Z herezją mu do twarzy. "Więcej krwi" Jo Nesbø

[źródło]
Po interesującej i intrygującej króciutkiej powieści „Krew na śniegu” Nesbø ponownie zaskakuje. Zdaje się bowiem, że na dobre oswoił się oraz poczuł się pewnie na gruncie literatury zgoła innej niż ta, której zawdzięcza sławę i blichtr (ku oburzeniu wielu, ku radości także wielu). Zatem niech książkę odłożą na półkę ci, którzy mają nadzieję na rasowy kryminał, bo ta książka nim rzeczywiście nie jest. Albo inaczej, niech biorąc do ręki mini powieść „Więcej krwi” uruchomią tej rodzaj literackiej percepcji, która odpowiada za literaturę zgoła odmienną: bardziej klasyczną i piękną, zaryzykować wręcz można stwierdzenie, że za gatunek zwany przypowieścią. I choć książka ta, z kryminałem nie ma rzeczywiście zbyt wiele wspólnego, to i tak czyta się ją sprawnie i całkiem przyjemnie, a i krwi, zresztą jak sugeruję sam tytuł, w niej co nie miara (to być może dobry argument dla tych nieprzekonanych!). Zresztą Nesbø nie poskąpił czytelnikom motywów tak lubianych i znanych ze swoich poprzednich książek: fatalizm; niespełniona i trudna miłość; skomplikowany osobowościowo głównych bohater, którego trudno nazwać uosobieniem dobroci; klimat północy.

„Więcej krwi” to opowieść o człowieku, który ucieka przed śmiercią a odnajduje… miłość. Przed śmiercią, którą uosabia Rybak – gangster, który trzęsie całym Oslo. Jon, główny bohater, trafia ostatecznie na daleką, norweską północ. Jest zdesperowany i jedynie czego pragnie to spokój. Jednak, gdy trafia, wydawać by się mogło na zupełne pustkowie, w kościele spotyka zjawiskową Leę, samotną matkę oraz jej syn, Knuta. Koniec jednej historii jest oczywiście początkiem drugiej, ale jak sugeruje bohater, z którego perspektywy poznajemy całą historię: Wiem tylko, że tu i teraz jest idealnie. Że teraz znalazłem się w miejscu, w którym zawsze pragnąłem się znaleźć. W drodze, mimo wszystko u celu. Że jestem gotów. Gotów odważyć się na kolejną przegraną. Przypowieść Nesbø, to przypowieść zatem o życiu, śmierci i miłości. Ale także o tym, że jesteśmy kreatorami własnej rzeczywistości.

Najnowsza książka autora „Policji”, mimo głosów sceptycznych i takich, których oskarżają Nesbø o kryminalną herezję, to całkiem przyjemna rzecz. Napisana z humorem i przekorą, zwięzła i frapująca lektura i wbrew pozorom - bardzo, ale to bardzo w stylu Norwega.

*** 
Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać"

***

Komentarze

  1. Mnie się też bardzo ta seria podoba, chociaż nadal jestem fanką Harry'ego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również pozostaje jego oddaną czytelniczką :)

      Usuń
  2. Ode mnie pytanie na marginesie - czy nie uważasz, że okładka jest nieco zwodnicza? Na pierwszy rzut oka wygląda po prostu na kolejną książkę z serii głównej. Nawet tagline utwierdza w tym przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się. Książka powinna być opakowana w zupełnie inna szatę graficzną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekając na Makbetha w wersji Nesbo, sięgnę pewnie po tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tak osobowości bohaterów u Nesbo są bardzo oryginalne

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.