Podróżnikowi przystoi samotność.* "Ostatni pociąg do Zona Verde. Lądem z Kapsztadu do Angoli" Paul Theroux

Wiedząc, że powrót do Afryki raczej już nie wchodzi w grę – w końcu ile mogą znieść te kości – pragnąłem patrzeć możliwie najuważniej. Nic nie było błahe, wszystko miało sens i wszystko, co widziałem, znaczyło więcej niż kiedykolwiek przedtem.

Theroux po dziesięciu latach znów jest w Afryce. Matuzalem podróży i bezdroży wszelakich, wyga i rutyniarz wędrówek w nieznane i niebezpieczne, który w wieku ponad siedemdziesięciu lat zapragnął, być może po raz ostatni, powłóczyć się po afrykańskich rejonach, które przeciętny turysta omija szerokim łukiem, a o których też przewodniki wolą milczeć. Mając w pamięci swoją wielką afrykańską wyprawę, która zaowocowała świetną książką „Safari mrocznej gwiazdy. Lądem z Kairu do Kapsztadu”, tym razem rozpoczyna podróż w Kapsztadzie właśnie, potem rusza na północ przez RPA, Namibię, by w końcu trafić do Angoli. Theroux, świadom swego wieku i ograniczeń, ze znaną sobie ironią i dystansem, rusza, aby jeszcze raz doświadczyć afrykańskiej „magii”: trudności i biedy, kurzu i brudu, pozostałych resztek kultury plemiennej, korupcji, niesprawiedliwości, wyzysku, otwartości, gościnności, i w końcu: Zona verde – eufemizm buszu, czyli wszystko co nie jest miastem – ogarnia Afrykę, którą kocham.

Za Goethem Theroux powtarza: Nie po to wybrałam się w tę cudowna podróż, by sam siebie oszukiwać, lecz by siebie lepiej poznać w oglądanych przedmiotach. – „Ostatni pociąg do Zona Verde”, to jedna z najbardziej autorefleksyjnych i refleksyjnych w ogóle książek autora. Stanowiąca osobiste pożegnanie z kontynentem, w której autor dobitnie dzieli się swoim przekonaniem o szkodliwości współczesnych mechanizmów politycznych, rozpacza nad kresem kultury plemiennej, wyraża sceptycyzm względem pomocy humanitarnej. Wyrusza, jak zwykle zresztą, pełen optymizmu i nadziei (zatarg z pogranicznikiem na granicy namibijsko - angolskiej nazywa doświadczeniem pouczającym i wzbogacającym), głuchy na uwagi o niebezpieczeństwie („Zgłupiałeś?”, pytali znajomi, ale skoro do tej Angoli tak trudno się dostać, byłem strasznie ciekaw, co tam jest). Lecz tym razem obok zachwytów pojawia się też głębokie rozczarowanie: angolską rzeczywistością (w kontekście tamtejszych slumsów padają słowa: tak wygląda koniec świata) oraz własnym brakiem zaangażowania i sił. Theroux w Luandzie zawraca. Nie widzi sensu brnąć dalej – samotna, bezkresna podróż tam właśnie ma swój kres. Autor uboższy o skradzione mu Namibii 48 tysięcy dolarów, w żałobie po stracie trzech bliskich osób poznanych podczas wyprawy - nie widzi sensu brnąć dalej. Doświadczył czego miał doświadczyć – wraca do siebie, do bliskich, do żywych (Wyprawa w nieznane jest podobna do umierania – człowiek z czasem karleje w oczach najbliższych).

Theroux zachwyca – bardziej niż zawsze. Ten elokwentny gawędziarz, erudyta i bezkompromisowy podróżnik stworzył książkę bezmiar wspaniałą. Odartą z pozerstwa i fałszu. „Ostatni pociąg do Zona Verde” to jedna z najlepszych książek w dorobku autora.

