(Nie)pamięć miasta. "Białystok. Biała siła, czarna pamięć" Marcin Kącki



Reportaż otwiera informacja o nasypie linii kolejowej Warszawa-Białystok, który „wzmocniony” zostały ciałami żydowskich dzieci. Dzieci, które zrozpaczeni rodzicie w akcie desperacji wyrzucali przez maleńkie okna wagonów towarowych. Niewiele z nich jednak przeżyło. Do tych nielicznych należy L., która miała raptem kilka lat, gdy jej rodzinę wywieziono do Treblinki. Ona przeżyła i została w Białymstoku - jako jedna z nielicznych osób pochodzenia żydowskiego: Wychodzę z klatki schodowej, chcę jeszcze raz wrócić na górę. Na ścianie sąsiedniego bloku widzę machnięte sprejem swastyki, każda na metr. Widzi je też codziennie żydowska, ocalała dziewczynka. Odchodzę.

Niewielu pamięta, lub inaczej, niewielu chcę pamiętać, że przed wojną Żydzi nie tylko mieszkali w Białymstoku, ale Żydzi byli Białymstokiem - stanowili zdecydowaną większość mieszkańców miasta. I że to właśnie tu powstał język esperanto, który w zamyśle jego twórcy, Żyda Ludwik Zamenhofa, miał ułatwić komunikację w tym nad wyraz zróżnicowanym tyglu kulturowym. O tym także, albo przede wszystkim o tym, pisze Kącki: o amnezji i wyrzeczeniu się przez obecnych mieszkańców Białegostoku pamięci o jego dawnych lokatorach:

Białystok (… ) ma problemy z tożsamością, bo po wojnie napisał historię na nowo, bez menory i mezuzy.

To histeryczne poszukiwanie własnej tożsamości, wyparcie przeszłości i brak dostatecznej wiedzy przerodził się w rosnącą fale przemocy i nienawiści, która zyskuje na sile zawsze, gdy tylko wspomniana zostaje żydowska przeszłość Białegostoku. Gdy próbuje się w podejmować inicjatywy inne niż te związane ściśle z katolicyzmem i źle pojmowanym patriotyzmem. Gdy podejmuje się próby stworzenia muzeum twórcy esperanto. Gdy próbuje się podjąć dialog na temat zdarzeń w Jedwabnym… etc.:

Gdzie zaczynają się groby żydowskie w parku? – pytam Bałasza, który zasypał je w 1954. - Pod pomnikiem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Nieopodal nadal stoi plansza z regulaminem. Punkt pierwszy. Park przeznaczony jest do wypoczynku.

Kącki pisze, że współczesny Białystok jest miastem wybitnie homogenicznym. Nie ma tu miejsca na żadną „inność”: czy mówimy o wyznaniu, kolorze skóry, czy orientacji seksualnej. Wszelkie oddolne działania mające na celu zmianę tego stanu rzeczy, są za cichym przyzwoleniem Kościoła i władzy, duszone w zarodku. Trzeba niezwykłej odwagi, taką jaką posiada na przykład profesor Marian Szamatowicz, który w roku 1987 dokonał pierwszego w Polsce udanego zabiegu zapłodnienia kobiety metodą in vitro, żeby trwać i „robić swoje”, mimo zewnętrznych nacisków.

„Białystok. Biała siła, czarna pamięć” to książka zarówno wybitna, jak i przerażająca. Reportaż memento, który dosadnie przedstawia niebezpieczeństwa fanatyzmu, i który także jasno daje do zrozumienia, że łączenie pojęcia patriotyzmu z faszyzmem jest olbrzymim nieporozumieniem. Książka Kąckiego, to także kolejna (zobacz: „Biedni Polacy patrzą na Getto” Jana Błońskiego, „Wielka Trwoga” Marcina Zaremby, czy wydana niedawno: „Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie” Timothy Snydera) próba przypomnienia o trudnej, polskiej historii i rozliczenia się z jej wstydliwym aspektem.


