza i penetruje ulice miasta po to, żeby wszechświat mógł powrócić do równowagi, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Sprawa, której podejmuje się tym razem, za przyzwoleniem swojego obecnego pracodawcy mecenasa Aleksandra Becka, z początku wydaje się być tylko błahostką, raptem niegroźnym szantażem, kolejnym zleceniem zbytnio nieodbiegającym od dotychczasowych zajęć pełnomocnika. Zleceniodawca, przedwojenny arystokrata, dżentelmen o nienagannych manierach, hrabia Władysław Zaranek-Plater powierza mu dość intratne, ale też delikatne zadanie. Popielski ma udowodnić chorobę psychiczną jego brata Eugeniusza. A Eugeniusz to ekscentryk, matematyczny geniusz, który równaniami matematycznymi próbuje przekonać otoczenie, że fala samobójstw mieszkańców Wrocławia jest spowodowana działaniem Belmispara vel Władcy liczb. Uznanie Eugeniusza za człowieka chorego pozwoli przejąć hrabiemu Władysławowi spadek należny bratu. Stawka jest wysoka, a z pozoru proste zadanie okazuje się skomplikowanym matematycznym działaniem, którego rozwiązanie może uwolnić demoniczne siły. Ale Popielski już zwęszył trop. Alea iacta est.

Powojenny Wrocław i nie zawsze dżentelmeńskie, lecz skuteczne maniery siedemdziesięcioletniego Edwarda Popielskiego. Okultyzm i matematyka. Miejski półświatek i precyzja topograficzna. Języki, klamra czasowa i dynamiczna fabuła. Dobrze znane i cenione elementy konstrukcyjne powieści Krajewskiego i tym razem cieszą oko i umysł czytelnika. „Władca liczb” to kolejna zacna powieść wrocławskiego autora, w której odnajduje się dobrze znaną i oczekiwaną melodię. Czyta się z zawrotną szybkością, angażując wszystkie zmysły. Popielski/ Krajewski/ Mock - Cura, ut valeas!

***
Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać" 
***
To mój pierwszy wrzesień, gdy nie pracuję w szkole. I powiem wam w sekrecie, że mimo początkowych obaw, jest mi z tym niespodziewanie i szalenie dobrze! ;)
Muzyka!

Komentarze

  1. Nie do wiary, że Popielski ma 70 lat... ale ten czas leci.
    Mam nadzieję, że dam radę tym liczbom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz Jane, że jak rozwiążesz zagadkę matematyczną to uwolnisz demony? ;)

      Już zdążyłam zaprzyjaźnić się z Popielskim przez te wszystkie lata, liczne spotkania...Ale podobno powraca Mock. Nie w kolejnej książce, ale następnej. Już zacieram łapki i przebieram nogami, bo nie mogę się doczekać :) Chyba jednak Mock jest moim faworytem.

      Usuń
  2. Świetna książka! Bardzo podoba mi się pomysł, tylko ciągle zapominam sprawdzić, czy przypadkiem nie mieszkam w punkcie Belmispara. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihhihihhihi...Faktycznie - mogą być kłopoty! ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.