Trudna sztuka altruizmu. "Śmierć w Amazonii" Artur Domosławski

Niewolnicza praca w głębi Amazonii. Nagminne morderstwa ekologów. Śmierć autochtonów. Nie, to wcale nie są wyimki z podręcznika historii. Te rzeczy dzieją się teraz. W Peru, Brazylii, Ekwadorze, gdzie potężne koncerny, wykorzystując słabość miejscowej administracji, urządziły sobie surowcowe eldorado. Domosławski, ze skrupulatnością godną podziwu i odnotowania, odsłania kulisy działania całego (nie bójmy się tego słowa!) zbrodniczego systemu. Sytemu, którego przedstawiciele z taką butą i bezczelnością wykorzystują najsłabszych i najuboższych, po to chociażby, żebyśmy my Europejczycy, mogli kupić nowy sprzęt gospodarstwa domowego, tankować paliwo, czy najeść się do syta. Bo jak pisze Domosławski: Splunąć na forsę – największy heroizm naszych czasów. I doprawdy – nie ma w tych słowach ani krzty przesady.

„Śmierć w Amazonii” to opowieść o tych, którzy postanowili stanąć do walki z nierównym przeciwnikiem. To przez ich historie autor nakreśla pełen obraz problemu. Mamy więc brazylijskich ekologów, którzy zginęli ponieważ bronili prawa rdzennej ludności do życia w dżungli i sprzeciwiali się wycince drzew. Jest i ks. Marco, który zastraszany i bity walczy o prawa Peruwiańczyków do użytkowania własnych terenów i źródeł wody. W końcu jest i historia Ekwadorczyka Pabla Fajarda, który wygrał proces z amerykańskim gigantem paliwowym (wcześniej Texaco i ChevronTexaco, potem Chevron), udowadniając m.in. winę firmy w dewastacji środowiska naturalnego regionu. Ta ostatnia opowieść, to zdaje się jedyny jasny punkt tego reportażu. Choć droga do zwycięstwa trwała wiele lat i wymagała sporego uporu, odwagi i determinacji.

Książka Domosławskiego zdaje się hołdować tezie, że to bohaterowie i opisywanie zdarzenia są najważniejsze a nie zaś formalna i stylistyczna ekwilibrystyka. Że najważniejsza jest klarowność opowieści (patrz: Polska Szkoła Reportażu oraz „kłamstwo formy”). I ten prosty, aczkolwiek mocny przekaz boli i mierzi najbardziej. Bo „Śmierć w Amazonii” wytrąca z poczucia bezpieczeństwa i zmusza do głębszej refleksji nad współczesnym światem. I dobrze. Bo taka przede wszystkim (obok poznawczej) jest rola reportażu. 

Komentarze

  1. Parafrazując słynne intro do pewnej gry, rzecz by można: "Money, money never changes". Czytałem jakiś czas temu "Ducha króla Leopolda" - historia wyzysku Kongo zahacza tylko o czasy współczesne, ale Domosławski pokazuje, że podobne praktyki ciągle mają miejsce, tylko geografia się zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Duch..." rewelacyjny! Jedna z ważniejszych książek jaką przeczytałam. Prawda z tą niezmiennością - od wieków tak samo :(

      Usuń
  2. To jest szokujące... Moniko, jak radzisz sobie z przygnębieniem po lekturze takich książek? Ja czasami przerywam czytanie na jakiś czas, bo mnie to tak dołuje, potem książkę kończę, staram się to jakoś racjonalizować, ale jedna te opowieści w człowieku siedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobnie. Teraz na przykład czytam thriller, generalnie fikcja mi pomaga. Ale nie mogę ciągle czytać reportażu...

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo proszę o jawne wypowiedzi. Nie publikuję komentarzy anonimowych.