Nudno jest. Kilka słów o "Zbrodni w szkarłacie" Katarzyny Kwiatkowskiej

[źródło]
Mam stosunek mocno ambiwalentny do książki Kwiatkowskiej. Bo z jednej strony moja wielkopolska dusza krzyczy: Cudownie! I nasz region doczekał się kryminalnej serii retro, z drugiej zaś: książka ta jest szalenie (i tu zadrżała mi ręka) nudna i schematyczna. I wybaczcie, ale oczywiste nawiązanie przez Kwiatkowską do Agathy Christie, tudzież do sir Arthura Conan Doyle'a (zresztą wspomnieć choćby tytułu „Studium w szkarłacie” lub jasno określony tok fabularny), w tym konkretnym przypadku, jednak nie będzie komplementem. Bo zauważmy – wcześniej wymienieni twórcy pisali już jakieś czas temu i w literaturze, tak samo zresztą jak dla przykładu: w nauce i technologii, wiele się zmieniło. Być może mój sarkazm i ironia są na wyrost, ale nic mnie tak nie denerwuję jak złamana obietnica – a po opisie i informacjach promocyjnych myślałam, że zostanie mi uchylone literackie niebo. I pal licho, że Kwiatkowska szafuje ogranymi schematami kryminalnymi, że spłyca: i bohaterów, i fabułę, ale ten naiwny czarno-biały świat jest nie do udźwignięcia na dłuższą metę. Dobrzy Polacy patrzą wilkiem na złych Prusaków! Olaboga!

Jest rok 1900. We dworze w Jeziorach pod Poznaniem trwają nerwowe przygotowania do ślubu dziedziczki: piękniej, polskiej, inteligentnej Heleny. Jednakże na uroczystość zaślubin cieniem kładzie się nie tylko trup jegomościa z pod ciemnej gwiazdy, ale także długi właściciela, które mogą doprowadzić do konfiskaty majątku. Na szczęście, pojawia się dzielny krewny Jan Morawski, który pasjami rozwiązuje zagadki kryminalne mając do pomocy wiernego i oddanego kamerdynera. W tle majaczy dobrze ukryty skarb dziadka, którego bezskutecznie poszukują wszyscy mieszkańcy domostwa. Na dokładkę jest jeszcze kilka niekiepskich wątków faktograficznych, które mile łechtają każdego Wielkopolanina.

Wielkim plusem książki jest zatem to, co dzieje się w przestrzeni historycznej. Mamy Wielkopolskę, której mieszkańcy walczą  z zaborcą ciężką pracą i paragrafami. Mamy postacie autentyczne, jak chociażby rodzinę Turnów z Objezierza (miejscowość oddalona od mojego rodzinnego domu o 10 km), mamy autentyczną kuchnię z przełomu wieków, jest i słownictwo przynależne naszemu regionowi (wspomnieć chociażby sławetne „zakluczyć drzwi”). Co godne odnotowania, jest również ciekawy zabieg fabularnym: niecierpliwe i skondensowane przygotowania do wesela ściśle wiążą się z punktem kulminacyjnym powieści. Co zatem nie gra oprócz wyżej wymienionego schematyzmu? Milusiństwo. To jest kryminał pisany z myślą o haftującym i szydełkującym odbiorcy. O Pannie Marple, która chadza na ploteczki do sąsiadów. I jeśli dla przykładu, polski właściciel traci majątek, to jest to nieszczęśliwy przypadek – jego jakże urocza niefrasobliwość. Jeśli giną bohaterowie, to dobrze się dzieje, gdyż ich podły charakter zasłużył na eksterminację. Jest różowo, mdło, nudno. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, lubisz prace ręczne, to polecam. Jeśli zaś oczekujesz mrocznego kryminału rodem ze Lwowa, czy Wrocławia (patrz: casus Krajewskiego, który zresztą udziela się nao kładce [sic!]) – to daj sobie spokój.

Pierwsze trzy zdania książki:
Dwa kruki przysiadł na stojącej przy dworze szubienicy i zaczęły wykrzykiwać swe proroctwa. Z wiszącego tuż nad nimi ołowianego nieba skraplało się coś, co nie spadało na ziemię, lecz zastygało w powietrzu, osiadało na skórze, przenikało odzież. Jan się skrzywił.

***
Szanowni Państwo, od dziś wprowadzam nową, świecką praktykę, która mam nadzieję stanie się tradycją - z każdej recenzowanej książki zacytuję trzy pierwsze zdania.

Ponadto: dobrego weekendu! 

 

Komentarze

  1. Haftuję i szydełkuję..., ale nie przeczytam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwonko Kochana, to podpadłam ;) Ależ ty jesteś wyjątkowa i odbiegasz od stereotypu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie lubię takie polski klimaty, dwór, wieś i te sprawy ;) Ale te schematy, o których piszesz, raczej nie zachęcają. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chociaż jestem wiejska dziewucha (!), to jednak w tym konkretnym przypadku było zbyt swojsko i znajomo :) Ale może akurat lektura trafiła niedobry czas.

      Usuń
  4. Nie miałem okazji czytać książek pani Kwiatkowskiej, więc do dyskusji na temat się nie włączę. Ale jeśli o kryminały retro chodzi, to Wielkopolska pominięta nie została! Jest przecież Ćwirlej, który świetną serię napisał może nie aż tak bardzo retro, bo osadzoną w realiach PRLu (choć to już dziś też dla wielu prehistoria) a ostatnio wyszła pierwsza część serii całkiem nowej - 'Tam ci będzie lepiej' - której akcja toczy się w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Tej pozycji jeszcze nie poznałem, ale nadrobię przy pierwszej okazji, bo Ćwirlej pisze świetnie, z humorem i ta jego podróż w czasie może - mam nadzieję - przynieść świetne efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie jeśli chodzi o kryminał retro to mówi się o dwudziestoleciu międzywojennym. Jeśli zaś chodzi o "Tam ci będzie lepiej" Ćwirleja to byłam redaktorem prowadzącym tej książki :) - ale ukazała się ona po Kwiatkowskiej - stąd moja wielka nadzieja wiązana akurat ze "Zbrodnią w szkarłacie". Dlatego właśnie jej oddałam laur pierwszeństwa :)

      Usuń
  5. Mnie się te didaskalia wszelkie mocno podobały. Przygotowania do ślubu, wątki towarzyskie i patriotyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. didaskalia jak najbardzieji cały kontekst historyczny i owszem, ale fabuła...:) nie na moje nerwy ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.