***
Recenzja opublikowana pierwotnie na portalu "Lubimy Czytać"




*Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Komentarze

  1. Udając się niedawno w dłuższą podróż pociągiem zastanawiałem się co kupić, czy "Maski Afryki" Naipaula czy właśnie książkę Theroux. Naipaula nie zdzierżyłem a z tego co piszesz o "Ostatnim pociągu..." wynika, że to był wybór między dżumą a cholerą i obie wyglądają mi na nieodległe od "W syberyjskich lasach" Tessona, kwintesencji podróżniczej grafomanii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodałabym do tej grafomanii jeszcze megalomanię :) Z Theroux jest tak, że albo się go wielbi, albo zupełnie odrzuca. Jest specyficzny z tym swoim wiecznym malkontenctwem, kwestionowaniem zasadności pomocy humanitarnej, trzeźwym spojrzeniem na turystykę...Ale trzeba jednak spróbować, żeby się przekonać, prawda? ;)
      PS Gdyby wszyscy podróżnicy byli takimi "grafomanami" to czytelnicy mieliby ogromnego farta! :)

      Usuń
    2. Farta?! To pewnie zależy od czytelników :-) Dla niektórych te jeremiady "nad kresem kultury plemiennej", o których wspominasz, to po prostu sprzedawanie sprężonego powietrza by nie nazwać tego bardziej dosadnie :-)

      Usuń
  2. Theroux i jeremiady? Ha, ha, ha! A to dopiero udany wniosek z lektury nieprzeczytanej;) Ironia, kontestowanie rzeczywistości, nonkonformizm... to cały Theroux. Jest inny, dlatego go tak lubię i o żadnym sprzężonym powietrzu mowy być nie może. Nie namawiam do lektury, bo autora skreśliłeś od razu i obawiam się (nie poprawka: wiem to na pewno), że twoje wnioski z lektury będą miażdżące.

    A jak mawiała moja śp. babka: "Każdemu według potrzeb". Widocznie, co wynika z twojej wypowiedzi, moje nie dorastają do twoich pięt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Theroux "rozpacza nad kresem kultury plemiennej" - to z lektury Twojego wpisu. Nie pasuje Ci słowo jeremiada na określenie rozpaczy? W porządku, zostańmy przy rozpaczy Amerykanina, który przyleciał do Afryki na wycieczkę i jest zawiedziony, że w XXI wieku nie ma już struktur społecznych w takiej formie w jakiej występowały w XIX w. Chyba, że jego rozpacz, o której piszesz to ironia - w takim razie cofam wszystko.

      Usuń
    2. Tak, to jest ironia i cudzysłów w słowie "magia" też takową jest. Z lektury mojego wpisu:

      "Theroux, świadom swego wieku i ograniczeń, ze znaną sobie ironią i dystansem, rusza, aby jeszcze raz doświadczyć afrykańskiej „magii”: trudności i biedy, kurzu i brudu, pozostałych resztek kultury plemiennej, korupcji, niesprawiedliwości, wyzysku, otwartości, gościnności, i w końcu: Zona verde – eufemizm buszu, czyli wszystko co nie jest miastem – ogarnia Afrykę, którą kocham."

      Usuń
    3. A to przepraszam i "zwracam honor". Rzeczywiście trudno uwierzyć by ktoś na poważnie mógł rozpaczać, że ludzie nie żyją tak jak wiek czy półtora wieku temu albo na serio mógł wyrażać "sceptycyzm względem pomocy humanitarnej". Ale skoro ta rozpacz i ten sceptycyzm to tylko ironia ze strony Theroux, więc zapewne źle odczytałem Twój wpis i w takim razie czuję się zachęcony do lektur "Ostatniego pociągu..."

      Usuń
    4. :) Na początek polecam wcześniejsze publikacje autora np. "Safari mrocznej gwiazdy...".

      Mam nadzieję, że jednak się spodoba ;) (napisałam to z duszą na ramieniu, bo teraz będę z niecierpliwością wypatrywać recenzji ;) )

      Usuń
  3. Ha, też miałem pytać o tę rozpacz na kulturą plemienną. A samą recenzją poczułem się mocno zachęcony. Niedługo będę czytał "Ducha króla Leopolda", a Theroux wydaje się być ciekawym uzupełnieniem czy też dodatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem muszę wyrażać się bardziej precyzyjniej i mocniej akcentować ironię ;)

      A "Ducha króla Leopolda" arcydzielne!

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.