Brzemię majątku. "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson" Ewa Winnicka


Trudno o bardziej wyraziste spełnienie amerykańskiego snu niż biografia Barbary Piaseckiej-Johnson. Uboga, choć wykształcona Polka, która w siermiężnym okresie komunizmu wyrusza do Stanów „za chlebem” i z pokojówki „awansuje” na żonę potentata finansowego Sewarda Johnsona. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Piasecka otrzymała glejt do świata, który do tej pory był dla niej niedostępny. Wraz z mężem zaczyna dysponować majątkiem, który rok rocznie zapewniał im miejsce na liście najbogatszych Amerykanów (po śmierci męża Piasecka sukcesywnie powiększała rodzinne dobra). Co oczywiste, ten finansowy mezalians nie uszedł uwagi opinii społecznej i otoczenia Johnsonów. Czy Piasecka perfidnie uwiodła starszego o kilkanaście lat Sewarda? Czy kierowała nią miłość, czy tylko chęć zysku? Jaka naprawdę była Barbara? Gnuśna, zmienna i humorzasta, czy hojna i opiekuńcza? Wieloznaczność postaci świetnie uchwyciła Winnicka. Skrupulatnie obrazując postać Barbary, reporterka nie daje łatwych odpowiedzi, ale też unika ocen. Autorka „Angoli” tak prowadziła historię Piaseckiej, że zazdrościmy, brzydzimy się, zgadzamy się, ba!, nawet współczujemy bohaterce. To wielka siła tej opowieści.

Nic tak nie rozpala wyobraźni jak pieniądze. Olbrzymie pieniądze. Emocje, które towarzyszyły Piaseckiej od momentu ślubu, były jednak niczym przy tym, co rozpętało się po śmierci Sewarda. Walka o testament z dziećmi Johnsona przeistoczyła się w jeden z najgłośniejszych i najbardziej bezwzględnych procesów w historii amerykańskiego prawodawstwa. Jego wynik był, koniec końców, niełatwym kompromisem, ale pozwolił Barbarze na dostatnie życie, choć na pewno nie na spokojne. Chociażby wziąć pod uwagę liczbę wnioskodawców (kilkaset próśb miesięcznie), którzy chcieli uzyskać pomoc od milionerki. A Barbara pomagała hojnie, rodakom zaś w szczególności. Personel Jasnej Polany był prawie w całości polski. Stypendia i nagrody dla młodych naukowców, muzyków i aktorów z kraju również fundowała z radością. Na prośbę Barbary Toruńczyk wyłożyła też pieniądze na pierwszy numer „Zeszytów Literackich”. Na Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu kierowane przez Religę, na fundację dzieci z autyzmem - było tego naprawdę sporo. Szczodrze dotowała też Solidarność. Wymieniać tak można byłoby bez końca. Jednak większość tych dobroczynnych przedsięwzięć kończyła się w najlepszym przypadku nieporozumieniem. Piasecka bowiem wymagała wdzięczności. Nie każdy potrafił się na nią zdobyć. Nie w takim stopniu, jakim oczekiwała fundatorka. Łatwość wchodzenia w sytuacje konfliktowe najlepiej chyba obrazuje znajomość z Lechem Wałęsą i sprawa prywatyzacji stoczni – od bohaterki do persona non grata.

Polonofilka, kolekcjonerka sztuki, choleryczka, która umiera w samotności. Piasecka wyśmiewana i adorowana przez możnych i intelektualistów tego świata. Odrzucana i oczekiwana. Koronkowa robota Winnickiej pozostawia czytelnika w dużym dyskomforcie braku jednoznacznej oceny. To wielka siła tego tekstu. Małgorzata Szejnert miała więc rację pisząc: Historia z bajki, prawdziwa do bólu. Świetny reportaż.

PS Na zakończenie smaczek, czyli plotkujący literaci:

Zygmunt Hertz melduje Miłoszowi: „U Józiów [Józefa i Marii Czapskich] była Pani Johnson, dobrodziejka Biblioteki Polskiej w Paryżu i żona milionera (własny boeing itp.). Spłynęła na dół, muszę powiedzieć, że za taką forsę można mieć ładniejsze. Ot, typowa Polka, w miarę tęga, blond, sporawa. Miło jest podśmiewać się o niczym z osobą, która sika forsą, i nic od niej nie chcieć. Stwierdziłem, że słowo dupa nie jest jej obce, bo akurat coś tam podeszło w związku z tym słowem”.




Komentarze

  1. Sprawa stoczni gdańskiej pokazuje nie tyle łatwość wchodzenia w sytuacje konfliktowe BPJ ile zdrowy rozsądek i niechęć do wyrzucania pieniędzy w błoto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazuje, pokazuje. Bo nawet kiepski biznes można rozwiązać honorowo. A tu obie strony pokazały, że ważniejsze niż dobro ogółu jest ważny tzw. honor ;)

      Usuń
    2. Powinna była przekazać, tak jak chcieli stoczniowcy, 50 czy 100 mln i nie wtrącać się, tylko być szczęśliwą, że oto kolebka łaskawie przyjmie od niej pieniądze a ona potraktowała rzecz biznesowo, bo to zła kobieta była... :-)

      Usuń
    3. Nie o taką etykę biznesu oczywiście mi chodziło ;) ale jestem w stanie zrozumieć obie strony. Obiecującego i tego, który pokłada nadzieję w obietnicy. Kwestia formy ;)

      Usuń
  2. Biografie to nie ma broszka i powstrzymałbym się od komentarza, ale ten cytat na koniec domaga się komentarza. Smutny ten cytat, smutny i żałosny.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.