piątek, 22 kwietnia 2016

"Pozorny strzał". „Ślepy trop” Jørn Lier Horst

Zawiedzione oczekiwania bolą najbardziej. Książka,  po której spodziewałam się zarwanej nocy, a przy której wynudziłam się jak mops kanapowy, jest powodem do bólu okrutnego, żeby nie powiedzieć rozdzierającego serce czytelnicze. Skuszona reklamą/promacją/pozytywnymi opiniami/licznymi westchnieniami zachwytu… spróbowałam i ja! I jakże było moje zaskoczenie, gdy „Ślepy trop” nie zachwycił/chwycił po 10, 50, 100 stronach… Najpierw, bo ja to raczej empatyczna jestem i z gatunku tych, co najpierw winy szukają w sobie, brak  czytelniczej „chemii” zrzuciłam na karb zmęczenia, potem na "czytelniczego kaca" po lekturze doskonałej „Łaski” Kańtoch, a potem już na niemrawego i pozbawionego emocji i osobowości  śledczego Williama Wistinga. Nie ma przebacz! 

„Ślepy trop” Horsta to klasyczny, żeby nie powiedzieć schematyczny, kryminał. Jest zabójstwo, jest trop i jest punkty kulminacyjny, który oczywiście wyjaśnia zagadkowe morderstwo. I mniejsza o to, że kryminał, jak to kryminał przecież, rządzi się swoimi prawami, ale bohaterów tak wyzutych z emocji, lęków i osobowości powstydziłaby się nawet Agatha Christie (proszę wybaczyć!). Tak jakby autor wpasował się w klucz maturalny, ale nie miał krzty talentu, czy iskry bożej! (jak zwał, tak zwał!). Dalej, główny wątek nie jest po prostu interesujący (nie chcę spoilerować, więc krótko), bo i kogo obchodzą porachunki mafijne i narkotykowe biznesy, gdy serca w tym brak (ależ to brzmi!). No i jeszcze ten nieudany aspekt społeczny i rodzinny… Córka śledczego, kilkakrotnie powtarza to samo: że boi się porodu i że trudno będzie jej być samotną matką… . A przecież  można inaczej: finezyjniej, mroczniej, kreatywniej.

Myślę, że moje ogromne rozczarowanie lekturą, bierze się przede wszystkim stąd, że spodziewałam się czegoś  w stylu „Łaski”, „Ofiary bez twarzy”, czy prozy Miloszewskiego, a dostałam średni kryminał z płaskimi postaciami i nudną i ślamazarną fabułą.

Nie zaprzyjaźnimy się Panie Horst. Niestety, ale nie!

*** 

14 komentarzy:

  1. Fanką kryminałów nie jestem, ale jakbym już miała ochotę na jakiś, to wolałabym trafić na dobrą lekturę, która zachęci mnie do zagłębienia się w ten mało mi znany gatunek. Będę omijać "Ślepy trop" szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Schematyczność i płaskie postaci jestem w stanie wybaczyć w przypływie łaski. Ważniejsze jest dla mnie to, że się wynudziłaś. Dla kryminału to już strzał między oczy. Zresztą dla innych gatunków podobnież.

    A co do jest "pronacja"? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsekwencją płaskości jest właśnie dla mnie nuda...ale masz rację, toć to cały zbiór argumentów za tym stoi.

      Dzięki za wyłapanie literówki - takie emocję, że i człowiek nie kontroluje alfabetu ;)

      Usuń
  3. Czytałam jego trzy poprzednie książki i nie było tak źle. Podobały mi się, bo mimo że bez fajerwerków (a może właśnie dlatego) zaciekawiły mnie. Zwłaszcza przez pryzmat tego, że autor był śledczym, więc wie o czym pisze :) Ale na nową się nie skusiłam, głównie dlatego, że denerwuje mnie wydawanie książek od końca, albo nie po kolei...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się okazuje, ja zaczęłam od samego końca i no nie był to dobry koniec ;) A ja mam wrażenie, że tyle jest świetnych kryminałów, że szkoda czasu na średnie. Ale też rozumiem, że i taka książka czasami jest potrzebna :)

      Usuń
  4. A ja, jak wiesz, lubię Horsta i nie nudziłam się przy tej lekturze. Tak się zastanawiam i myślę, że niedobrze jest zaczynać ten akurat cykl od końca, a "Ślepy trop" to ostatnia (jak na razie) część. We wcześniejszych tomach zarówno Wisting, jak i jego córka są ciekawszymi postaciami, tutaj faktycznie są wyjątkowo bezbarwni. Dla mnie jednak ciekawe było śledzenie wszystkich tych policyjnych czynności, a poza tym sama zagadka mnie wciągnęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie zupełnie nie wciągnęła :( byłam po serii bardzo dobrych kryminałów, więc może stąd tak duży zawód...w każdym razie raczej nie skuszę się na kolejne tomy ;)

      Usuń
  5. Ojej... a ja się na nią zdecydowałam i jest już na mojej półce. A kryminałów sporo się naczytalam. Christie uwielbiam, ale wiem o co Ci chodzi :) No nic, ciekawa jestem czy mnie też tak rozczaruje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że może się jednak spodoba :)

      Usuń
  6. przeczytałem i książkę i Twoja recenzje i tak sie zastanawiam czy czytalismy to samo ...  Świetny kryminał, niby nie ma tu jakichś wyjatkowo brutalnych opisów i morderstw w których lataja flaki, za to jest rzetelność i solidność w prowadzeniu śledztwa oraz świetne połączenie wątków, które świetnie ze sobą współgrają i prowadzą do wyjaśnienia sprawy. Bardzo fajnie pokazana postać komisarza Wistinga, który uparcie i często nie mając wsparcia ze strony przełożonych prowadzi śledztwo widząc i kojarzac fakty na które inni nie zwracali uwagi. Dodatkowo ma dylematy natury moralnej ponieważ w całą sprawę jest pośrednio zamieszana jego ciężarna córka Line wraz z przyjaciółką Sofie co tylko dadaje plusa tej książce i wciąga w tresć jeszcze bardziej czytelnika. Seria z Wistingiem jest wydawana w Polsce od dupy strony, niemniej książkę czyta się z czystą przyjemością. Horst to były glina a na dodatek ma fajny styl pisania więc połaczenie tego daje super efekt końcowy.......;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie Wisting wydaję się strasznie płaski, pozbawiony emocji i poczucia humoru (tego ostatniego nie wypaczam nigdy!). Nie kupuję tego, jak i tej nudnej poprawności. No nie zaiskrzyło, zupełnie nie ;)

      Usuń
  7. Szczerze mówiąc zastanawiałam się nad kupnem tej oto książki. Jednak sama się zastanawiam, czy w ogóle warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdanie nie, ale większość jest chyba za ;) :P

      Usuń

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.