*** 
Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać"



Komentarze

  1. Białystok rzeczywiście napisał swoją historię na nowo. Jest też grupa ludzi, którzy chcą pamiętać o żydowskim dziedzictwie miasta, odkrywać je, upowszechniać o nim wiedzę. Prawdą jest jednak, że Białystok jest miastem bardzo homogenicznym i bardzo konserwatywnym, chociaż, paradoksalnie, kreuje się na miasto wielokulturowe - zdjęcia z festiwali mniejszości wyglądają bardzo ładnie i fajnie sobie popodrygiwać na rynku przy dźwiękach muzyk folkowej. Ale prawda jest taka, że postawy ksenofobiczne są na porządku dziennym, a ludzie nie chcą słyszeć, że takie są. Książka została bardzo negatywnie przyjęta w Białymstoku, przeważa opinia, że jest tendencyjna i "komuś zależy, żeby przyprawić miastu łatkę". Ale jest prawdziwa. Warto się jednak przyjrzeć i innym miastom, bo Białystok znajdziemy również w nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grandella - bardzo dziękuję za twój komentarz. Zgadzam się z Tobą w 100%, że Białystok jest jednym z wielu miejsc, gdzie ksenofobia jest na porządku dzienny - chociażby 'mój" Poznań i marsze przeciwko dzielnicy muzułmańskiej w mieście. Zresztą to problem, który dotyczy całej Polski i nowa władza temu niestety przyklaskuje. Zresztą w Europie nazizm ma się także coraz lepiej...niestety!. Znamienna i wybitnie ciekawa jest jednak przeszłość Białegostoku - żydowskie korzenie, czego my w Poznaniu praktycznie nie znamy...wydaje mi się, że z tego Białystok powinien czerpać siłę...chociaż pewnie jest to myślenie mocno ideowe.

      Usuń
    2. Myślimy podobnie. Białostoczanie mają problem z tożsamością, z jednej strony duma z miasta, bo robi się coraz lepsze do życia, z drugiej strony kompleksy i poczucie, że brak pracy. W moim przekonaniu, nie ma tu właściwie konfliktów na linii katolicy - prawosławni - tatarzy. Jest też sporo studentów z innych krajów i z nimi już bywa niestety różnie, a dominująca postawa, to tak naprawdę "jestem tolerancyjny/a, ale..."

      Usuń
  2. Lubię Kąckiego, według mnie jest jednym z najlepszych śledczych reporterów, jego książki są mocne, ale mają jedną wadę - są pisane z tezą, choć dla niewprawnego czytelnika jest ona dobrze zawoalowana. Zamierzam przeczytać "Białystok" bo czytam wszystko Kąckiego, ale podchodzę do jego książek z dystansem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię Kąckiego :) Myślisz, że z tezą?! Mnie się wydaję, że to raczej chodzi o ukazanie pewnego zjawiska w pigułce. Nie unika opisywanie dobrych stron miasta...A może kurczę to wszystko tak straszne właśnie jest? Grandella komentarz wyżej pisze, że to wszystko prawda :(

      Usuń
  3. Odkąd usłyszałam o tym nowym reportażu Kąckiego od razu zapragnęłam go przeczytać. Z Białegostoku pochodzi kilkoro moich znajomych, nie zawsze mówią zbyt dobrze o swoim mieście, chociaż wiadomo, że za nim tęsknią.
    Ale takich fanatycznych zachowań nie trzeba szukać daleko. Moje miasto sławne jest ostatnio z hasła "Oni jeszcze nie wiedzą, że w Krakowie mamy maczety, a nie meczety". I chociaż nie popieram tego całego imigranckiego bagna, w jakie chce nas wcisnąć Zachodnia Europa, to jednak przecież nie mogę przejść obojętnie, gdy jakieś świry "dla zasady" atakują wszystkich, którzy się jakoś wyróżniają.

    Oczywiście są dwie strony medalu, każdy ma swoje racje, ale jestem jednak za tym, aby działać i myśleć w cywilizowany sposób. I mam nadzieję, że "Białystok" też do tego skłania.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.