Wszystkie walki Jakuba. "Król" Szczepan Twardoch

[źródło]
„Król”, najnowsza powieść Szczepana Twardocha, to dobra książka. I choć trudno ją zaliczyć do niszowej grupy arcydzielnych tworów literatury polskiej, to jednak, co trzeba przyznać z całą stanowczością, to przyzwoita proza. Autor, który prowadzi czytelnika krętymi ścieżkami przedwojennej historii Polski, umiejętnie konstruuje fabułę i dość zgrabnie balansuje pomiędzy literaturą popularną a piękną, tworząc tym samym udany eksperyment literacki.

Jakub Szapiro, główny bohater powieści, to bokser, Żyd, król warszawskich Nalewek. Człowiek, któremu kłaniają się straganiarze, prostytutki, kelnerzy w „Ziemańskiej”. Niepokonany w ringu i na ulicy. Mężczyzna do którego wzdycha wiele porządnych i nieporządnych polskich i żydowskich dziewcząt. W końcu, najważniejszy człowiek grupy Kuma Kaplicy - a ten trzęsie przedwojenną Warszawą. Tą żydowską częścią Warszawy. Bo w „Królu” mamy dość wyraźnie zarysowany podział na część polską i żydowską właśnie. Rzeczywistość ulicy Gęsiej i Miłej, a z drugiej zaś strony środowisko falangistów i polskich nacjonalistów, którzy tworzą getto ławkowe i marzą o „czystej” Polsce. Oba te światy koegzystują obok siebie, lecz ich mieszkańcy wiedzą o sobie niewiele. Niewątpliwie jest to układ dość kruchy i niestabilny. U Twardocha jest zatem podział na tych: „co z nami” i na tych: „co przeciwko nam”. W żaden sposób nie można wartościować tych światów. Bo i tam, i tu w szeregach władzy są przede wszystkim łajdacy, którzy myślą tylko o zwycięstwie. A siła w „Królu” odgrywa rzecz najistotniejszą. Przemoc ma zasadnicze znaczenie i to ona jest wyznacznikiem prestiżu. Lecz, i tu punkt dla autora, bo do mocarza Jakuba, który para się gangsterką w czystej postaci (sutenerstwo, przemyt, morderstwo na zlecenie, lichwa i haracze), czuje się  sympatię i to jemu się kibicuje. Choć i też do czasu.

Twardoch dość umiejętnie porusza się po niuansach politycznych II Rzeczypospolitej. Pokazuje rzeczywistość mocno rozparcelowaną frakcyjnie i poglądowo. Ciekawy jest też zabieg retrospekcji oraz działania i wpływu sił demiurgicznych (co miało miejsce już we wcześniejszych książkach pisarza), które patronują życiu bohaterów. Świat wykreowany przez autora, to świat brudny, brutalny i bezwzględny. I dlatego tak bardzo ciekawy i wciągający.

„Król” nie od razu zaskarbił sobie moja przychylność, a momentami wręcz nużył. Jednak z tokiem akcji fabuła zdecydowanie zaczęła nabierać rumieńców a niezwykle realistycznie odmalowana rzeczywistość przekonywać. Dobra rzecz. Mocna rzecz.

***

Komentarze

  1. Moje spotkanie z autorem ograniczyło się jedynie do "Morfiny" i właśnie, do tej pory brakowało mi odpowiedniego słowa, ta powieść straszliwie mnie znużyła! Cały czas czekałam na jakiś wybuch emocji, zwrot akcji, coś co sprawiłoby, że mogłabym pomyśleć: "To faktycznie wielka literatura!". Niestety nic takiego nie nastąpiło.

    Dlatego "Króla" zaczynam już od kilku dni i to z wielką obawą. Z obawą, że będzie tak samo. I Twoje wrażenia niestety tę obawę podsycają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam dwa tytuły Twardocha i na tym poprzestanę. Znużył mnie..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe to co napisali moi poprzednicy w komentarzach. Ja jednak mam zamiar sięgnąć i się zapoznać. Na razie inne rzeczy mam zaczęte więc "Król" musi jeszcze poczekać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.